Coraz częściej świat wymaga od nas, abyśmy szli na skróty. Dosłownie i w przenośni. Skróty myślowe zastępują wyjaśnienia, a językowe pełne nazwy, konteksty i… sens. Rozmowa, a jeszcze częściej śledzenie mediów, nie wymagają od nas ani słuchania, ani czytania i rozumienia, ale… nadążania. Dziennikarze i ludzie uważający, że są dziennikarzami, którzy powinni informować, a czasem tłumaczyć rzeczywistość, coraz częściej wychodzą z założenia, że wszyscy siedzą kołkiem przed telewizorami, w mediach społecznościowych i doskonale wiedzą, co kryje się za kolejnymi kodami językowej Enigmy.
ŚOPW, TZG, MAFS, KSW, FAME, KŻ, MMA… Skróty opanowują teksty informacyjne, zapowiedzi oraz komentarze. I nikogo nie obchodzi, że wiele z nich funkcjonuje tylko w obrębie małych baniek odbiorców. Weźmy ŚOPW… Co to? „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Skrót ten coraz częściej pojawia się w tytułach portali informacyjnych bez jakiegokolwiek rozwinięcia, jakby znajomość tego programu była obowiązkowa. Podobnie TZG, czyli „Taniec z gwiazdami”, który w medialnych relacjach urasta do rangi oczywistego punktu odniesienia kulturowego, mimo że część odbiorców dawno przestała śledzić telewizyjne pląsy nieznanych szerzej pseudocelebrytów.
Nadużywanie skrótów to nie tylko kwestia językowej wygody, to skrót poznawczy, który zwalnia autora z obowiązku tłumaczenia, a czytelnika pozbawia prawa do pełnej informacji. Autor zakłada, że wystarczy rzucone mimochodem „uczestnik TZG” i wszystko staje się jasne.
Ludzie mojego pokolenia, po przywództwie PZPR i FJN, tankowaniu w CPN i podróżowaniu z PKP i PKS, coraz częściej są na łasce NBP, NFZ i ZUS… Czy są jakieś różnice między tymi skrótami a tymi obecnymi?
Postaram się zakończyć tekst po dzisiejszemu, a raczej po internetowemu. Wgl nwm WTF, pozdr – „w ogóle nie wiem, co jest, do cholery, pozdrawiam”. Żadne LOL. A wiecie, jak napisać „kocham cię”? Po prostu kc.
P.S. Kolega powiedział mi, że te skróty były używane 20 lat temu. Jakie stosujemy obecnie? Proszę, nie pytajcie.




