Czy głusi są wśród nas? Przecież ich nie widać. Nie widzimy ich i często nie mamy pojęcia, jak liczna jest to grupa w naszych miastach i wsiach. Także w Lubuskiem.
Żyją obok nas, a jednocześnie w świecie, do którego większość z nas nie ma dostępu – świecie ciszy, barier i niezrozumienia.
Osoby głuche nie mówią po polsku. Często nawet nie rozumieją języka polskiego. Dla wielu z nich językiem pierwszym jest polski język migowy – pełnoprawny, wizualno-przestrzenny język, zupełnie inny niż język foniczny. To fakt, który dla słyszących bywa zaskoczeniem, a jego konsekwencje są ogromne.
Narodziny bez „mama”
Kiedy w słyszącej rodzinie rodzi się głuche dziecko, pojawia się dramatyczny dylemat: jak do niego mówić, skoro nie słyszy, a rodzice nie migają? Jak przekazać dziecku język, skoro jedyny, jaki znają opiekunowie, jest dla niego niedostępny? W takich sytuacjach dziecko często przez długi czas nie ma żadnego języka, a bez języka nie ma rozwoju – emocjonalnego, społecznego, poznawczego.
Inaczej jest w rodzinach głuchych „od pokoleń”, tzw. dynastycznych. Tam język migowy jest naturalny, przekazywany od urodzenia. Dziecko rozwija się w języku, który rozumie. W rodzinach słyszących bywa natomiast, że dziecko trafia do szkoły z internatem, nie wiedząc dokąd jedzie i dlaczego – bo nie ma z rodzicami żadnej komunikacji.
O tych właśnie historiach, często zupełnie nieznanych większości z nas, była mowa podczas spotkania autorskiego z Anną Goc, reportażystką i autorką książki „Głusza”, które odbyło się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej. To reportaż literacki – opowieść o ludziach, ich doświadczeniach i systemowych zaniedbaniach. Poruszająca, momentami wstrząsająca.
– Moje zdziwienie i niezrozumienie tego świata nie wystarczały, dlatego od ponad sześciu lat zgłębiam wiedzę o osobach głuchych, choć wcześniej nie miałam z nimi żadnego kontaktu – mówiła autorka.
Krzyk w świecie ciszy
Książka opowiada m.in. o bezradności rodziców, o dramatycznie trudnym dostępie głuchych dzieci do dobrej edukacji w Polsce, o systemie, który wciąż nie rozumie ich potrzeb. Jednym z najbardziej wstrząsających wątków są historie przemocy – gwałtów i molestowania w internatach. Dzieci, które nie potrafiły powiedzieć rodzicom, co je spotkało, bo nie miały z nimi wspólnego języka. Musiały pokazywać na własnym ciele, krok po kroku, co się wydarzyło. To doświadczenia upokarzające i traumatyczne.
Prawo do nauki, rozwoju i zrozumienia świata wciąż bywa dla osób głuchych w Polsce fikcją. Autorka opisuje także czas pandemii, gdy w telewizji pojawiały się komunikaty wygłaszane przez osoby w maseczkach – bez tłumacza języka migowego. Dla wielu głuchych język polski jest niezrozumiały, nie czytają płynnie po polsku. Jak mieli zrozumieć, co się dzieje? Jedna z bohaterek książki nagrywała vlogi w PJM, tłumacząc rządowe komunikaty i w praktyce wyręczając państwo.
Takich absurdów było wiele, ale samo spotkanie nie pozostało bez echa. Było tłumaczone na Polski Język Migowy i przyszły na nie osoby głuche oraz osoby pracujące z tą społecznością. Padło ważne pytanie: dlaczego osoby głuche nie uczestniczą w wydarzeniach publicznych? Odpowiedź była prosta – bo nie rozumieją. Przyjdą, jeśli będzie tłumacz.
Gorzowska książnica realizuje obecnie projekt dostępności dla osób słabosłyszących, głuchych i słabowidzących. To krok w dobrą stronę. Podczas spotkania padła także ważna informacja: od marca w Gorzowie ma ruszyć Centrum Komunikacji przy Zarządzie Głównym Polskiego Związku Głuchych.
Do tej sprawy z pewnością będziemy wracać. Bo żeby usłyszeć głuchych, najpierw trzeba chcieć ich zobaczyć.





