Cyników świadomie płynących na politycznych falach, i to po obu stronach naszej sceny, jest coraz więcej – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pan Bogdan przeczytał ostatnio tekst o pewnym znanym panu. Znanym z kąśliwych uwag wobec przeciwników politycznych, jasno określonych poglądów, które są utożsamiane z tym, co myśli i robi jego obóz polityczny. Takim, co to „Bóg, honor i ojczyzna” ma stale na ustach, a polityczni rywale są oczywiście oceniani przez niego jako tacy, którzy od Boga, honoru i ojczyzny są, jeśli nie bardzo daleko, to znacznie dalej od niego i jego kolegów.
Co najciekawsze, jak wynikało z artykułu, ów polityk „prywatnie” jest całkiem inny, czyli normalny, niezawzięty, niewykluczający innych, bo ich poglądy nie zgadzają się z jego i partii, którą reprezentuje. Dodatkowo w rozmowach nie przed kamerami i poza oficjalnymi wystąpieniami jest otwarty na to, co mówią inni, potrafi też krytycznie spojrzeć na to, co czasem wygadują jego partyjni koledzy. Słowem, jest normalnym, fajnym, inteligentnym facetem.
Pan Bogdan, czytając to, pomyślał: To co się z nim dzieje w świetle kamer czy oficjalnych wystąpień? Czy taki gość, skoro ma drugą, normalną twarz, nie ma wyrzutów sumienia? Nie jest mu głupio, że nie znając jego drugiego oblicza, uważa się go za fightera, wyrwasa i gościa, który, żeby dopiec rywalowi, może niemal wszystko zrobić i wszystko powiedzieć?
Pan Bogdan szybko sobie odpowiedział: To, że ów polityk ma dwie twarze – jedną prywatną, normalną, a drugą publiczną, złą – pokazuje, jakim jest cynikiem i co jest w stanie ze sobą zrobić dla stanowiska, uznania prezesa partii i ustawiania się na czele kandydatów do zaszczytów. Taki ktoś jest wielokrotnie gorszy od prostych gości, których na szczyty wyniosły nie wiedza, umiejętności, a szczęśliwy traf, wierność prezesowi i bezgraniczne przyjmowanie tego, co głosi. Jak choćby poseł, który chciał na posiedzenie komisji sejmowej wezwać carycę Katarzynę i dziwił się, że nie żyje. Komuś takiemu, mówiącemu często z „głębi pustki”, i tym, którzy go wynieśli do rangi przedstawicieli narodu, pan Bogdan nawet może czasem współczuć, bo można ich podsumować słynnym „nie wiedzą, co czynią”.
Jednak cyników świadomie płynących na politycznych falach, i to po obu stronach naszej sceny, jest coraz więcej. Ci już wiedzą, co czynią!
Niestety…




