Dziwi obsesyjna nienawiść prawicy, a szczególnie PiS-u, do Donalda Tuska. Niemal każdą rozmowę nakierowują na obecnego premiera – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pan Bogdan miał cień nadziei, że nowy prezydent, mimo wielu różnic, przywalania sobie w kampanii wyborczej, potrafi przynajmniej w sprawach międzynarodowych wznieść się ponad własną niechęć. Nic z tych rzeczy. Przed rozmową przywódców europejskich z prezydentem USA dotyczącą zbliżającego się spotkania Trump – Putin zadziałali tak, że strona amerykańska zażądała, by Polskę reprezentował Karol Nawrocki.
Radość, z jaką tę zmianę prezentowali urzędnicy prezydenta, była wręcz infantylna. Panowie przed kamerami, kiedy oznajmiali tę zmianę, wyglądali jak chłopcy, którzy podczas uciech w piaskownicy zabrali zabawki innym chłopcom, albo w innej wersji, zresztą pasującej do lata, zbudowali na plaży zamek z piasku, ale żeby nie mieć konkurencji, rozwalili piaskowy pałac sąsiadom.
W sumie panowie mają usta pełne frazesów. Polska, Polacy, patriotyzm odmieniane są w ich wypowiedziach przez wszystkie przypadki. Oczywiście to, że prezydent jest absolutnym nowicjuszem na arenie międzynarodowej i na tle wyjadacza premiera czy świetnie zorientowanego w polityce światowej wicepremiera i ministra spraw zagranicznych nie ma dla nich żadnego znaczenia. Ważne, że utarli nosa przedstawicielom wrażego obozu politycznego.
Pana Bogdana dziwi ta obsesyjna nienawiść prawicy, a szczególnie PiS-u, do Donalda Tuska. Niemal każdą rozmowę nakierowują na obecnego premiera. Wszystkie złe zdarzenia w kraju, jakieś niedociągnięcia czy wpadki na każdym szczeblu są okazją, żeby mu przywalić. Zdaje się, że męczą ich senne koszmary z nim związane. Tusk ich prześladuje, wyskakuje im chyba z lodówki i czai się w ciemnym korytarzu lub nagle pojawia się przed maską samochodu, kiedy strudzeni pracą dla Polski, wracają do domu.
Pan Bogdan jako człowiek z tak zwanym starym PESEL-em przeżył sporą część życia w komunie. Kiedy padła, cieszył się z tego, jak fajnie będzie wyglądać kraj wzorem tego, co do tej pory wyczytał czy widział na filmach, słowem jak będzie w naszym kraju wyglądała normalność. Nie przypuszczał jednak, że to będzie coś takiego, jak obecnie, gdzie są nie tylko dwie strony sporu, ale dwa zwalczające siebie plemiona, gdzie nie ma szans, by dogadać się w jakichkolwiek sprawach, a w tych, w których porozumienie jest konieczne, niby jest, ale trwa kopanie się po kostkach.
Smutne to…




