O słowie na „f” z Martyną Zachorską

Martyna Zachorska znana w sieci jako Pani od feminatywów  O słowie na f z Martyną Zachorską

Choć debata o feminatywach często sprowadza się do żartu o tym, czy pilotka to czapka, w rzeczywistości dotyka ona fundamentów naszej tożsamości. Martyna Zachorska, znana w sieci jako Pani od feminatywów, w rozmowie z nami przekonuje, że żeńskie końcówki to nie kwestia polityki czy widzimisię, a precyzyjnego opisywania świata, w którym kobiety stanowią połowę społeczeństwa.

Skoro jako społeczeństwo deklarujemy coraz bardziej prorównościowe postawy, dlaczego „chirurżki” i „burmistrzynie” wciąż wywołują u nas tak skrajne emocje?

Wyjaśnień jest kilka. Dla niektórych osób to po prostu efekt nowości. Naszym mózgom trudniej zaakceptować wyrazy, które wydają się nowe – to naturalny mechanizm błędu poznawczego. Słowa, których nie widzieliśmy wcześniej, są dla nas obce i jesteśmy mniej skłonni uznawać je za „swoje”. Co ciekawe, nie zawsze feminatywy są neologizmami; niektóre to archaizmy, które wracają do łask. Przykładem jest wspomniana przez Panią „gościni” – słowo, które zyskuje nową popularność, co z lingwistycznej perspektywy jest fascynujące.

Zatem to nie tylko kwestia przyzwyczajenia…

Niektórzy sprzeciwiają się feminatywom z powodów politycznych. Polszczyzna jest językiem fleksyjnym, występują w niej rodzaje gramatyczne i powinna to być kwestia gramatyki, a nie polityki. Niestety, te formy obrosły w polityczne piórka. W swojej książce stawiam tezę, że ponieważ feminatywy odnoszące się do prestiżowych zawodów wprowadziły do powszechnego obiegu polityczki – a nie np. aktorki czy pisarki – stały się one ofiarą polaryzacji. W Polsce każda rzecz zrobiona przez „drugą stronę” jest pretekstem do kpin i szyderstw. Przez to feminatywy stały się markerem przynależności: niektórzy wierzą, że jeśli mówisz „adwokatka”, to głosujesz na centrum lub lewicę, a jeśli „pani adwokat” – to na prawicę. To nieprawda. Obie formy są poprawne i ich wybór powinien być wyłącznie kwestią gustu i preferencji. Chciałabym, aby język przestał być polem walki politycznej.

Czy środowisko językoznawców też jest w tej kwestii podzielone?

Rada Języka Polskiego w oświadczeniach z 2012 i 2019 roku wyraźnie zaznaczyła, że większość argumentów przeciwko ich tworzeniu jest pozbawiona podstaw. Rada wręcz zachęca do większej symetrii w stosowaniu nazw żeńskich i męskich w komunikacji publicznej.

Zauważyłam, że nikt nie kłóci się o „przedszkolankę” czy „sprzątaczkę”. Dlaczego opór pojawia się dopiero przy wyższych stanowiskach?

Co do prestiżu – tak, to zawody prestiżowe lub zdominowane przez mężczyzn są polem konfliktu. Nikt nie protestuje przeciwko „fryzjerce”, „kelnerce” czy „nauczycielce”. Problem pojawia się przy „adwokatka”, „inżynierce” czy „psycholożce”. Nawet w zawodach zdominowanych przez kobiety, jak psychologia czy filologia, żeńskie formy bywają kontrowersyjne ze względu na „próg wejścia”. Jednak język dzieje się przez osmozę – im częściej ich używamy, tym bardziej stają się elementem codziennego słownika.

A co w sytuacji, gdy kobieta sama prosi, by nie używać wobec niej feminatywu?

Podstawową zasadą języka inkluzywnego jest szanowanie woli osoby, o której mówimy. Zawsze warto zapytać. Jak wspomniałam, obie formy są poprawne, więc używając „pani adwokat”, nie popełniamy błędu. Nie zmieniajmy języka na siłę. On jest jak rzeka, która płynie swobodnie tam, gdzie chce – nie da się mu niczego narzucić.

„Studenci” czy „osoby studenckie”? Jak z perspektywy lingwistycznej najrozsądniej opisywać grupy mieszane?

Tradycyjnie używamy formy męskiej – nawet przy 99 studentkach i jednym studencie powiemy „studenci”. Można jednak stosować formy podwójne („studentki i studenci”) lub wspomniane „osoby studiujące”. Osobiście wolę formę „osoby studiujące” niż „studenckie”, ale to moja preferencja. W języku królem jest „uzus”, czyli powszechne użycie. Można też pokusić się o awangardową formę, czyli o użycie formy żeńskiej wobec grupy, ale to raczej jako ćwiczenie pokazujące, jak język kształtuje rzeczywistość – na co dzień odradzam, bo wywołuje to natychmiastowe protesty mężczyzn.

Mówisz, że użycie feminatywu w tytule to dziś „przepis na sukces” i zasięgi. Dlaczego te kilka liter w końcówce wyrazu wyzwala w ludziach aż taką agresję?

Chciałabym przede wszystkim, abyśmy przestali hejtować innych za wybory gramatyczne. Dzisiaj użycie feminatywu w tytule to gotowy przepis na zasięgi i klikalność, ale niestety karmione bardzo wulgarnymi komentarzami. To poruszające, do czego doszliśmy jako społeczeństwo. Słyszałam o osobach deklarujących, że nie będą się leczyć u „onkolożki” tylko dlatego, że użyła tej formy. Ja sama, jak i inni twórcy zajmujący się tym tematem, dostaję groźby. Mężczyźni promujący język równościowy bywają nazywani „zdrajcami płci”. To już idzie w bardzo ekstremalną stronę.

Martyna Faustyna Zachorska to jedna z najbardziej wyrazistych postaci współczesnej polskiej lingwistyki, która udowadnia, że o gramatyce można mówić do tysięcy ludzi, nie tracąc przy tym naukowego rygoru. Językoznawczyni, tłumaczka i doktorantka, szerszej publiczności dała się poznać jako „Pani od feminatywów”. Na swoim profilu na Instagramie, obserwowanym przez ponad 62 tysiące osób, z dystansem, ale i żelazną logiką, edukuje o roli żeńskich końcówek, demaskując przy tym mechanizmy nienawiści i manipulacji w sieci. Laureatka prestiżowych wyróżnień, m.in. Twórczyni Roku Ofeminin oraz wyróżniona na listach Forbes Women, SEXEDPL i nominowana do tytułu Kobiety Roku Glamour. Jest autorką bestsellerowej książki „Żeńska końcówka języka”, a obecnie powraca z nową publikacją „Dziwne Stany Ameryki”, w której jako amerykanistka analizuje kulturowe i społeczne paradoksy zza oceanu.

Przewijanie do góry
logo LCI Wydarzenia Lubuskie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.