Słynny cytat z „Hamleta” Williama Szekspira brzmi: „Słowa, słowa, słowa”. Tytułowy bohater, książę Hamlet, wypowiada je do Poloniusza, doradcy króla, sugerując, że słowa to tylko puste dźwięki, pozbawione głębszego znaczenia. Wielu moich znajomych, słuchając naszych prawicowych polityków, ma skłonność do lekceważenia ich wypowiedzi, twierdząc, że to polski polityczny folklor, którego przeboje gramy i śpiewamy przy okazji wyborów.
„Wróć do Kurdystanu” – krzyczeli ludzie na sesji w Policach. „Powinien zbudować trzy meczety, bo są trzy kościoły” – piszą o nim w sieci. Shivan Fate, starosta policki, od lat mieszka w Polsce, pracuje dla mieszkańców, ma polskie obywatelstwo. Dziś mierzy się z nienawiścią tylko dlatego, że nie urodził się w Polsce. W rozmowie mówi wprost: ktoś świadomie rozgrywa temat migracji, podsyca lęki i dzieli społeczeństwo. I dodaje, że wszystko zaczyna się od słów. Tak zaczęły się też lata 30. XX wieku. Jak mówi, hejt wylał się na niego nagle. „Wśród mieszkańców nigdy nie czułem, że jestem inny, obcy. Ja w ogóle nie traktuję siebie, że jestem skądś indziej. Żyję tutaj, jakbym całe życie tutaj żył. To jest mój kraj”. Teraz przestał się czuć pewnie na ulicy.
Słuchając polityków i komentatorów naszego życia, podziwiam to, jak łatwo przechodzą im przez gardło różne słowa i w tym momencie nie myślę o obietnicach, a raczej o ocenach innych ludzi, o kryteriach, według których ktoś jest „be”, a inny „cacy”. Celuje w tym zwłaszcza pewna prawicowa telewizja, obrzucając naturalnym nawozem wszystkich, którzy nie pasują do jej wizji świata, od Tuska po żonę polskiego astronauty. A jak pokazuje przeszłość, chociażby lata 30. minionego wieku w Niemczech, w podobnych okolicznościach przyrody słowa ważą niczym kamienie.
„Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Gdy słucham tych, którzy kamienują najcięższymi słowami, a wiem, ile mają na sumieniu, tracę wiarę w człowieka, bo przecież ci wszyscy robiący w polityce to też ludzie, chociaż oczywiście tacy, którzy myślą, że wolno im więcej. A my często, poprzez swoje wybory, dajemy im na to przyzwolenie. I często ich słowa traktujemy jak własne.




