Często mówimy o tym, że Lubuskie to prawdziwy kulturowy tygiel. Z czasem różnice zacierają się, wraz z następstwem pokoleń ucieka gdzieś akcent, świadomość tego, gdzie znajdują się groby naszych przodków. Jak zatem ustalić swoje korzenie? Na przykład patrząc na wigilijny stół, bowiem świąteczne menu dziedziczymy zazwyczaj po rodzicach i dziadkach.
Jaka potrawa łączy nasze wigilijne stoły? Barszcz z uszkami. Jednak nie jest to żelazna zasada, gdyż i na lubuskich stołach można znaleźć odstępstwa. W niektórych regionach podawany jest zamiennie lub obok zupy rybnej (Pomorze, Kaszuby), grzybowej (Śląsk, Mazowsze, Wielkopolska, Podkarpacie), żurku (Małopolska) czy owocowej (Warmia i Mazury). Obok pierogi z kapustą i grzybami, ryby, kapusta z grzybami… Słodkim akcentem na wszystkich stołach jest mak z dodatkami.
Nie ma jak we Lwowi
Jak wspominają lwowiacy, na stole, oprócz przygotowanych potraw, stały jeden lub dwa świeczniki, symbol życia. Na stole wigilijnym najważniejsza była ryba, opłatek oraz talerzyk z miodem. Ryba była smażona lub gotowana. Pojawiały się śledzie marynowane w oleju. Śledź serwowany był także w śmietanie, z ziemniakami na ciepło. I ryba po żydowsku. Oczywiście nie mogło zabraknąć pierogów z kapustą oraz ruskich, barszczu ukraińskiego zabielanego śmietaną, zupy grzybowej, drożdżowych bułeczek z bakaliami, piernika, a przede wszystkim kutii w symbolicznych proporcjach. Przygotowywano ją z obtłuszczonej, ugotowanej pszenicy, roztartego maku i rodzynek.
Wędrujemy na północ. Na Polesiu mamy przede wszystkim kisiel. Do tego kasza jaglana na mleku. Kutia to była ugotowana w wodzie jęczmienna kasza, wymieszana ze skwarkami, ułożona w glinianym garnku i zapiekana w chlebowym piecu. Zupa to żur. Można było spróbować także toukienii, czyli ugotowanych i utłuczonych na ciasto ziemniaków, które mieszano z zarumienioną na smalcu cebulką z drobnymi skwarkami, po czym w glinianej misce zapiekano w piecu na złocisty kolor.

Odrobinkę dalej, w Wilnie, klasycznie, czyli na białym obrusie świeczka z obrazkiem. Pod obrusem siano. Na stole wigilijnym zawsze musiał być barszcz z uszkami, pierogi z grzybami i kapustą, ryba na gorąco, ryba w galarecie, śledzie w oliwie i w cieście, ołatki, czyli racuszki na drożdżach smażone w oleju lnianym posypane cukrem, kisiel z owsa barwiony żurawinami, gołąbki, których farsz składał się z drobno pokrojonych grzybów oraz cebuli.
Nie przestrzegano tutaj zwyczajowej liczby potraw. Na stole wigilijnym musiała być smażona ryba słodkowodna – leszcz albo płotka.
Bukowińskie niespodzianki
Egzotyką tchnie Bukowina, a raczej jej tradycyjne potrawy. Na wigilijnym stole w jednej z głównych ról występowała gotowana pszenica wymieszana z makiem, orzechami i pokruszoną chałwą. Oprócz tego jedzono zupę grochową i fasolową, pierogi z kapustą i grzybami, pierogi z marmoladą, płacinty. Zamiast chleba jadło się knyszę. Przygotowywano także bób gotowany na sucho z czosnkiem, barszcz czerwony z uszkami. Nie mogło zabraknąć smażonych na oleju ryb, gołąbków z kaszą kukurydzianą. Na stole był miód, opłatek, pleciony chleb, czosnek, cebula. Dzielono się opłatkiem, brano kawałek czosnku i odłupywano częściowo skórkę mówiąc:„Nie łupim cię do żywego, ale strzeż mnie od wszystkiego złego”.

Wreszcie bliska nam Wielkopolska. Nie przestrzegano tutaj zwyczajowej liczby potraw. Na stole wigilijnym musiała być smażona ryba słodkowodna – leszcz albo płotka. Do tego zupa rybna, śledzie z cebulką duszone w oleju lnianym, do tego ziemniaki w mundurkach i obrane, sos grzybowy, kompot z suszonych owoców, ugotowana kiszona kapusta z grzybami i skwarkami. Przygotowywano także struclę z makaronem lub bułką. Dopełnieniem były pierniczki, piernik, kruche ciasteczka, makowiec i ciasto drożdżowe…
Dzieląc się opłatkiem, jedząc barszcz czy karpia pomyślmy, że tutaj spotykamy naszych dziadków i pradziadków. Bo to dostaliśmy od nich w spadku. Tradycję…




