Na tegorocznym marszu narodowców przemawiał pan prezydent. Kiedy krzyczał, nasunęły się ciemne postacie z historii Europy, które też wrzeszczały podczas wieców – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pan Bogdan nie spodziewał się niczego nowego po marszu narodowców z okazji Święta Niepodległości. Wiadomo, że będą idiotyczne i wrogie hasła wobec drugiej strony politycznego sporu, race i granaty hukowe, palenie flag Unii Europejskiej i chamskie okrzyki.
Jak to fajnie wygląda w zapowiedziach organizatorów, którzy zachęcają do uczestnictwa całymi rodzinami, gadają o wspólnocie i radosnym przeżywaniu tego święta, w zderzeniu z rzeczywistością i tradycyjnymi, od lat takimi samymi tłumaczeniami, że przecież wrogie i obrażające innych banery to margines, który w patriotyczny i pokojowy tłum wnieśli jacyś bliżej nieznani ekstremiści. W innej wersji tłumaczeń organizatorów jest to, że… nie widzieli obraźliwych napisów, bo trudno wszystko ogarnąć przy stu tysiącach ludzi. I tak jest od lat.
Podobnie z racami, których używanie jest zakazane podczas imprez masowych. Zakazane? I co z tego? Na każdym meczu piłkarskiej ekstraklasy kibole, którzy są przecież siłą prawicowych i ekstremalnych zachowań, bezkarnie urządzają racowisko. Skoro jest na to ciche przyzwolenie i nikt nie próbuje temu przeciwdziałać, kiedy odpalane są w tłumie kilku tysięcy ludzi na stadionie, to nie ma się co dziwić, że jest brak reakcji, kiedy płoną w tłumie stutysięcznym.
W tegorocznym marszu było coś nowego: wystąpienie pana prezydenta. Kiedy krzyczał, panu Bogdanowi nasunęły się ciemne postacie z historii Europy, które też, mówiąc wprost, wrzeszczały podczas wieców. Jeśli chodzi o treść, to można powiedzieć: nic nowego, czyli frontalny atak na rząd, jakieś głupoty o indoktrynacji w szkołach. Także atak na Unię Europejską, czyli mówienie do swoich wyborców, a nie szukanie choćby tego dnia jakiejś płaszczyzny porozumienia, do czego prezydent, chcąc uniknąć zarzutu o stronniczość i bycie prezydentem tych Polaków, którzy na niego głosowali, powinien dążyć.
Pan Bogdan wspominał, że dostali z żoną pismo z Kancelarii Prezydenta, że w związku z 50. rocznicą otrzymają medal za długoletnie pożycie małżeńskie. Postanowili odmówić przyjęcia tego wyróżnienia. Mimo to mieli wątpliwości, czy tak powinni postąpić. Wystąpienie głowy państwa podczas Święta Niepodległości przekonało ich, że jak najbardziej.




