W tym roku na straganach w Sewilli pojawiły się szopki, gdzie w rolach głównych występują psy i koty. Czujecie to? Kocia Maria, koci Józef i nawet kociątko Dzieciątko Jezus. Wyobrażam sobie, co działoby się w Polsce. Natomiast na południu Europy nie tylko wierzący i praktykujący mają na punkcie szopek prawdziwą obsesję.
Wszystko zaczęło się od św. Franciszka z Asyżu (1181-1226). 24 grudnia 1223 zorganizował on w Greccio pierwszą na świecie żywą szopkę bożonarodzeniową. Pierwsze szopki były tworzone jako żywe przedstawienia sceny narodzin Jezusa, które odbywały się w kościołach w okresie Bożego Narodzenia. Stopniowo, ta tradycja zaczęła się rozprzestrzeniać po całej Europie, a także poza nią.
Nie ma jak w Krakowie
W Polsce, tradycja tworzenia szopek bożonarodzeniowych sięga XVIII wieku. Szczególnie znaną tradycją jest krakowska szopka, która ma swoje korzenie w XVIII wieku. W tym okresie, miejscowi rzeźbiarze zaczęli tworzyć szopki w formie małych, ruchomych teatrzyków. zdobione, wielowieżowe sceny o architekturze nawiązującej do zabytków Krakowa, przedstawiające misterium Bożego Narodzenia. Krakowskie szopkarstwo znajduje się na Liście reprezentatywnej niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO oraz Krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego. W 1736 roku władze kościelne w osobie biskupa Teodora Czartoryskiego zakazały wystawiania szopek w kościołach, głównie wskutek ich zbyt rozrywkowego i świeckiego charakteru, który nie przystawał do miejsca, a także na skutek tumultów, jakie widowiska te wywoływały. Zezwolono jedynie na wystawianie samego żłobka ze statycznymi figurkami.

W II połowie XIX wieku wykształciły się cechy architektoniczne wyraźnie odróżniające szopki wykonywane w Krakowie od innych. Wpłynęły na to wzorce zabytkowych krakowskich budowli: głównie kościołów. Stylowa różnorodność krakowskich zabytków dostarczała twórcom bogatego źródła inspiracji. Wykształciła się szopka w formie smukłej budowli z dominującymi wieżami. Twórcami tej oryginalnej formy byli murarze i pracownicy budowlani z przedmieść Krakowa: Krowodrzy, Zwierzyńca, Czarnej Wsi, Grzegórzek, Ludwinowa. Sezonowość ich zawodu, sprzyjała szukaniu dodatkowych źródeł zarobku w okresie jesienno-zimowym, kiedy prace murarskie nie są prowadzone.
Obsesja z siankiem
Co kraj, to obyczaj. Tym razem chcemy pokazać, jak wyglądają tegoroczne szopki w hiszpańskiej SEwilli i Walencji. Hiszpanie, podobnie jak Włosi, mają lekką obsesję na punkcie szopek, w okresie przedświątecznym na rozmaitych jarmarkach znajdziemy mnóstwo elementów do stworzenia własnej szopki. Wielu buduje prawdziwe światy ze Świętą Rodziną i Trzema Królami w roli głównej. Zatem możemy kupić budynki, ruchome młyny wodna, kamieniczki, stragany, figurki ludzi, zwierząt…

Co znajdziemy tutaj specyficznego? Oto tradycja nakazuje, aby w rogu lub w innym mało widocznym miejscu szopki znalazła się postać, która u cudzoziemców często wywołuje niesmak. To figurka postaci oddającej się czynnościom fizjologicznym. Znana Katalończykom jako “El Caganer”. Postać owego Caganera to charakterystyczny dla hiszpańskiego poczucia humoru bożonarodzeniowy żart. Skąd ta tradycja? Jedni twierdzą, że to symbol użyźniania ziemi lub podkreślenie, że zasadom fizjologii wszyscy podlegamy. Według innych interpretacji to symbol niespodziewanego nadejście Jezusa, które zaskoczyło ludzi w różnych sytuacjach. Wreszcie ostatnia teoria mówi, że to tylko zabieg mający podkreślić naturalizm szopki. I możemy się zdziwić, gdyż czasem w kucających postaciach rozpoznamy znane, powiedzmy, twarze.
Zapewne szukująca może być dla wielu kocia i psia szopka z czworonogami w roli głównej. To tak nawiązując do ustawy łańcuchowej…

Innym “dziwadłem”, które możemy spotkać w katalońskiej szopce jest … El tio. To po prostu pieniek drewna – z oczkami, noskiem i ustami – często przybrany czapką św. Mikołaja. Ta tradycja wywodzi się z małych górskich katalońskich miasteczek. Oto należy uderzać kijem w el tio. I w ten sposób skłaniamy go do wydania prezentów, zwykle słodyczy…
Scenę widzą ogromną
Od kilku lat hiszpańskie Alicante może się pochwalić nową atrakcją. Na najważniejszym placu miasta stoi największa na świecie szopka bożonarodzeniowa. Figury Świętej Rodziny mają po kilkanaście metrów wysokości. Z każdym rokiem na sceną wkraczają kolejne postacie.

Bohaterowie tej bodajże najpopularniejszej sceny rzeczywiście imponują wzrostem. I tak św. Józef ma ponad 17 m wysokości (niektóre źródła podają nawet 19), Maryja 10,5 m oraz Dzieciątka Jezus mierzącego ponad 3 m. Towarzyszą im 16-metrowy Baltazar, prawie 16-metrowy Kacper i 11-metrowy Melchiora. Instalacja ma powierzchnię ponad 180 tys. mkw. i należy do największych, odnotowanych szopek bożonarodzeniowych. Figury wykonał z tworzyw sztucznych i żelaza Jose Manuel Garcia Esquiva. Kosztowała niemal 150 tys. dolarów. Dodatkowo w różnych częściach miasta pojawiło się sześć aniołów autorstwa Javiera Gómeza Morollóna i Lorezno Santany. Dwa z nich osiągają imponujące 8 metrów, a pozostałe cztery mają 9 metrów wysokości.
Dlaczego Alicante? W tym mieście wyjątkowo okazale obchodzi się Dzień Ognia (Hogueras de San Juan) to święto ku czci ognia i na powitanie lata obchodzone w dniach 20-24 czerwca. Wówczas buduje się ogromne scenki z wieloma figurami, które niestety w wielkim finale trawi ogień. Te, które przetrwały to żarliwe święto można obejrzeć w miejscowym muzeum.
Wojna szopkowa
Szopkom często towarzyszyły kontrowersje, ba, awantury. Spory o nie wybuchały w Polsce wielokrotnie, przede wszystkim za sprawą politycznych podtekstów. I ten bożonarodzeniowy gadżet był wyjątkowo często wykorzystywana jako okazja do manifestacji poglądów przeciwników aborcji, sztucznego zapłodnienia i eutanazji. Do legendy przeszła przygotowana przez jezuitów szopka w bydgoskiej świątyni przy pl. Kościeleckich. Nad tradycyjną inscenizacją, przedstawiającą szopkę, Świętą Rodzinę, trzech króli i pastuszków widniał napis: „Chrystus przyszedł do nas w sposób naturalny, a nie przy pomocy fachowców”. Chociaż pewnie można się spierać, czy niepokalane poczęcie jest sposobem naturalnym…

Ogromną dyskusję obudziła również szopka zainstalowana przez słynne londyńskie muzeum figur woskowych Madame Tussaud. W głównych rolach do odegrania w stajence z Betlejem obsadzono gwiazdy. Marią została Victoria Beckham, Józefem jej mąż David. Jako pasterze wystąpili Samuel L. Jackson, Hugh Grant i prezenter telewizyjny Graham Norton. Aniołkiem została Kylie Minoque, a Trzema Królami: George W. Bush, Tony Blair oraz książę Filip.
Zobaczyć i umrzeć
Jednak najsłynniejsze szopki powstają w Neapolu. Na San Gregorio Armeno, słynnej ulicy szopkarzy, święta Bożego Narodzenia trwają cały rok. Bo i wykonanie, a nawet tylko odświeżenie neapolitańskiej szopki, to praca na wiele godzin. Wzdłuż ulicy i okolicznych przecznic rozłożyły się sklepy, warsztaty, w których powstają elementy miniaturowego świata. Wśród figurek obok Matki Boskiej, św. Józefa, pasterzy i Trzech Króli można odszukać Berlusconiego, Michaela Jacksona, Ronaldo i oczywiście całą włoską reprezentację futbolistów.

Neapolitańska szopka zwana jest prosepio. Po raz pierwszy pojawiła się w tym mieście w XIII wieku, w kościele Santa del Presepe. Jakieś 200 lat po tym jak Franciszek z Asyżu wystawił pierwszą swoją szopkę w grocie Greccio. O ile pierwotnie kompozycje przedstawiały klasyczną scenę z betlejemskiej stajenki, o tyle od XV wieku królują sceny rodzajowe przedstawiające życie w Neapolu i okolicy. Szopka stała się obowiązkowym elementem świąt Bożego Narodzenia. Budowano je, obdarowywano się nimi i odwiedzano się, by je podziwiać.
Jak można wyczytać w źródłach figurka potrafiła kosztować tyle, ile wynosiła pensja dworzanina. Możni rywalizowali z sobą w wystawności tego świątecznego akcentu. Ta słynna królewska szopka znajduje się w pałacu w Casercie i mimo, że ograbiona i tak robi wrażenie.

Niech nikomu się nie wydaje, że szopka to tylko zabawka. Tutaj aż gęsto od symboliki. Grota jest symbolem granicy między światłem a ciemnością, narodzeniem a tajemnicą śmierci. Rzeka to płynący czas, a także cykle życia. Rzeka w szopce kojarzy się też z Jordanem – symbolem chrztu. Studnia to połączenie ziemi z życiodajną wodą. Neapolitańska legenda mówi, że nie należy zaglądać do studni, a szczególnie w Boże Narodzenie. Kto wtedy zobaczy na jej dnie kolory i świetliste refleksy, nie przeżyje roku. W neapolitańskiej szopce musi też być karczma. I zły karczmarz. To nie tylko nawiązanie do podróży Marii, ale także do Ostatniej Wieczerzy i zdrady Judasza. Wśród potraw musi być chleb, symbolizujący Chrystusa. W szopce powinien też być młyn, który symbolizuje uciekający czas.
Znawcy neapolitańskiego folkloru twierdzą, że szopka świąteczna to Neapol, a Neapol to szopka. Musi stać przy każdym wigilijnym stole. I przypominać o wyjątkowym wydarzeniu, o Bożym Narodzeniu.
Jezus na schodach
W Wigilię (Véspera do Natal) także w portugalskich domach nie może zabraknąć świątecznej szopki – presépio, nad której przygotowaniem pracują zazwyczaj całe rodziny. Ta domowa budowana jest w skrzynce pokrytej korkiem, z którego formuje się małą grotę. Zgodnie z tradycją, aż do pasterki pozostawia się w niej puste miejsce na Dzieciątko Jezus. Jego figurka pojawia się tam dopiero po północy, w dzień Bożego Narodzenia.
W zależności od regionu, szopki wyglądają nieco inaczej. W tej tradycyjnej, portugalskiej (zwłaszcza na północy kraju), oprócz Świętej Rodziny, pasterzy i Trzech Króli, można zobaczyć także postacie w strojach ludowych – np. młynarza, praczkę czy kobietę z dzbanem. Najbardziej znanym przykładem takiej szopki jest dzieło rzeźbiarza Machado do Castro. Scenę narodzenia składającą się z 500 kolorowych figurek można podziwiać w lizbońskim kościele Basílica da Estrela.

Szopki z Algarve różnią się znacznie od tego, co znamy. Jest to dość skromna konstrukcja, składająca się ze zwężających się ku górze schodków, na szczycie których stoi Dzieciątko Jezus. W zależności od zamożności rodziny, stopnie przykrywane są obrusem lub serwetami, a na nich ustawiane są kwiaty, owoce oraz małe spodeczki z poletkiem zbóż – pszenicy, żyta i kukurydzy. Ziarna sadzone są na spodeczkach już 8 grudnia, a następnie uważnie pielęgnowane aż do Święta Trzech Króli. W tym dniu przesadza się roślinki w inne miejsce, życząc sobie nawzajem udanych zbiorów w nadchodzącym roku.





