26 stycznia obchodzimy Ogólnopolski Dzień Transplantacji – święto ustanowione na pamiątkę pierwszego udanego przeszczepu nerki, który w 1966 roku przeprowadzono w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie. W Urzędzie Marszałkowskim trwają lubuskie obchody tego dnia.
Samorząd województwa od wielu lat konsekwentnie upowszechnia wiedzę o pobraniach i przeszczepach narządów, oddając głos tym, którzy transplantologię znają nie z podręczników, lecz z własnego życia – pacjentom, dawcom i rodzinom dawców.
Elżbieta Kremens: „To miało być pomaganie innym, a zaczęło się ratowanie siebie”

Historia Elżbiety Kremens zaczęła się zupełnie niewinnie. – Chciałam oddawać szpik. Poszłam do stacji krwiodawstwa, a tam usłyszałam, że najpierw trzeba mnie zbadać – wspomina. To, co miało być prostym gestem pomocy, stało się początkiem diagnozy, która zmieniła całe jej życie.
Badania wykazały poważną chorobę nerek. – Zbadali mi nerki, serce, wszystko. Okazało się, że jestem chora i nie mogę oddać szpiku – mówi. Rozpoczęło się długie, żmudne leczenie. – To trwało 25 lat. Wizyty, badania, choroba postępowała. Chorowałam na wielotorbielowatość nerek.
Moment, w którym pojawiła się konieczność przeszczepu, był przełomowy, ale i pełen obaw. – Choroba dała znać, że trzeba dojść do przeszczepu. Dializy trwały krótko. – Miałam ogromne szczęście. Osiem miesięcy dializ i po trzech była decyzja, że jest nerka.
Dziś mówi wprost: życie po przeszczepie to zupełnie inna rzeczywistość. – Nie trzeba jeździć na dializy dwa, trzy razy w tygodniu po cztery godziny. Mogę planować swoje życie, mogę gdzieś pojechać. Jestem bardzo szczęśliwa. Choć codziennością są leki i kontrole, nie ma w tym ani grama goryczy. – To już nie jest to samo życie, ale żyje się po prostu super.
Zuzanna Hołyńska: „Bez wiedzy i rozmów ta decyzja byłaby nie do podjęcia”

Zuzanna Hołyńska mówi o jednym z najtrudniejszych momentów, jakie mogą spotkać człowieka. Była osobą decyzyjną w sprawie oddania organów swojego brata Zdzisława, który zginął tragicznie w wypadku. – To była bardzo trudna decyzja. Wchodzą tutaj ogromne emocje, zwłaszcza, gdy śmierć nie jest naturalna – podkreśla.
Brat był od niej rok starszy, pełen życia, muzyk, społecznik. – Grał na Juwenaliach, na WOŚP, brał udział w każdej akcji charytatywnej. Był altruistą – opowiada. Kluczowa okazała się ich wcześniejsza rozmowa. – Miałam świadomość, że on tego chciał. Sam mówił: „możecie oddać wszystko, oprócz moich tatuaży.”
Oddanie organów nie zmniejszyło straty, ale nadało jej sens. – Ta decyzja uszczęśliwia co najmniej sześć rodzin. To głównie ojcowie, mężczyźni, którzy wrócili do swoich bliskich. Jak dodaje Hołyńska , także dla rodziny dawcy ma to ogromne znaczenie. – Daje nam poczucie, że ta śmierć nie była bezsensowna.
Kobieta nie ma kontaktu z biorcami, bo nie pozwala na to prawo, ale ma świadomość, że gdzieś w Polsce pracują organy jej brata. – Kiedy jestem w tych miejscach, wiem, że tam bije jego serce, tam pracuje jego nerka… Podkreśla jednak coś bardzo ważnego: – Ta decyzja musi być szybka. Nie ma czasu na edukację w chwili tragedii. Dlatego edukować trzeba wcześniej. – Bez wiedzy i znajomości woli bliskiego ta decyzja bywa nie do podjęcia!
Jolanta Kubicka: „Oddałam nerkę, a zyskałam spokój”

Dla Jolanty Kubickiej transplantacja była decyzją rodzinną, ale też głęboko osobistą. Jej siostra już raz przeszła przeszczep nerki od zmarłego dawcy. Po 15 latach narząd przestał pracować. – Widziałam, jak siostra robi się coraz słabsza, jak po prostu gaśnie – mówi.
Myśl o oddaniu nerki nie pojawiła się jednak od razu. – To dojrzewało we mnie miesiącami. Była taka myśl: jak ja mogę prosić o nerkę dla siostry, skoro to tak, jakby prosić kogoś o życie? Decyzja zapadła, gdy wewnętrznie była na nią gotowa. – Najpierw powiedziałam mężowi, potem dopiero siostrze.
Przygotowania do przeszczepu, prowadzone w czasie pandemii, trwały długo. – To nie było jak w filmach. Badania ciągnęły się miesiącami – wskazuje kobieta. Efekt był jednak niemal natychmiastowy. – Jeszcze operacja się nie skończyła, a lekarze powiedzieli, że nerka już pracuje – mówi z uśmiechem.
Dziś Jolanta Kubicka żyje aktywnie. – Pracuję zawodowo, morsuję, pływam, jeżdżę na nartach. Jak podkreśla, oddanie nerki nie oznacza rezygnacji z życia. – Jest rozwaga, ale nie strach. Korzystam z życia. Czuję się spokojniejsza.
Ania Maciąga: „Po latach walki wreszcie jest normalnie”

Ania Maciąga przeszła dwie transplantacje nerki. Pierwsza, po dziesięciu latach, została odrzucona. – Potem były dwa lata dializ. Życie bez nerki było naprawdę bardzo ciężkie. Ograniczenia, dieta, mnóstwo leków – wspomina dziewczyna.
Na drugi przeszczep czekała dwa lata. – Szczerze uważam, że to krótko. Inni czekają po 10, 15 lat. Początek był trudny, bo nerka nie chciała od razu podjąć pracy. Po miesiącu walki w końcu się udało. Dziś wyniki są stabilne. – Kontrole co dwa miesiące i wszystko w normie. Jak mówi, po latach choroby różnica jest ogromna. – Teraz po przeszczepie to jest naprawdę jak w bajce.




