Wystawa prac Tomasza Gawałkiewicza w zielonogórskim muzeum to trzecia odsłona swoistej trylogii, a jej ideę najlepiej oddaje tytuł pierwszej prezentacji: „50 lat z aparatem”. Drugi „tom” był poświęcony Lubuskiemu Latu Filmowemu, które Tomasz dokumentował kilka dekad. Przyszłą pora na trzecią część tej podróży w czasie. Otwarcie wystawy fotoreporter świętował u boku Józefa Burlewicza, który prezentował swoje najnowsze obrazy.
– Tym razem jest to fotografia prasowa, ale w postaci fotoreportażu – opisuje Tomasz Gawałkiewicz.- Nie znajdziecie tutaj pojedynczych zdjęć, ale zestawy fotografii, które łączy temat, klimat lub bohaterowie. Niektóre liczą nawet osiem obrazów, przy których pomocy próbuję opowiedzieć historię. Zdecydowana większość funkcjonowała w prasie w postaci pojedynczych ujęć, a ja postanowiłem te tematy ubogacić, wejść głębiej, opowiedzieć historię.
Ach, ten Tomasz!
Jako fotoreporter związał się z prasą w 1968 roku, pracując jako korespondent Centralnej Agencji Fotograficznej i wieloletni współpracownik „Gazetą Zielonogórskiej”, a od lat 90. pracownik „Gazety Lubuskiej”. Urodził się w Warszawie 7 sierpnia 1944 r., w dobie Powstania Warszawskiego. Dlatego zatrzymajmy się na chwilę przed jednym z zestawów. To też są zdjęcia Tomka, ale… Jest on ich bohaterem. Tak, tak ten roześmiany chłopczyk kąpiący się w misce, czy wyłaniający się z beczki to autor tej wystawy. Bo i te pierwsze lata jego życia to temat na osobną opowieść i mimo tego radosnego uśmiechu nie jest to radosna historia.
– Gdy pojawił się w Winnym Grodzie, w lubuskiej prasie dominowała tradycyjna fotografia, tzw. oficjałki z rozmaitych uroczystości i muratory, czyli ilustracje pokazujące ulice, budynki, widoczki – mówi długoletni sekretarz redakcji ,,GL” Tadeusz Palto. – Tomek zaczął łapać chwile, ludzi nie tylko w jakichś historycznych momentach, ale zanurzonych w codzienności. Potrafił znaleźć kolory nawet w dobie czarno-białej fotografii i zwykłych ludzi, którzy dzięki niemu stawali się niezwykli.–Z Tomkiem współpracowałem przez ponad 30 lat – wspomina Andrzej Flugel. – Z wszystkich fotoreporterów ,,GL”, a była ich niezła grupa on najlepiej rozumiał sport. Jemu nie trzeba było mówić, jak ważny jest mecz, na który jedziemy, bo interesował się sportem i nie trzeba było mu wykładać, w jakiej lidze grają zespoły. Jednak przede wszystkim miał znakomite wyczucie co uchwycić w kadrze jak oddać dramaturgię pojedynku, co jest ważniejsze, a co mniej.
Jest dziennikarzem
W dyskusji o fotografiach Tomka warto rozróżnić dwie role, które często bywają mylone: fotografa i fotoreportera. Tomasz łączy te dwa światy, ale jego tożsamość jest jasna: to przede wszystkim dziennikarz, który używa aparatu, by opisać rzeczywistość.
– Dla mnie Tomek = profesjonalista, choć w „obsłudze” nie najłatwiejszy, pewnie jak każdy artysta – śmieje się Szymon Kozica, były naczelny „GL”. – Fotki? Zwykle „żyleta”. Najczęściej miałem do czynienia ze sportowymi, ale zdjęcia reporterskie czy ilustracje do tekstów społecznych, kulturalnych to też bardzo wysoki level, dla wielu ludzi z aparatem nieosiągalny. Nierzadko wychodził z redakcji jako ostatni, a w nieoczekiwanym dla wydawcy momencie potrafił wynurzyć się ze swojej „kajuty”, żeby sprawdzić, jak wygląda jego zdjęcie na wydruku, czy jest odpowiednio skadrowane – dbał o każdy szczegół.
W zdjęciach Tomasza widać wyczucie chwili, umiejętność pracy w ruchu, empatię wobec bohaterów.
Kolejna wystawa pokazuje, przypomina, że fotoreportaż to nie tylko technika kadrowania — to zawód, etyka i umiejętność opowiadania. W erze mediów cyfrowych i natychmiastowych relacji zwykłe zdjęcie może stać się dowodem, świadectwem lub emocjonalnym mostem między wydarzeniem a odbiorcą. Tomek przez kilka dekad udowadniał, że potrafi takim mostem być.
Wystawę legendarnego już fotoreportera wsparł finansowo samorząd województwa.
– Dla mnie pan Tomasz jest postacią na poły legendarną, chociaż oczywiście pamiętam doskonale jego zdjęcia publikowane na łamach prasy – mówi marszałek lubuski Sebastian Ciemnoczołowski – To wspaniały dziennikarz i dzięki niemu mamy niezwykły zapis historii kilku dekad naszego regionu. Na tych zdjęciach widzimy ważne wydarzenia, ale też codzienność, a co ważne jakaś część tej opowieści była naszym udziałem. To naprawdę wyjątkowa wystawa.













































