Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)

Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)
Łagów nazywany jest Perłą Ziemi Lubuskiej i nie jest to określenie na wyrost, wspaniały krajobraz, wzgórze, jeziora, bukowe lasy. W tak pięknych okolicznościach zbudowano zamek o romantycznym wyglądzie i historii pełnej tajemnic i magii…

Mimo nieco romantycznej wizji historii Łagowa i spekulacji, ze tutaj mogła znajdować się tajemnicza zaginiona komturia, brakuje dowodów, że należał on do templariuszy. Pewne jest natomiast, że w roku 1299 miejscowość należała do panów brandenburskich. Bowiem 15 kwietnia tego roku trzej margrabiowie Otto, Konrad i Henryk sprzedali swoją część majątku jako zadośćuczynienie win rycerzowi Albertowi von Klepitz (Klepicz) i jego najbliższym.

Joannici pojawiają się tutaj 9 grudnia 1347 roku, w którym to otrzymali Łagów w zastaw za 400 grzywien srebra od margrabiego brandenburskiego Ludwika Wittelsbacha. W roku następnym margrabiowie Ludwik Starszy i Ludwik Rzymski przekazali joannitom „hus Lagow wraz z otwartym miasteczkiem leżącym na wzgórzu przed Łagowem i 22 wsiami”. W Łagowie zakon umieścił siedzibę komandorii, która obejmowała rozległą okolicę z 18 wioskami (wśród nich dzisiejsze Templewo, Wielowieś, Boryszyn) i miastem Sulęcinem jako schedą po kasacie Zakonu Templariuszy. Wtedy też na polecenie władców brandenburskich joannici łagowscy konwojowali kupców przemierzających tak zwany Trakt Polski, prowadzący do Międzyrzecza. Według informacji z 1505 roku mieli otrzymywać za to opłatę – 9 groszy za konia użytego w ciągu dnia w tym celu, poza tym odszkodowanie za każdego zabitego konia i chłopa.

Na sztucznym wzgórzu

To Herman von Werberg, komandor i preceptor Baliwatu Brandenburskiego, który w latach 1350-1426 miał tu swą siedzibę, wzniósł obecnie istniejący zamek, lokalizując go na sztucznym wzniesieniu w przesmyku pomiędzy jezio­rem Trześniowskim i Łagowskim. W zachodniej części, otoczonego murem kurtynowym czworobocznego założenia, znajdował się dom mieszkalny, a w południowo-wschodnim narożu kwadratowa wieża. Wzgórze zamkowe otoczone zostało zamykającymi się w czworobok wysokimi murami, spełniającymi obok obronnej także funkcję oporową wobec usypiska. W XVI w. zamek powiększono od strony dziedzińca o skrzydło północne.

Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)

Budowla jest murowana, czteroskrzydłowa z wewnętrznym, prostokątnym dziedzińcem. W skrzydle zachodnim zachowała się sala gotycka ze sklepieniem krzyżowo-żebrowym wspartym na czworobocznym filarze, a na piętrze nad nią sala rycerska z kominkiem zdobionym barokową sztukaterią z 1740. Otaczające wzgórze zamkowe mury, wzmocnione w XVI w. bastejami, były wielokrotnie remontowane m.in. w latach 1968– 1969. Zbudowany z cegły odcinek południowy wyposażony jest w machikuły.

W czasie wojny trzydziestoletniej warownię opanowali Szwedzi i oblegały wojska brandenburskie. Przy odbudowie po tych wydarzeniach dostawiono skrzydło południowe, nadając całej budowli, z wyjątkiem wieży, cechy stylowe baroku. W 1712 dziedziniec zamknięto czwartym skrzydłem. W 1734 od wschodu dostawiona została szyja bramna ze schodami o 51. stopniach, pokonującymi wynoszącą 10 m różnicę poziomów między otoczeniem zamku a jego dziedzińcem.

W 1810 dobra joannitów uległy kasacji stając się domeną państwową. Wkrótce, z nadania króla Prus, otrzymał je generał Fryderyk von Zastrow, po którym zamkiem władało kolejnych siedmiu junkrów. Ostatnim z nich przed 1945 był von Püchler – Limburg. Po II wojnie światowej w zamku był dom pracy twórczej Stowarzyszenia Historyków Sztuki, a od 1962 Poznańskiego Towarzystwa Muzycznego. W latach 1966–1971 został przeprowadzony gruntowny remont obiektu z adaptacją na hotel.     

 

Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)
Strach się bać   

Najsłynniejszym lokatorem zamku i podobno nie powinniśmy używać tylko czasu przeszłego, jest Rycerz w Płomieniach. Kim jest przerażająca zjawa? Musimy cofnąć się do połowy XVI wieku. Na czele łagowskiego zgromadzenia joannitów stoi komandor Andrzej von Schlieben. Nie zapisał się w historii jako wybitny dowódca, ani mąż stanu. Do historii przeszła raczej jego słabość. Do niewiasty. Tak wielka, że nie chciał tego związku ograniczać do jakichś chwil kradzionych w zamkowych zakamarkach. I jako pierwszy joannicki zakonnik, wszedł w 1544 roku w związek małżeński zakładając regularną rodzinę.

Czyn ten spowodował w łonie zakonu reakcję, wywołaną jednak tylko przez obawę, by praktyka małżeństw zakonników nie przyczyniła się do pomniejszenia majątku zakonu. Na dodatek była to woda na młyn zwolenników reformacji wśród joannitów. Po długich targach kapituła w Spirze usankcjonowała śluby joannickich rycerzy.

Jakie mamy na to dowody? W kościele łagowskim znajduje się płyta nagrobna syna von Schliebena, również Andrzeja, zmarłego 9 lipca 1568 r. w młodocianym wieku. A sam nasz bohater zakończył żywot w 1571 r. w gwałtownych zresztą okolicznościach. Został zamordowany.

Rycerz w Płomieniach, pojawia się tylko wiosną i latem, a ukazuje się wyłącznie mężczyznom. Niektórzy powiadają, że właśnie za zbezczeszczenie praw zakonu, Schlieben został skazany na wieczne potępienie. Po raz pierwszy udokumentowano jego pojawienie się 16 marca 1820 roku. Zamek odwiedził starszy radca finansowy, prezydent Izby Skarbowej w Poznaniu, von Harlem. Dygnitarzowi zaproponowano nocleg. I oto w środku nocy zobaczył tuż przy swoim łożu joannickiego rycerza otoczonego płomieniami. Jako osoba urzędowa, czyli konkretna, radca zasiadł do raportu, w którym był nawet łaskaw stwierdzić, że nocny gość przypominał mu postać, którą widział wykutą na nagrobnej płycie w łagowskim kościele.

Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)

Raport trafił do dowódcy kostrzyńskiej twierdzy Chrystiana von Massenbacha. Opowieść ta bardzo działała na wyobraźnię współczesnych pozostających pod wpływem romantyzmu. Do tego swoje trzy grosze dodał inny pruski urzędnik inspektor Erdmann ze Słońska, którego nocny gość przypominał do złudzenia tego napotkanego przez von Harlema. Pokazywał się także w czasach nam bliższych. W 1967 roku miał się na niego natknąć podczas burzy, schodząc z zamkowej wieży, pewien student. Rycerz miał się pojawić w blasku błyskawic. Młodzian podobno usiłował z nim się porozumieć w różnych językach, ale bez skutku. Widywać mieli go pracownicy zamku i uczestnicy Lubuskiego Lata Filmowego. Ale czy można im wierzyć, w końcu to artyści. Zresztą od pewnego czasu widmo się już nie pokazuje.

Spróbujcie, może Wam da szansę?

Cuda lubuskiej architektury. O zaginionej komturii templariuszy i Rycerzu w Płomieniach (WIDEO)

Zdjęcia: Grzegorz Walkowski, Źródło: m.in. LWKZ

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.