Smak patriotyzmu, czyli przez żołądek do serca Polaka. I nie tylko

Conference room with a speaker at a podium presenting slides to a seated audience, banners on the side, and string lights overhead. • Smak patriotyzmu, czyli przez żołądek do serca Polaka. I nie tylko
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W pszczewskim Folwarku spotkali się lubuscy producenci żywności, aby poznać sekrety i zawiłości certyfikacji, europejskiej, polskiej i regionalnej. Najważniejszym elementem tej „zabawy” nie jest bowiem zachęcanie do patriotyzmu w kuchni, ale zapewnienie takiej jakości produktów, która pozwala uznać je za wizytówkę regionu, kraju.

Siłą rzeczy najwięcej mówiono o znaku „Produkt polski”. W przeciwieństwie do wielu innych marketingowych oznaczeń „polskości”, znak ten nie jest inicjatywą prywatną ani dobrowolnym certyfikatem wizerunkowym. To oznaczenie ustawowe, wprowadzone w 2017 roku nowelizacją przepisów o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Jego celem było uporządkowanie rynku i przeciwdziałanie nadużyciom, czyli sytuacjom, w których „polskość” produktu była bardziej sugestią niż faktem.

– Oczywiście robiąc zakupy zwracam uwagę na etykiety – mówi członek zarządu województwa Łukasz Porycki. – Staram się wybierać te produkty, które mają flagę Polski, bo to jest gwarancja, że zostały wyprodukowane w naszym kraju. Dążymy do tego, również będąc w województwie lubuskim, żeby wprowadzać na etykietach oznaczenia, że produkt pochodzi od producenta regionalnego z województwa lubuskiego, bo ten lokalny patriotyzm jest bardzo ważny w dzisiejszych czasach. W związku z tym, że mamy otwarty rynek, ta żywność napływa do nas z każdego krańca świata, ale również eksportujemy na różne strony świata, bo świadomość konsumentów musi być bardzo, bardzo wysoka. Ważne jest aby te oznaczenia każdego produktu były jasne, czytelne. Aby konsument wybierał świadomie.

 • Smak patriotyzmu, czyli przez żołądek do serca Polaka. I nie tylko

Jaki znak twój?

Warunki używania oznaczenia „Produkt polski” są precyzyjnie określone i – co istotne – kontrolowane przez państwo. W największym uproszczeniu dla produktów nieprzetworzonych (np. warzyw, owoców, mięsa) – muszą być one w całości wyprodukowane na terytorium Polski, dla produktów przetworzonych – co najmniej 75 proc. składników (z wyłączeniem np. wody i soli) musi pochodzić z Polski, a cały proces przetwarzania musi odbywać się w kraju. To istotna różnica wobec wielu innych znaków – tutaj nie wystarczy siedziba firmy czy polski kapitał. Liczy się realne pochodzenie surowców i miejsce produkcji. Za kontrolę odpowiada m.in. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, co nadaje oznaczeniu charakter bardziej systemowy niż promocyjny.

– Oczywiście zależałoby nam na tym, aby nasi rodacy kupowali polskie produkty również ze względów patriotycznych –  uważa Marek Halasz, dyrektor lubuskiego oddziału Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. – Ważne dla nas, żebyśmy szukali etykiet z oznaczeniem produktu polskiego. Kody kreskowe dają nam sto procent pewności, że to jest produkt wyprodukowany w Polsce. I oczywiście sięgajmy po te produkty, które mają dodatkowe certyfikaty. Żeby je zdobyć producenci musieli dużo przejść i mamy pewność najwyższej klasy jakości żywności.

Z perspektywy klienta znak „Produkt polski” działa jak szybki filtr decyzyjny. W sytuacji nadmiaru informacji i etykiet, proste oznaczenie graficzne staje się skrótem: „to jest stąd”. Badania rynku, przywoływane przez instytucje publiczne i branżę, wskazują, że większość Polaków deklaruje preferencję dla krajowych produktów, szczególnie w kategorii żywności. Motywacje są różne, od wsparcia krajowej gospodarki, przez przekonanie o wyższej jakości lub świeżości, po emocjonalny patriotyzm konsumencki.

Group of professionally dressed adults seated in a conference room, attentively watching a presentation. (Foreground: man in blue suit, woman in brown, man in gray suit)

To tylko narzędzie

Dla producentów „Produkt polski” to narzędzie o dużym potencjale sprzedażowym, ale jednocześnie wymagające. Spełnienie kryteriów, zwłaszcza w przypadku produktów przetworzonych, bywa wyzwaniem logistycznym i kosztowym. Dla części firm znak staje się wręcz koniecznością – jego brak może być dziś zauważalny w konkurencji półkowej.

„Produkt polski” funkcjonuje równolegle do systemów unijnych, takich jak „Chroniona Nazwa Pochodzenia” (PDO), „Chronione Oznaczenie Geograficzne” (PGI) oraz Gwarantowana Tradycyjna Specjalność (TSG). Różnica jest zasadnicza: unijne systemy są bardziej restrykcyjne i związane z konkretnym regionem oraz tradycją produkcji, a nie tylko krajem. Przykładowo Chroniona Nazwa Pochodzenia wymaga, by wszystkie etapy produkcji odbywały się w określonym obszarze geograficznym. Można więc powiedzieć, że „Produkt polski” odpowiada na pytanie „z jakiego kraju pochodzi produkt”, podczas gdy certyfikaty UE – „z jakiego miejsca i z jakiej tradycji”.

Dobre, bo lubuskie

– Zajmujemy się dziczyzną – wyjaśnia Magalena Dec z Decowej Manufaktury. – Stąd myślę, że przy tym procencie lesistości, to był oczywisty wybór, jeśli chodzi o to, co mamy podawać klientowi. Aczkolwiek naszym pierwszym klientem były nasze dzieci, więc sięgnęliśmy po to, co nam daje natura, po to, co jest zdrowe. Oczywiście mamy już sporo na swoim koncie i certyfikatów, i różnych odznaczeń i wyróżnień. Ale to wszystko jest drugoplanowe. Dla nas ważne jest to, co podajemy klientowi, co jest lubuskie i zdrowe.

Lubuskie konsekwentnie buduje swoją markę w oparciu o rozwijające się winiarstwo, produkty lokalne i krótkie łańcuchy dostaw oraz turystykę kulinarną. Wielka w tym rola Lubuskiego Centrum Produktu Regionalnego, które wspiera rosnącą grupę producentów lubuskiech, których ponad 500 znajduje się w bazie centrum. Ale nawet najlepsze przepisy nie zastąpią jednego: zaufania konsumenta. A to, jak pokazuje rynek, buduje się nie tylko poprzez oznaczenia, czy układanie piramidy edukacji konsumentów, lecz przede wszystkim poprzez konsekwentne utrzymanie wysokiej jakości.

Speaker on stage with a microphone beside a projected slide titled 'Transparentność Buduje Zaufanie' in a brick venue hall.

Po produkty regionalne często sięga mistrz kuchni Tomasz Proc.

– Bo to, co lokalne równa się zdrowe – mówi chef. – To, co najsmaczniejsze mamy w Lubuskim. Jeżdżąc po całym świecie, po całej Polsce i szukając najlepszych produktów, przez całe życie szukałem nie wiem czego, a okazało się, że najlepsze mam obok mnie. Dla kucharza a i myślę, że dla zwykłego człowieka, to jest najważniejsza rzecz mieć kontakt producentem. On opowie, jak wyhodował, ile włoży w tego serca, jak to jest zrobione. Wtedy to jedzenie ma swoją opowieść. Jeśli jedzenie nie ma opowieści, jest kolejnym posiłkiem, który zjadamy.

Przewijanie do góry
logo LCI Wydarzenia Lubuskie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.