Ten niewielki statek stał się dość niespodziewanie jednym z symboli Gorzowa. Dziś pełni rolę muzealno-szkoleniową, ale jego historia to prawdziwy scenariusz filmowy – pełen dramatów, podróży i niespodziewanych zwrotów akcji. I dzierży tytuł najstarszego pływającego lodołamacza rzecznego na świecie.
Zbudowana w 1884 roku w Gdańsku jako parowy lodołamacz, jako czwarta z serii jednostek przeznaczonych do ochrony – głównie kruszył zatory lodowe. Otrzymał imię „Ferse”, czyli niemiecką nazwą Wierzycy, rzeki wpadającej do Wisły. Był używany przez Królestwo Prus do 1918 roku. W 1920 roku przekazano go Radzie Portu i Dróg Wodnych Wolnego Miasta Gdańska. W latach 1939–1945 pływał pod banderą III Rzeszy jako własność Głównego Zarządu Dróg Wodnych i został przemianowany na Marder, czyli niemieckie miano łasicy. W marcu 1945 roku brał udział w ewakuacji ludności Gdańska, płynąc do Kilonii i Hamburga. Po wojnie przejęły go władze brytyjskie i użytkowały jako holownik portowy do 1947 roku.

Fot. kuna.gorzow.pl
Miała popłynąć na złom
W 1947 r. jednostka trafiła do Polskiej Misji Morskiej, następnie do Urzędu Morskiego w Gdyni, a potem do Państwowego Zarządu Wodnego w Tczewie. Nazwę przetłumaczono na polski i tak stał się „Kuną”. Po remoncie w stoczni w Pleniewie lodołamacz rozpoczął służbę na dolnej Wiśle. W roku 1965 zapadł wyrok – „Kunę” wycofano ze służby, usunięto wyposażenie i nadbudówki i wydano bilet w jedną stronę, na złom. Minionego wydawało się, że jej los jest przesądzony: przeznaczono ją na złom. Wyrok odroczono, gdyż Gorzów potrzebował pontonu cumowniczego. Tę nową rolę przetrwała katastrofa, w 1981 roku to, co pozostało ze statku, zatonęło w stoczni rzecznej i przez 20 lat popadało w zapomnienie. I co brzmi groteskowo, to wydarzenie uchroniło „Kunę” przed pocięciem na żyletki.

Fot. kuna.gorzow.pl
Zakochani w „Kunie”
I tu zaczyna się opowieść o pasji i determinacji gorzowian. To właśnie dzięki nim „Kuna” wróciła do życia. Kapitan Jerzy Hopfer i grupa zapaleńców nie pozwoliła, by najstarszy rzeczny lodołamacz świata przepadł bez śladu. Powstało Stowarzyszenie Wodniaków Gorzowskich „Kuna”, które przez kilka lat zdobywało fundusze, formalności i dokumentację potrzebną do odbudowy. Brakowało dokumentacji przedstawiającej autentyczny wygląd statku. Z pomocą przyszli Kunie historycy także z Niemiec i dzięki zebranym przez nich zdjęciom oraz planom można było zacząć odbudowę statku. Wydobyto kadłub, odbudowano nadbudówkę, zadbano o każdy detal. Udało się zachować oryginalny kadłub, pokłady manewrowe, polery cumownicze, fragmenty wału śrubowego i śrubę. Jedyny nowy element to silnik diesla SW 680 o mocy 165 KM, zastępujący wcześniejszą maszynę parową

Fot. kuna.gorzow.pl
Nie tylko atrakcja
Po zakończonych pracach jednostka stała się statkiem muzealno-szkoleniowym z portem macierzystym w Gorzowie. Dziś „Kuna” nie tylko cumuje przy bulwarze. Jest żywą lekcją historii – dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Podczas rejsów po Warcie można nie tylko posłuchać o burzliwych losach statku, ale też dotknąć stali, która pamięta XIX wiek. To właśnie daje dreszcz emocji: świadomość, że stoisz na pokładzie jednostki, która widziała świat sprzed ponad 140 lat. Dla wielu mieszkańców Gorzowa „Kuna” to coś więcej niż atrakcja turystyczna. To symbol – świadectwo, że nawet to, co skazane na zapomnienie, może powrócić dzięki miłości do historii i lokalnej dumie. Każdy, kto wsiada na pokład, zabiera ze sobą nie tylko wspomnienie rejsu po rzece, ale też cząstkę niezwykłej opowieści o odwadze, pasji i pamięci.
Warto odwiedzić stronę stowarzyszenia „kuna.gorzow.pl”. Z tej strony pochodzą zdjęcia




