Przez większą część roku ciężko pracują, chroniąc uprawy przed wszystkim, co może im zaszkodzić. Mowa o winiarzach. To ich miasteczko, jak co roku, stanęło przy zielonogórskim ratuszu. To w nim dzielą się swoją winną pasją z turystami oraz mieszkańcami. Bez nich święto Zielonej Góry nie byłoby takie same, a już na pewno nie można by go było nazywać Winobraniem. Honorowych bohaterów imprezy pytamy o upodobania Lubuszan do trunków z winogron.
Na deptaku stanęło ponad 40 domków, w nich swoje regionalne produkty skryły lubuskie winnice. Sporo z nich to lokalni wytwórcy, ale tak naprawdę na Winobranie zjeżdżają winiarze z całego województwa i nie tylko. To do ich stoisk w najbliższych dniach ustawią się tysiące miłośników trunków z winogron. Winiarze przekonują, że chętnie odpowiedzą na każde pytanie.
– Większość ludzi ma do czynienia z winem sporadycznie i my mamy takie powiedzenie, że dobry trunek to taki, który nam smakuje, więc po prostu polecam, żeby każdy próbował różnych rodzajów i znalazł idealny dla siebie, a niekoniecznie kierował się słowami ekspertów – wyjaśnia Jacek Grad, współwłaściciel rodzinnej Winnicy Julia w Starym Kisielinie.

Winiarze przekonują, że Winobranie to idealna okazja do eksperymentów. – Uważam, że Lubuskie to winiarska stolica Polski. Ktoś tam próbuje nas „podgryzać”, ale po prostu liczby mówią same za siebie. Wystarczy zajrzeć do rejestru winnic prowadzonego przez KOWR, żeby zobaczyć, gdzie jest największy areał nasadzeń, gdzie produkujemy najwięcej hektolitrów napoju w Polsce – argumentuje Małgorzata Grad, która wspólnie z mężem Romanem Gradem, założyła Winnicę Julia ponad 20 lat temu.
Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy.




