Prof. Izdebski: Dzieci nie proszą o pomoc – szkoła musi ich tego nauczyć

Prof. Izdebski: Dzieci nie proszą o pomoc – szkoła musi ich tego nauczyć cień człowieka w bibliotece

O idei, założeniach i walce o zdrowie dzieci i młodzieży rozmawiamy z prof. Zbigniewem Izdebskim, seksuologiem, pedagogiem i koordynatorem zespołu ekspertów, który przygotował podstawę programową przedmiotu edukacja zdrowotna.

To spełnienie moich marzeń – mówi pan profesor o edukacji zdrowotnej. Dlaczego?

Bo na ten przedmiot czekałem ponad 20 lat. Pamiętam rozmowy z kolejnymi ministrami zdrowia, edukacji, sportu… Wszyscy mówili: tak, to ważne, potrzebne. Ale na deklaracjach się kończyło. Teraz – dzięki odwadze i determinacji minister Barbary Nowackiej oraz wsparciu minister Izabeli Leszczyny i ministra sportu – wreszcie się udało. To efekt pracy wielu ekspertów, ale tak, jestem dumny, że mogłem tym zespołem kierować.

Co sprawia, że edukacja zdrowotna jest tak ważna właśnie teraz?

Bo dzieci i młodzież żyją dziś w świecie pełnym wyzwań. Chodzi nie tylko o zdrowie fizyczne czy psychiczne, ale również o zdrowie seksualne, społeczne, środowiskowe. Mówimy o profilaktyce, aktywności fizycznej, uzależnieniach, systemie ochrony zdrowia. To bardzo szeroka, interdyscyplinarna wiedza. I – co ważne – ten przedmiot ma również uczyć wartości, odpowiedzialności, asertywności, umiejętności dbania o siebie i innych.

A mimo to, przedmiot nie jest obowiązkowy. Dlaczego?

Jako zespół rekomendowaliśmy obowiązkowy charakter edukacji zdrowotnej. Ale zdajemy sobie sprawę z napięć społecznych. Pojawiły się protesty zanim jeszcze powstał program! Przeciwnicy mówili o demoralizacji, seksualizacji, odbieraniu rodzicom prawa do wychowania. W trosce o atmosferę w szkołach, o nauczycieli, ministerstwo podjęło decyzję, by na razie przedmiot był nieobowiązkowy. To rozsądny kompromis.

Co mówi pan rodzicom, którzy obawiają się, że szkoła „zastąpi ich w wychowaniu”?

Przede wszystkim – to nieprawda. Ten przedmiot nie odbiera rodzicom żadnych praw, przeciwnie – wspiera rodzinę. Wyręcza w trudnych rozmowach, które często w domach się nie odbywają. Zamiast zostawiać dzieci samym sobie i internetowi – który, jak wiemy, potrafi być brutalny i wypaczający – chcemy dać im wiedzę, kompetencje i poczucie bezpieczeństwa. Pokazujemy, gdzie szukać pomocy, jak rozmawiać, jak radzić sobie z presją rówieśniczą.

Najwięcej kontrowersji wzbudza zapewne edukacja seksualna. Czy to prawda, że program seksualizuje dzieci?

Zdecydowanie nie. Powiem mocno – Episkopat kłamie, pisząc, że przedmiot demoralizuje. Kto czytał podstawę programową, ten wie, że to spokojny, merytoryczny dokument, dostosowany do rozwoju ucznia. Pokazuje prawdę o życiu, mówi o dojrzewaniu, relacjach, odpowiedzialności. Nie namawia do żadnych zachowań. A wręcz – jak pokazują badania – edukacja seksualna opóźnia inicjację seksualną i zwiększa odpowiedzialność młodych ludzi.

Jak przygotowane są szkoły do prowadzenia tego przedmiotu?

To zależy od konkretnej placówki. Program daje dużą elastyczność – edukację zdrowotną może prowadzić jeden nauczyciel, ale też zespół – np. biolog, pedagog, WF-ista. Szkoły mogą również korzystać ze wsparcia środowisk lekarskich, organizacji pozarządowych, towarzystw naukowych. Mamy sygnały, że wiele z nich deklaruje chęć współpracy. To ogromny potencjał.

Rodzice obawiają się też wpływu Internetu. Czy szkoła może temu przeciwdziałać?

Musi. Internet nie zna granic wiekowych – dzieci, które nie dostają wiedzy w domu czy w szkole, szukają jej online, często trafiając na pornografię. A pornografia nie jest edukacją. To zafałszowany, przerysowany obraz seksualności. My chcemy przeciwdziałać takim ryzykownym zachowaniom. Pokazać, że można mówić o uczuciach, o ciele, o granicach – bez wstydu, bez przemocy, z szacunkiem.

Czy edukacja zdrowotna mówi też o zmianach, jakie zachodzą w rodzinach?

Tak, pokazujemy, że rzeczywistość się zmienia. Są małżeństwa sakramentalne, ale są też związki partnerskie, osoby żyjące osobno, patchworkowe rodziny. Dzieci żyją w różnych modelach – my tego nie oceniamy. Mówimy: każda rodzina zasługuje na szacunek. I uczymy dzieci, że mogą być różne drogi – ale najważniejsze to rozumieć siebie i innych.

Na koniec – co powiedziałby pan tym, którzy mówią: „Nie, moje dziecko nie będzie chodzić na ten przedmiot”?

Zadajcie sobie państwo pytanie: czy rozmawiacie z dzieckiem o dojrzewaniu, relacjach, emocjach, zdrowiu? Czy chcecie, by wiedzę czerpało z TikToka i YouTube’a? Ten przedmiot to nie ideologia – to profilaktyka, wsparcie i narzędzie wychowawcze. Daje dzieciom coś, czego często brakuje w domach: przestrzeń do rozmowy. I to powinno być znakiem naszej dojrzałości – jako rodziców, nauczycieli, dorosłych. Nie bójmy się prawdy o świecie, w którym nasze dzieci żyją. Pomóżmy im zrozumieć go i przejść przez niego bezpiecznie.

Rozmawiała Iwona Kusiak
Oprac. Kaja Rostkowska

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.