Jak zmienia się społeczny potencjał Lubuskiego? Rozmowa z Agnieszką Krzaczkowską – dyrektor Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej w Zielonej Górze oraz prof. Mariuszem Kwiatkowskim – pełnomocnikiem Marszałka Województwa Lubuskiego ds. Społecznego Potencjału Regionu.
Od kilku lat mówi się o społecznym potencjale województwa lubuskiego. Czy ten proces faktycznie przyspieszył?
Mariusz Kwiatkowski: Zdecydowanie tak. Ostatnie miesiące pokazały, jak wiele już udało się zrobić i jak ambitne są kolejne plany. Najważniejszym etapem jest dziś pilotaż – sprawdzamy w praktyce rozwiązania wypracowane wspólnie z samorządami, na poziomie jednego powiatu i kilku gmin. Równolegle pracujemy nad narzędziem informatycznym, które docelowo ma wspierać zarządzanie usługami społecznymi w całym województwie.
Jaką rolę w tych zmianach odgrywa Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej?
Agnieszka Krzaczkowska: Kluczową. Rozwój międzygminnych usług społecznych nie byłby możliwy bez centrów usług społecznych. One pokazały, że mniejsze gminy, które samodzielnie nie są w stanie udźwignąć całego systemu, mogą łączyć potencjały. W 2024 roku w Lubuskiem nie było ani jednego CUS-u, a w 2026 roku będzie ich 27. To ogromna zmiana jakościowa.
Skąd tak szybki progres?
M.K.: Pieniądze i możliwości istniały wcześniej, ale potrzebna była decyzja i wspólna wizja. Dziś mamy bardzo dobrą synergię między Europejskim Funduszem Społecznym, samorządem województwa, ROPS-em i gminami. Lubuski ROPS wyróżnia się tym, że pracuje w terenie – w gminach, sołectwach, w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcami. To tam buduje się zaufanie i realne partnerstwa.
Jak w tym wszystkim odnajduje się zwykły mieszkaniec, przeciętny „Kowalski”?
A.K.: Kluczowe było to, że pierwsze centra usług społecznych po prostu się sprawdziły. Kadra kolejnych ośrodków mogła uczyć się od koleżanek i kolegów, którzy przeszli tę drogę wcześniej. Co ważne, przekształcenie OPS w CUS nie jest obowiązkiem – to decyzja, do której musi dojrzeć cały zespół. Dziś widzimy, że pracownicy chcą tej zmiany i innego sposobu pracy.
Czyli to bardziej ewolucja czy rewolucja?
M.K.: Jedno i drugie. Zmiany są ewolucyjne w procesie, ale dla wielu mieszkańców mają charakter rewolucyjny. Dobrym przykładem jest Trzebiel – mała gmina, w której diagnoza potrzeb polegała na realnym spotkaniu z mieszkańcami. Wypełniona po brzegi świetlica wiejska pokazała, że ludzie chcą współdecydować o usługach, z których będą korzystać.
Jakie problemy społeczne są dziś najważniejsze?
A.K.: Jednym z kluczowych jest samotność. Dlatego rozwijamy usługi, które nie są uzależnione od kryterium dochodowego, jak gospodarstwa opiekuńcze na terenach wiejskich. Pomoc społeczna musi nadążać za zmianami – demograficznymi, społecznymi i kulturowymi.
W tym kontekście coraz częściej mówi się o migracjach. Czy region jest na to gotowy?
M.K.: Musimy być. W jednym z powiatów aż 20 procent zatrudnionych to cudzoziemcy. To osoby, które pracują, płacą podatki i składki. Nie możemy traktować migracji jak tematu tabu. Centra integracji cudzoziemców w Gorzowie i Zielonej Górze pokazują, że potrafimy tym procesem zarządzać w sposób racjonalny i odpowiedzialny.
Czy ROPS uwzględnia cudzoziemców w planowaniu usług społecznych?
A.K.: Oczywiście. Usługi społeczne są skierowane do wszystkich mieszkańców województwa. Cudzoziemcy są nie tylko ich odbiorcami, ale często także realizatorami. Nie dzielimy ludzi na „naszych” i „obcych” – reagujemy na potrzeby.
Jakim rokiem będzie 2026 dla usług społecznych w Lubuskiem?
M.K.: To będzie ewolucyjna rewolucja – efekt dotychczasowej pracy, ale z wyraźnym skokiem jakościowym. Chcemy na stałe wdrożyć międzygminne i mobilne usługi społeczne. To może być lubuski wkład w ogólnopolskie rozwiązania.
A.K.: Potwierdzam. Kontynuujemy przekształcanie OPS-ów w CUS-y, rozwijamy nowe usługi i współpracę z organizacjami pozarządowymi. Ten kierunek jest już nie tylko planem, ale realną praktyką.
Cała rozmowa:




