O tym, czy wina dzielimy na białe, czerwone i różowe, czy po prostu na smaczne i niesmaczne podczas Winobrania rozmawialiśmy z Przemysławem Karwowskim, winiarskim ekspertem, jurorem w winiarskich konkursach…
Czy dobre wino to takie, które nam smakuje?
Tego stwierdzenia używają często winiarscy dziennikarze. Wszystko dlatego, że Polska udanie dołącza do grona państw winiarskich i mamy już tyle trunków z tym pomarańczowym włącznie, że zastosowanie jednego kanonu dla wszystkich win gronowych jest niemożliwe. Jednak pewne reguły obowiązują, dotyczą, chociażby przygotowania wina, ale też samych owoców, z których są zrobione.
Kluczowy jest smak, czy wygląd?
Podczas oceny win pracują niemal wszystkie nasze zmysły. Najpierw wzrok. Na przykład w przypadku win białych ważne jest, aby ich barwa nie przechodziła w brąz, co może świadczyć o utlenianiu. Do tego klarowność, która cieszy oko. Później do akcji wkracza węch. Oceniamy bukiet, który szczególnie ważny jest w przypadku rieslinga. Smak oceniamy po przepłukaniu ust wodą, aby nasze kubki smakowe poczuły jego pełnię. Wreszcie finisz…
Rozumiem, że nie chodzi tutaj o poranny ból głowy?
Nie, to poranny tupot białych mew, ale on nie podlega ocenie.
Jak słyszałem, największą wadą lubuskich trunków w przeszłości była ich powtarzalność, a raczej jej brak.
Rzeczywiście. Roczniki mogą się naturalnie różnić, ale musi być stabilna baza. Mamy kilka superlokalizacji, które nadają winom swój charakter. Mówię, chociażby o Zaborze, Górzykowie, czy Krośnie Odrzańskim. Nasze trunki zdobywają międzynarodowe laury w prestiżowych konkursach, a to o czymś świadczy. Doskonale udają się traminer, pinot noir, czy solaris, który staje się taką naszą specjalnością.
Będziemy konkurować z potęgami basenu Morza Śródziemnego?
To raczej niemożliwe, chyba że mówimy o winach o podniesionej kwasowości, o winach musujących. Na południu zaczyna być za bardzo słonecznie i owoce mają tam za dużo cukru. O tym, że nasze wina mają coraz lepszą markę, świadczą, chociażby kolejne dni otwartych winnic i piwnic, gdy przyjeżdżają ludzie, którzy na winach się znają i pytają o trunki z konkretnych winnic.
– Czy to znaczy, że możemy już kupować nasze wina w celach… inwestycyjnych?
Trudno być prorokiem we własnym kraju… Jednak nie każde wino ma tzw. potencjał inwestycyjny, czyli przez lata nabierze wartości. Z reguły takie wina, zazwyczaj czerwone, są specjalnie przygotowywane i przechowywane.




