W iłowskich ogrodach, wśród gęstych rododendronów, kamienie ze słowiańskiej świątyni spotykają się z japońskimi ścieżkami, a chińskie bramy księżycowe łączą się z miłością do psów. Stworzył je człowiek o nieprzeciętnej wyobraźni i głębokim zauroczeniu kulturą Dalekiego Wschodu.
Nazwisko Hochberg znane jest głównie dzięki arystokratycznej rodzinie z Książa, której losy – pełne przepychu, skandali i tajemnic – do dziś rozpalają wyobraźnię. Ród kojarzy się najczęściej z księżną Daisy czy księciem Hansem Heinrichem XV, jednak nie mniej interesujący był Friedrich (Fritz) – hrabia, który wymykał się schematom epoki.
Był podróżnikiem, poliglotą, kolekcjonerem sztuki, a według niektórych także ambasadorem cesarskich Niemiec w Japonii. Od dziecka zmagał się z gruźlicą kości. Gdy tylko stanął na nogi – dosłownie i w przenośni – z chorowitego chłopca stał się obieżyświatem. Odwiedził Indie, potem odbył ponad roczną podróż na wschód przez Australię, Azję Południowo-Wschodnią, aż dotarł do Japonii, która całkowicie go zauroczyła.
Orientalna wizja hrabiego
Po powrocie do Europy swoją miłość do kultury dalekowschodniej tchnął w majątek w Iłowej. Zgromadził tam pokaźną kolekcję dzieł sztuki Wschodu oraz egzotycznych roślin. Renesansowo-barokowy gmach pałacu wzbogacił odrobiną secesji i, oczywiście, orientu. Łatwo sobie wyobrazić, że w tamtych czasach to eklektyczne połączenie epok i stylów musiało robić spore wrażenie. Zresztą do dziś pałac urzeka oryginalnym klimatem.
Obecnie w budynku mieści się szkoła. Wnętrza rezydencji, choć pozbawione oryginalnego wyposażenia – mebli czy obrazów – wciąż zachwycają zachowanymi sztukateriami, freskami i detalami architektonicznymi. Można je zwiedzać jedynie po wcześniejszym uzgodnieniu wizyty z dyrekcją placówki.

To jednak nie sam pałac, a otaczające go ogrody – autorski projekt Fritza, inspirowany dalekimi podróżami – stały się prawdziwą dumą iłowskiego majątku.
Spacer po parku jest podróżą przez style, epoki i kultury. Ma w sobie coś z baśni i dalekich światów. Wystarczy przekroczyć bramę, by zanurzyć się w zielonej przestrzeni, pełnej ukrytych zakątków, alejek, mostków i zaskakujących detali.
Na początek – niewielki, ale urokliwy ogród francuski. Klasyczna kompozycja, geometryczne linie i spokojna elegancja nadają tej części parku subtelnie romantyczny charakter. W ciepłe dni unosi się tu zapach róż, który dopełnia atmosferę.
Więzienie, nagrobek i zdrada
Kawałek dalej znajduje się miejsce dawnego aresztu, w którym hrabia zamknął na całe miesiące swoją niewierną żonę. Z okna celi Gizela miała widok na nagrobek ukochanej psiny hrabiego. Na kamieniu wyryto słowa: „Kochany psie, kiedy patrzę w twoje wierne oczy, doznaję ukojenia trosk i kłopotów”. Wydawał się być dla niej niejako zaproszeniem do zastanowienia się, jak wygląda prawdziwa lojalność. Nieme przypomnienie najwyraźniej jednak nie przemówiło do Gizeli, ponieważ, gdy tylko opuściła celę, wykradła hrabiemu biżuterię i część gotówki, po czym zniknęła bez śladu.
Pierwszy ogród japoński w Europie
Krajobraz zaczyna się zmieniać. W pewnym momencie park zaczyna mówić innym językiem – mniej europejskim, bardziej dalekowschodnim. To tu Fritz zrealizował swoją orientalną wizję. Ogród japoński w Iłowej uznawany jest za pierwszy tego typu w Europie – i za pierwowzór późniejszego ogrodu wrocławskiego. Różnicą jest to, że w Iłowej nie znajdziesz kasy biletowej, regulaminów ani godzin otwarcia. Ogród jest po prostu… otwarty. Zawsze i dla każdego.
Choć powstał na nizinie, naśladował układ górski, zgodnie z japońską filozofią tworzenia pejzaży „w miniaturze”. Pagórki, kamienie ułożone jak szczyty, wijące się ścieżki i staw z kilkoma wyspami tworzą harmonijną całość. Na skraju ogrodu rozciąga się las rododendronów o powierzchni 1,5 ha. Rośnie tam około 280 krzewów, które z czasem urosły niemal do rozmiarów drzew. Sadzonki tych roślin hrabia przywiózł z Chin i Japonii. Wiosną cały las wypełnia się intensywnym zapachem oraz feerią barw – zakwita aż 28 odmian o różnych kolorach.
Każdy zakątek ogrodów w Iłowej opowiada własną historię – nawet kamienie leżące przy ścieżkach mają swoje opowieści.
Aby uzyskać efekt ogrodu skalnego, hrabia postanowił sprowadzić do parku głazy. Ogłosił, że za każdy kamień zapłaci. Okoliczni chłopi szybko odpowiedzieli na apel – i przywieźli kamienie z niedalekiej, zapomnianej świątyni pogańskiej. Kamienny krąg otaczający stary dąb, oddalony o około dwa kilometry od Iłowej, został rozebrany niemal do zera. Była to słowiańska świątynia, a niektóre z kamieni do dziś noszą ślady celtyckich znaków runicznych.

W kolejną podróż ogrody przenoszą nas do Anglii.
Ta część parku jest pełna swobody i starych drzew. Rosną tu niezwykłe gatunki: tulipanowiec amerykański, platan klonolistny, modrzew europejski, a także potężny buk zwisły – jeden z najstarszych w Polsce. Rozległe trawniki są wprost idealne na piknik – albo angielską herbatkę.
Dalej znów zmieniamy kontynent. Wkraczamy do Chin.
Ta część parku jest nie tylko kolejnym efektem fascynacji Hochberga kulturą Dalekiego Wschodu, ale i mistrzowskim przykładem sztuki ogrodowej, która łączy naturę z filozofią. Jego projekt bazuje na zasadach feng shui – starożytnej chińskiej sztuki aranżacji przestrzeni, mającej na celu zapewnienie harmonii pomiędzy człowiekiem a otoczeniem. Najbardziej charakterystycznym elementem są bramy księżycowe. Ceglane mury z okrągłymi i owalnymi otworami, które symbolizują fazy księżyca, sprawiają wrażenie portali do innego świata. W rzeczywistości Fritz, znany z zamiłowania do zwierząt, szczególnie swoich psów, zaprojektował tę część parku tak, by pełniła również funkcję toru wyścigowego dla jego czworonożnych towarzyszy.
Spacer przez ogrody hrabiego kończy się przy tzw. Mostku Miłości – również utrzymanym w stylu chińskim. Jednak jego nazwa nie ma zbyt romantycznego rodowodu, ponieważ to właśnie na tym mostku Friedrich najprawdopodobniej przyłapał swoją żonę „na gorącym uczynku”.




