Przyjemność, którą (być może) przegapiliście

Przyjemność, którą (być może) przegapiliście Szczypta soli - felieton Magdalena Podhajecka

Cześć, mam na imię Magda i mam problem z nałogiem. Nic dziwnego – w końcu jestem w grupie ryzyka. Jak to mówią: co w rodzinie, to nie zginie.

Zaczęło się niewinnie, raz na jakiś czas. W najgorszych momentach – całe dnie, a nawet tygodnie, bez przerwy. Potem kac morderca i metoda „czym się strułaś, tym się lecz”. Filozofia odziedziczona po babci.

Nie wiem, ile mogłam mieć lat – do szkoły jeszcze nie chodziłam, ale literki już znałam. Zabierała mnie ze sobą, kiedy szła po kolejną „działę”. Wybierając, raczej się nie spieszyła, a ja miałam wrażenie, że czekam w nieskończoność. Myślałam wtedy: co jej się tak w tym podoba? W końcu z czystej ciekawości – sama wzięłam jedną. I przepadłam. Więc, babciu – to Ty wciągnęłaś mnie w ten nałóg.

Pamiętam pierwszą książkę, którą przeczytałam tak od deski do deski: „Pchłę Szachrajkę”. Na raz, bez odchodzenia, dopóki nie skończyłam. Niczym Alicja, wpadłam do króliczej norki i znalazłam się w zupełnie innym świecie. A potem nagle – koniec. Zamknęłam książkę i przez chwilę byłam zupełnie zdezorientowana. Jak to możliwe, że jeszcze przed chwilą byłam tam, a teraz muszę wracać tu? Od tamtej pory nie mogę przestać. Jeśli wybieram się gdzieś dalej niż do osiedlowego i nie mam przy sobie mojego wysłużonego Kindla, mam praktycznie syndrom odstawienia.

Wiem, że książki to nie zupa pomidorowa, żeby każdy je lubił. Ale kiedy zobaczyłam z przodu sześć, a z tyłu zero, jestem pewna, że pobladłam. Więcej niż połowa Polek i Polaków w ogóle nie czyta. Tak w ogóle – w ogóle.

Patrząc jednak na kanon szkolnych lektur, nie dziwię się, że niektórych skręca na samą myśl o wejściu do biblioteki. Myślę, że właśnie stąd bierze się niechęć do czytania. Problem jest w tym, jak postrzegamy literaturę – jako coś poważnego, wymagającego. Nie oszukujmy się – rzadko kto z prawdziwym zapałem pochłaniał Orzeszkową czy Żeromskiego.

Panuje przekonanie, że dobra książka to ta, która zdobywa uznanie krytyków czy ta, którą uważa się za „ważną” w świecie literackim. Tere-fere! Dobra książka to na pewno nie ta, która powoduje ból głowy po pięciu stronach. Przecież chodzi o czerpanie z czytania przyjemności. Ale o tym nikt nas nie uczy – jak się rozkoszować.

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.