Staram nie poddawać się owczemu pędowi, toteż widząc w telewizorni kolejkę, kłębiącą się przed wejściem do poznańskiego muzeum, postanowiłem poczekać. Za czym kolejka ta stoi? Za Chełmońskim. Za jego malarstwem jakoś specjalnie nie przepadam, ale ponieważ była szansa zobaczyć jego obrazy w komplecie, uznałem, że warto. Gdy wydłużono termin trwania prezentacji, stwierdziłem, że już czas. Nic bardziej mylnego.
Gdy stanąłem przed wielce szacowną placówką muzealną kolejka, zdawała się nie mieć końca. Miałem déjà vu z mrocznymi czasami minionego ustroju, gdy tkwiłem w takich ogonkach po masło, czy automatyczną pralkę. Wszyscy ci ludzie, podobnie jak ja, kupili bilety na ten konkretny dzień przez Internet. Nie na wiele zdały się podpowiedzi pań z obsługi muzeum w rodzaju: niech pan przyjdzie za dwie godziny. Późniejsze porady brzmiały „przerzedzi się w porze obiadu”, „będzie luźniej przed zamknięciem”. Powiem krótko. Nie było.
Nie rozumiem, dlaczego poznańskie muzeum nie poszło przetartym przecież już szlakiem i nie sprzedawało określonej puli biletów na konkretną godzinę. To było pierwsze zaskoczenie. Numer dwa wiązał się z publiką. Oto zjechali z różnych części Polski i kupili bilety tylko na Chełmońskiego, a nie na wystawę stałą. A tam, Podkowiński, Malczewski, Mehoffer, Boznańska, żeby tylko poruszać się w konkretnej epoce. Zapytałem. Większość ludzi w kolejce stałej ekspozycji nie widziało, a przyjechali, aby poczuć klimat „Wesela”, tego w ostatniej, animowanej wersji.
Na szczęście inni malarze pocieszyli mnie na tyle, że nie żałowałem zerwanej nici „Babiego lata”. Za to na dłużej zatrzymałem się przed „Błędnym kołem” Jacka Malczewskiego. Jakże aktualnym, bowiem poczułem się, jakbym oglądał któryś z telewizyjnych programów informacyjnych. Lub obserwował rozmaite wybory i czyny ludzi wokół.
Poznańskie muzeum zapowiada już przekrojową wystawę malarstwa Malczewskiego. Ciekawe, czy ci sami ludzie przyjadą postać w kolejce? Bowiem teraz spora dawka tego malarza wisi tuż obok ogonka czekających ludzi, wystarczyło pokonać kilka stopni schodów. A nie było tam nawet psa z kulawą nogą.




