Są w sztosie. Są mocni, są pewni siebie. Ale Josué nie będzie grał. A Josué jest tam jak ktoś na poczcie, stempluje każdą akcję – mówi Andrzej Sawicki, trener Lechii Zielona Góra, o Legii Warszawa. 28 lutego oba zespoły zmierzą się w Pucharze Polski.
III-ligowa Lechia Zielona Góra szykuje się do rundy wiosennej. W sparingach rozbiła Łobzonkę Wyrzysk 14:0, zremisowała z Chrobrym Głogów 1:1, pokonała Polonię Warszawa 4:2, poległa z Cariną Gubin 1:7 i wygrała z Syreną Zbąszynek 6:1.
28 lutego o godz. 13.00 Lechia zmierzy się w Zielonej Górze z Legią Warszawa w ćwierćfinale Pucharu Polski. W spotkaniu tym na pewno nie wystąpią: Jakub Babij i Rafał Dzidek, którzy muszą pauzować za żółte kartki.
Rozmowa z Andrzejem Sawickim po sobotnim (11 lutego) sparingu z Syreną Zbąszynek
Jest pan w innym nastroju niż ostatnio po meczu z Cariną?
Trudno nie być…
Miał pan twardy orzech do zgryzienia i długo jeszcze zastanawiał się, co właściwie się stało?
Analizowaliśmy to, chociaż uczciwie trzeba też powiedzieć, że niestety, nasza kamera nie zdała egzaminu i ciężko to było zanalizować. Natomiast takie lanie się przyda, żeby zejść na ziemię. Musisz być w każdym meczu megaskoncentrowany i dawać z siebie wszystko. W tym momencie jesteśmy trochę na świeczniku, więc każdy, kto będzie z nami grał, to będzie chciał nam udowodnić, że jest od nas lepszy. Tak się motywuje na zespoły teoretycznie lepsze. Takie podejście, jakie my mieliśmy na mecz z Chrobrym Głogów, z Polonią Warszawa, musimy mieć, grając z Syreną Zbąszynek, z Cariną Gubin. Musi być po prostu 100 procent, bo tu różnic wielkich nie ma.
Czy podejście do sparingu z Syreną było już OK? Poprawili się chłopcy?
Tak. Myślę, że podejście było OK. Wiadomo, że ze swoimi kłopotami – Syrena też nie była w optymalnym składzie personalnym. Ale myślę, że ten kubeł wody tydzień temu też trochę podziałał. OK, postrzelaliśmy trochę, ale na pewno jest też co analizować z dzisiejszego meczu. Personalnie jeszcze mam kilka dylematów. Będę patrzył, jak się będzie rozwijać sytuacja, jak będą zawodnicy wyglądać przez ostatnie dwa tygodnie do meczu [z Legią – red.]. Ale myślę, że wielkiej rewolucji nie będzie.
Kiedy wchodzicie na naturalną murawę?
Chcemy wejść już w tym tygodniu, od czwartku. Jeszcze wtorek-środa tutaj, pod „balonem”, i od czwartku szukamy naturalnej nawierzchni.
Sobotni sparing z Flotą Świnoujście już też na normalnej murawie?
Tak, planowany jest w Zawadzie, tam jest dobre boisko, o dobrych wymiarach. Po dwóch treningach na trawie już chcemy zagrać z Flotą, o godzinie 12.00.
Czyli treningi też będą w Zawadzie?
Gdzieś w kierunku na Jany, takie boisko-pastwisko. Ale to nie jest ważne, ważne jest podłoże. Oczywiście, piłka będzie skakać, to będzie całkiem inny świat. Ale tu chodzi o przejście. Zawsze mięśnie inaczej się zachowują, jest bardzo duże obciążenie, zmęczenie, jak przechodzisz z twardego na nawierzchnię naturalną. Ten proces trochę trwa, to nie jest tak, że wejdziesz dwa razy i już jest OK. To trwa ponad tydzień, około dwóch tygodni nawet. Wiem to z doświadczenia.
Ogląda pan intensywnie mecze Legii? Zdaje się, że był pan nawet w Lubinie…
Byłem na Zagłębiu. Oczywiście, na żywo. Ten mecz oglądnąłem sobie jeszcze dwa razy w telewizji.
I co pan powie o Legii?
Ooo, są w sztosie. Są mocni, są pewni siebie. Ale widzę promyczek, ponieważ Josué nie będzie grał w tym meczu. A Josué jest tam po prostu jak ktoś na poczcie – stempluje każdą akcję. Jestem bardzo ciekawy, jak będzie gra wyglądała bez niego. Bo to zawodnik, który bierze wszystko, jest świetny, natomiast ma dużo miejsca, dużo czasu. Nie wiem, czy lepiej by było, gdyby grał – wtedy gralibyśmy o jednego więcej, bo jest strasznym „zapalnikiem”, można go „podpalić” szybko na czerwoną kartkę… Żartuję – to kapitalny zawodnik. Z jednej strony cieszę się, że nie będzie grał, ale z drugiej – wolałbym, żeby grał i żeby u nas nikt nie „wisiał” za kartki.
W sparingu z Syreną ponownie nie wystąpił Jussuf Mwinyi. To coś poważnego?
Ma problem z łydką, gdzieś tam mu promieniuje, schodzi na ścięgno Achillesa. Wczoraj wszedł, troszeczkę z grupą potrenował, ale to jeszcze nie są żadne obciążenia. Jeszcze będzie miał badanie USG. Niestety, jest to trochę pech… On też bardzo się pali, chciałby, ale przede wszystkim musi być zdrowy, żeby nic się nie stało. Cały czas na niego liczymy.
Notował Szymon Kozica




