„Matka” Witkacego w interpretacji Teatru Polonia to spektakl, który zaskakuje już od pierwszych minut. Nie jest to klasyczne odtworzenie tekstu, ale raczej emocjonalny pejzaż, zbudowany z przenośni, przerysowań i świadomych przekłamań, dzięki którym relacja matki z synem nabiera nowych, przejmujących znaczeń. To opowieść o miłości – trudnej, brudnej, cielesnej, bezkresnej. Miłości, która jednocześnie rani i definiuje.
Waldemar Zawodziński proponuje teatr skrajności, w którym groteska i tragizm stapiają się w jedną nierozerwalną materię. Nie chodzi tu o wierność literze dramatu, lecz o uchwycenie jego emocjonalnego rdzenia: samotności, uwikłania rodzinnego, dziedziczonych traum. Publiczność otrzymuje historię brutalną, ale prawdziwą – taką, od której trudno odwrócić wzrok.
Janda jako Matka – potęga obecności
W roli tytułowej Krystyna Janda, która od lat konsekwentnie wraca do Gorzowa podczas teatralnych spotkań, ponownie pokazuje, że Witkacy jest jej naturalnym żywiołem. To kreacja pełna autoironii, ale też skrajnej wrażliwości – Matka Jandy jest jednocześnie oprawczynią i ofiarą, tyranką i skrzywdzonym dzieckiem we własnym świecie złudzeń. Janda nie gra tej postaci – ona ją ucieleśnia.
Nic dziwnego, że Teatr Polonia zaplanował w Gorzowie dwa pokazy, oba przy pełnej widowni. Spotkanie z artystką – i z jej interpretacją Witkacego – to wydarzenie, którego nie sposób pominąć.
Syn – zmienność, niepokój, rozpad
W roli syna, Leona, występuje Tomasz Tyndyk, aktor obdarzony wyjątkowym instynktem psychologicznym. Na scenie przechodzi jakby przez serię wewnętrznych trzęsień ziemi – raz neurotyczny, raz przesadnie spokojny, raz rozpadający się na oczach widowni. Jego Leon jest nieokreśloną, nieustannie rewidowaną tożsamością, kimś zawieszonym między dzieciństwem a dorosłością, między pragnieniem miłości a odruchem ucieczki.
Tyndyk buduje postać niepokojącą i hipnotyzującą zarazem – idealnie wpisującą się w witkacowską „chorobę istnienia”.
Dorota – szczęśliwa w żałobie?
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków jest Dorota, grana przez Katarzynę Gniewkowską. Wbrew tradycyjnym interpretacjom nie oglądamy tu matki pogrążonej w rozpaczy po utracie syna. Wręcz przeciwnie – Dorota jest kobietą… szczęśliwą, bo śmierć syna pozwala jej opłakiwać go jako bohatera.
To przewrotne, przewrotnie ironiczne i niezwykle współczesne ujęcie, które demaskuje sposób, w jaki często konstruujemy własne narracje o stracie – i o tym, kim chcemy, by byli nasi bliscy.
„Polacy boją się Witkacego” – czy słusznie?
Po spektaklu odbyło się spotkanie z aktorami, podczas którego padło zdanie: „Polacy boją się Witkacego”. Może dlatego, że wymaga od widza porzucenia codzienności, zgody na absurd, groteskę, przesadę. Może dlatego, że odbija nasze własne rodzinne zawiłości, od których zwykle próbujemy uciec.
Jednak w interpretacji Teatru Polonia Witkacy okazuje się nie tylko dramaturgiem formy, lecz przede wszystkim twórcą emocji – emocji ponadczasowych, uniwersalnych, nierzadko bolesnych.
Na pytanie, dlaczego dziś wraca się do jego dzieł, Krystyna Janda odpowiedziała półżartem:
„Bo można. Minęło już tyle lat, że nikt z rodziny nie rości sobie praw do utworów.”
Strona wizualna i realizacyjna
Spektakl jest dziełem zespołowym, w którym każdy element buduje spójną całość:
- Reżyseria, adaptacja, scenografia i światło – Waldemar Zawodziński: minimalistyczne, ale intensywne, pełne kontrastów.
- Kostiumy – Maria Balcerek: celowo przerysowane, balansujące na granicy groteski.
- Choreografia – Anna Hop: niepokojąca, rytmiczna, wzmacniająca emocjonalne napięcie.
- Realizacja dźwięku – Michał Tatara, światła – Rafał Piotrowski: konsekwentnie budują atmosferę klaustrofobicznej intymności.
- Producent wykonawczy – Rafał Rossa, asystentka – Julia Zawisza: dopięli całość organizacyjnie z typową dla Polonii precyzją.
W obsadzie – poza wspomnianymi już Jandą, Gniewkowską i Tyndykiem – występują także: Małgorzata Rożniatowska, Agnieszka Skrzypczak, Jarosław Boberek i Bartosz Waga. Całość trwa 85 minut bez przerwy – i ani sekundy za długo.
Interpretacja Teatru Polonia to spektakl gęsty, bezkompromisowy i odważny. Reżyser świadomie gra z formą, a aktorzy przekraczają granice własnej sceniczności, stając się – jak chciał Witkacy – aktorami wewnątrz bohaterów, bohaterami wewnątrz aktorów.
To historia o miłości, od której nie da się uwolnić.
O matce i synu związanych nierozerwalnie – aż po granice bólu.
O relacji, która trwa, nawet gdy obie strony próbują ją unicestwić.
„Matka” wg Teatru Polonia to Witkacy, którego warto się nie bać.




