– Pytania zostały tak przygotowane, aby uzyskać jednoznaczne odpowiedzi TAK lub NIE – mówi o wniosku złożonym do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Zielonej Górze Tomasz Nesterowicz. Miejski radny pyta o m.in. azbest na dachu hali, ilość toksycznych odpadów, ryzyko skażenia oraz poziom zagrożenia dla życia i zdrowia zielonogórzan.
W zeszłym tygodniu odbyły się dwie sesje nadzwyczajne dotyczące pożaru w Przylepie. Jedną zwołał prezydent, na niej zjawili się przedstawiciele różnych służb. Drugą zwołano na wniosek radnych i wzięli w niej udział mieszkańcy. Zielonogórzanie na zadanie pytań i rozwianie swoich obaw musieli czekać wiele godzin, cierpliwości niestety nie starczyło niektórym specjalistom w tym przedstawicielom Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Ci wcześniej opuścili salę sesyjną, co wytknął Tomasz Nesterowicz.
– Pan inspektor po przedstawieniu prezentacji opuścił sesję nadzwyczajną. To spowodowało dosyć duże rozżalenie mieszkańców, a z pewnością tej części, która miała kontakt z dymami po pożarowymi składowiska w Przylepie – mówi radny.
Z tego powodu samorządowiec przygotował listę 42 pytań, którą osobiście dostarczył do siedziby WIOŚ w Zielonej Górze. Pytania mają formułę zamkniętą (pełny wykaz pytań prezentujemy TUTAJ), można na nie odpowiedzieć „TAK” lub „NIE”. Nesterowicz pyta np. czy to prawda, że w Przylepie składowano ponad 4 tys. ton odpadów? Dopytuje się inspektora, czy gwarantuje, że mieszkańcy znajdujący się w zasięgu dymów pożarowych nie są poddawani oddziaływaniu substancji niebezpiecznych i rakotwórczych? Zastanawia się również, czy wykonano wszystkie badania oraz jaka jest gwarancja, że w najbliższej przyszłości nie dojdzie do skażenia.
Teoretycznie wspomniane wątpliwości miała rozwiać nadzwyczajna sesja rady miasta, ale zdaniem radnego ta jedyna namnożyła obawy. – Zielonogórzanie zwracają uwagę, że otrzymują informacje niewyczerpujące, niepełne, które opisują jako cytuję: „mówienie na okrągło”. Udostępnianie dane, są przedstawiane w taki sposób, że pozostają nieczytelne dla przeciętnego mieszkańca. Niewiele osób potrafi zinterpretować wyniki badan chemicznych i określić, czy zagrożenie jest czy nie – denerwuje się Nesterowicz.
Postawie radnego i wątpliwościom mieszkańców trudno się dziwić. Przypomnijmy, że ostatnio na antenie Lubuskiego Centrum Informacyjnego na temat pożaru w Przylepie wypowiadał się dr Jakub Duszczyk. – Stwierdzenie o lokalnym Czarnobylu nie jest przesadnym, bo nie mamy relatywnych badań, które w takich przypadkach powinny być upubliczniane – mówił ekspert.
Ekspert odniósł także do słów wojewody lubuskiego, które padły dzień po wybuchu pożaru składowiska. Chodzi o zdanie: „Nie było ani jednego momentu, w którym zdrowie lub życie mieszkańców byłoby zagrożone”.
– Jeżeli ktoś nas zapewnia, że palące odpady nie zagrażają środowisku i zdrowiu to można stwierdzić, że jest to kłamstwo. Na jakiej podstawie padają takie stwierdzenia, skoro nie wiem, co tam się znajdowało, nie mam wyników badań? Z drugiej strony jest jeszcze logika i będę to powtarzał. Jeżeli ktoś spala w domu, w swoim piecu, kilka plastikowych butelek, czego oczywiście nie pochwalam, to przychodzi straż miejska i nakłada mandat z uwagi na potężne zagrożenie dla środowiska i skażenie powietrza. Co mają stwierdzić teraz ludzie, którzy taki mandat dostali, jeżeli tutaj spaleniu uległo ok. 5 tysięcy ton odpadów i polityk mówi, że żadnego zagrożenie nie ma – tłumaczył toksykolog.
Pełen wywiad z toksykologiem obejrzycie [TUTAJ].




