Lalka inna niż wszystkie

Lalka inna niż wszystkie Scena z "Lalki" w reż. Jacka Głomba, Teatr im. J. Osterwy
– Ach, ci ludzie!… Tyle robią hałasu o głupstwa, a rzeczy ważnych nie rozumieją – mówi subiekt Rzecki (Dominik Jakubczak), bawiąc się karuzelą z marionetkami. Zaraz wprawi ją w ruch i ożyją sklepowe manekiny.  Adaptacja jednej z najwybitniejszych polskich powieści, czyli „Lalki” Bolesława Prusa w reżyserii Jacka Głomba otworzyła 41. Gorzowskie Spotkania Teatralne. – To nie będzie bryk z książki – zarzekali się twórcy przed premierą. Jak pomieścić ogrom wątków, bohaterów i ich losów wraz z głęboką panoramą życia w XIX w. Polsce w 70-minutowym spektaklu?  Muszą się Państwo sami o tym przekonać.

Tak, to „Lalka” inna niż wszystkie, tak jak Izabela Łęcka była dla Wokulskiego kobietą inną niż wszystkie. Zawsze żałowałam, że powieść Prusa jest lekturą, ponieważ trafiła dzięki temu na półkę „znienawidzonych kobył do przeczytania”, co oznacza klątwę.  A ja „Lalkę” uwielbiam i sięgałam po nią wielokrotnie. Dla mnie to arcydzieło, nie mające sobie równych. Tym bardziej byłam ciekawa (i z pewnością nie tylko ja) adaptacji Katarzyny Knychlaskiej, która z obszernej i wielowątkowej historii zdołała wyciągnąć najważniejsze, i jak się okazuje, o dziwo, boleśnie współczesne tematy. 

„Lalka” Jacka Głomba to jeden dzień z życia sklepu, w którym swoją opowieść snuje Ignacy Rzecki; trochę śmieszny, trochę już niepasujący do swoich czasów, zakurzony jak księgi dłużników.  Gdy ożyją sklepowe manekiny, zatrze się granica między wspomnieniami starego subiekta a jego sennymi fantazjami. Manekiny będą czasem mówiły głosem barona i baronowej Krzeszowskiej, Ochockiego, Stawskiej, Wąsowskiej, Starskiego, bo po chwili wrócić do swojej sztywnej pozy.  To one opowiedzą w dużym skrócie historię Stanisława Wokulskiego, który wraca do Warszawy po wojnie rosyjsko-tureckiej jako bogaty człowiek, chcący inwestować w rozwój handlu i przemysłu. – I mnie kupić  – przyznaje świadomie Izabela Łęcka (Magdalena Kasperowicz), arystokratka, gardząca otwarcie zakochanym w niej Wokulskim. Nawet nie stara się ukrywać swojego cynicznego charakteru, jest pozbawiona wszelkich złudzeń, bo taką właśnie rolę – pięknej, ale pustej lalki, często otrzymywały kobiety z wyższych sfer. Te słowa padają w trakcie spektaklu niejednokrotnie; Łęcka sama o sobie mówi, że jej lalką w rękach innych, a potakują jej pozostałe kobiety – manekiny, z których każda trzyma fason narzuconej przez świat roli, z której bardzo trudno wyjść, tak jak drewnianej marionetce ruszyć ręką w inną stronę. Albo zmienić poglądy. Albo zapomnieć o czyimś pochodzeniu i zobaczyć człowieka w kupcu. Albo… Nie, lalki zawsze pozostaną w roli, dlatego wydaje się, że są bezwolne, puste i próżne. Mimo wszystko można o Izabeli Łęckiej pomyśleć łaskawie, ze współczuciem nawet, bo ta lalka wie, że zawsze nią pozostanie – dlatego nie dziwi jej lekko szyderczy ton i brak skrupułów. Z wierzchu krucha jak porcelana, zna swoją wartość, jest drogocennym nabytkiem. Owszem, sprzeda się – ale drogo!

Gdyby wskazać głównego bohatera spektaklu, to nie byłby nim pełen dystansu i cichej rezygnacji Wokulski (debiutujący na gorzowskiej scenie Mieszko Wierciński), ani snujący jego historię Rzecki, tylko Kostium przez duże K autorstwa Małgorzaty Bulandy.  To on rządzi na scenie, przykuwa uwagę i wodzi widza za nos. Bo nie są to tzw. kostiumy z epoki. Manekiny sklepowe mają zjawiskowe, pełne barw, różnorodnej faktury i objętości stroje symbolizujące zarówno blichtr, jak i patynę. Szeleszczące, szerokie, usztywnione na tiurniurach suknie z wzorami jak z włoskich obrazów, pełne przepychu, wręcz dominują w tej opowieści.  Gdy manekiny mówią głosem bohaterów Prusa, na chwilę widz zapomina, że tak naprawdę są tylko kawałkiem drewna. – Marionetki!… Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one… – mówi Rzecki do swoich „zabawek”.

Czy „Lalki” w „Lalce” w reżyserii Jacka Głomba jest dużo czy tylko na osłodę? Spektakl trwa tylko 70 minut, ale w tym czasie jesteśmy świadkami i zmierzchu pewnej epoki, ludzkich tragedii i ironii losu, wzruszeń, tęsknot i samotności, bólu miłości, która nie daje nadziei ani zbawienia. Kobiety zamknięte w gorsecie patriarchatu niczym manekiny na wystawie, zubożali arystokraci celebrujący swoje złote klatki, pełni ideałów marzyciele, dla których nie ma miejsca w nowej rzeczywistości. A wszystko to w rytm delikatnych dźwięków niczym ze starej pozytywki, w której po otwarciu szklana baletnica kręci się cały czas w tą samą stronę. Tak samo bohaterowie sztuki, co kilka chwil wracają do z góry ustalonych póz i form, do automatycznych, wyuczonych ruchów, jak marionetki poruszane niewidoczną ręką… losu? Na koniec ruszą w upiornym tańcu, z którego nie ma ucieczki. Charakterystyczne dla teatru Jacka Głomba gesty – symbole, np. na wychylenie kieliszka wódki, choreografia (Marlena i Witold Jurewicz) odzwierciedlająca pęknięcie wewnętrze postaci w krzywych, sztywnych, połamanych wręcz ruchach – wszystko to tworzy iluzoryczny świat zbudowany z kruchych jak pozory konwenansów. Jeden obraz zastępuje tysiąc słów, jeden gest opisuje cały tragizm postaci – lalek.  Minimalistyczna przestrzeń sceniczna i choreografia podkreślają mechaniczność ich działań, a bogaty kostium, światło i muzyka tworzą oniryczną atmosferę. Dzięki temu „Lalka” to nie tylko adaptacja klasyki, ale głęboki komentarz o człowieku XXI wieku – wciąż zagubionym, pięknym i pustym jak porcelanowa lalka. Jej przekleństwem jest próżność – sięgamy po piękne cacko, które nigdy nie grymasi, nigdy się nie zestarzeje, nie jest zdolne do uczuć. Jacek Głomb nie rekonstruuje wiernie Prusa – on raczej wydobywa z jego prozy to, co najbardziej uniwersalne: potrzebę miłości, zniewolenie rolami społecznymi. Gdy pomyślimy o nieruchomych uśmiechach  celebrytów, którzy żyją idealnym życiem z instagrama, a ich największym problemem jest wstawienie zdjęcia w odpowiedniej pozie, wymowa „Lalki” wydaje się być wręcz rażąco aktualna.  Tak jak przygnębiająca jest samotność wśród tłumu marionetek i manekinów.

Autor: Bolesław Prus
Adaptacja: Katarzyna Knychalska
Reżyseria: Jacek Głomb
Scenografia i kostiumy: Małgorzata Bulanda
Współpraca reżyserska, ruch sceniczny: Marlena i Witold Jurewiczowie
Muzyka: Bartosz Straburzyński

Obsada: Beata Chorążykiewicz, Dominik Jakubczak, Magdalena Kasperowicz, Mikołaj Kwiatkowski, Marta Karmowska, Karolina Miłkowska, Jan Mierzyński, Oliwer Witek, Mieszko Wierciński

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.