W andrzejkowy wieczór 30 listopada 2010 roku nad osiedlami Pomorskim i Śląskim w Zielonej Górze uniósł się zapach gazu — a w kolejnych mieszkaniach dochodziło do gwałtownych eksplozji kuchenek gazowych. W ciągu kilkudziesięciu minut nastąpiła seria zdarzeń, która zmusiła służby do ewakuacji tysięcy mieszkańców i zakończyła się tragiczną ofiarą śmiertelną.
Do pierwszych eksplozji doszło tuż po godzinie 17:00. Mieszkańcy opisywali, że najpierw poczuli zapach gazu, a potem kuchenki „wybuchały jedna po drugiej” — paleniska były rozrywane przez nagłe ciśnienie, odrywając płyty, tłukąc szyby i powodując pożary w kuchniach. Straż pożarna otrzymywała kolejne zgłoszenia, a w krótkim czasie objęte zagrożeniem budynki musiały zostać opuszczone.
Bo rurka była zbyt cienka
Według relacji prasowych eksplodowało około 40 kuchenek, a ewakuowano kilka tysięcy mieszkańców, podawane liczby oscylują wokół 6–6,5 tys. osób. W wyniku zdarzeń zginął 51-letni mężczyzna; wielu lokatorów straciło dach nad głową na czas remontów, część trafiła do szpitali.
Śledczy i eksperci wskazywali na gwałtowne i niekontrolowane wzrosty ciśnienia w sieci gazowej jako bezpośrednią przyczynę eksplozji. Sprawdzano działanie reduktorów oraz prawidłowość obsługi sieci przez zakład gazowniczy; w śledztwie pojawiły się też pytania o wpływ mrozów i warunków atmosferycznych na pracę instalacji. W rezultacie postawiono zarzuty pracownikowi gazowni oskarżonemu o niedopełnienie obowiązków w kontroli sieci. Ustalono, że 12 września 2007 r. prowadzona była przebudowa stacji redukcyjnej gazu. Po wymianie zaworu sprężynowego zastosowano jednak nieprawidłową rurkę odprowadzającą gaz o wymiarze 0,5 cala, zamiast wymaganej konstrukcyjnie rurki o wymiarze 1,5 cala, która dodatkowo została ukształtowana i wygięta w taki sposób, iż tworzyła tzw. ,,syfon”. W dodatku jej wylot nie został prawidłowo zabezpieczony przed deszczem i śniegiem. Nieprawidłowo zostały podłączone do niej tzw. rurki impulsowe, które prawidłowo powinny posiadać samodzielne, indywidualne wyprowadzenia wylotowe.
Wyroki i roszczenia
W kolejnych latach zapadły wyroki i orzeczenia dotyczące odpowiedzialności — procesy i postępowania dotyczyły zarówno winy poszczególnych pracowników, jak i procedur kontrolnych spółek gazowych. Zielonogórski sąd okręgowy uznał mężczyznę za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i wymierzył karę roku więzienia w zawieszeniu trzy lata. Sprawa uruchomiła również falę roszczeń i sporów o odszkodowania — na osiedlu pojawiały się oferty pomocy prawnej dla poszkodowanych, a lokalne władze i spółki gazowe musiały koordynować działania naprawcze i kontrolne. Ponadto PGNiG zleciło przegląd reduktorów i urządzeń gazowych w spółkach w całym kraju, by zapobiec powtórzeniu się podobnych awarii.




