W skansenie w zielonogórskiej Ochli trwają miejskie dożynki. Tylko z pozoru te dwa pojęcia się wykluczają. Na terenie Winnego Grodu, szóstego pod względem wielkości miasta w Polsce działa 17 sołectw. Bowiem samorządowa stolica województwa to nie tylko winnice. Rosną tutaj zboża, kwitną sady, pasą się krowy i rolnicy obchodzą swoje święto plonów…
Siedemnaście zielonych tabliczek wbito w słomiane sześciany. Wielu gości zielonogórskich dożynek dopiero w tej chwili skojarzyli, że mamy w granicach miasta kilkanaście dawnych wsi, czyli tyle, ile ma wiele gmin wiejskich.
– Rzeczywiście pozornie określenia „dożynki” i „miasto” się wykluczają – mówi z uśmiechem wiceprezydent Zielonej Góry Paweł Tonder. – Jednak po połączeniu miasto i dawne wsie żyją w symbiozie, chociaż ze względów praktycznych dzielimy Zieloną Górę na „nową” i „starą”. Uczymy się ten stan akceptować, a mieszkańcy mają wybór, czy chcą żyć na terenie zurbanizowanym, czy w pięknych okolicznościach przyrody.

Święto zainaugurowała uroczysta msza polowa
Miasto nie szkodzi
Na terenie Zielonej Góry działa 399 gospodarstw. Prawie połowa z nich, wedle danych z ostatniego Powszechnego Spisu Rolnego, liczy ledwie 1-5 ha areału. Najwięksi rolnicy mają ponad 100 ha ziemi. Jest ich niewielu, bo zaledwie szesnastu. Areał 50-100 ha posiada 28 producentów rolnych, natomiast 20 gospodarzy ma 20-30 ha. Trzeba pamiętać, że wiele pół należy do przedsiębiorców, którzy nie mieszkają w Zielonej Górze, ani nawet w województwie lubuskim.
– Prowadzę gospodarstwo rolne w Zatoniu, które w mojej rodzinie jest jakieś 40 lat – mówi Michał Przygrodzki, sołtys Zatonia i starosta miejskich dożynek. – Rzeczywiście rolnicy bali się połączenia gminy i miasta. Jednak rzeczywiście, podatki nie wzrosły, nie ma nowych utrudnień.

Święto zainaugurowała msza polowa
Na zielonogórskich polach najszybciej zobaczymy pszenicę, pszenżyto i kukurydzę na paszę. To aż trzy czwarte zasiewów. Produkcją zbóż zajmuje się blisko 260 gospodarstw. To one dominują w zielonogórskim rolnictwie. Hodowlą zwierząt, głównie drobiu i bydła, zajmuje się ponad 20 gospodarstw. Niemal zniknęli hodowcy trzody chlewnej.

Można było spróbować lokalnych specjałów
Wiejski aromat
Jeśli mówimy o ewentualnych zgrzytach słychać je jedynie ze strony mieszczuchów. Michał Przygrodzki mówi o rowerzystach, którzy korzystając ze ścieżek rowerowych, narzekają na wiejskie zapachy. Podobnie jest z miejskimi klientami sklepu otwartego niedawno w Zatoniu. Prezydent Pabierowski reaguje na podobne uwagi i mówi krótko: „rolnicy byli tutaj pierwsi” i decydując się na zamieszkanie na terenie wiejskim, musimy liczyć się z ewentualnymi dodatkowymi „atrakcjami”.
Przykładem symbiozy miasta i sołectw były sobotnie „Dożynki z Miejskim Charakterem”, łączące tradycję święta plonów z miejskim klimatem. Była polowa msza święta, rozstrzygnięcie konkursów dożynkowych, wręczenie odznaczeń, występy artystyczne, Sołtys Show – Turniej Sołectw i wreszcie koncert zespołu Nadija. Oczywiście nie zabrakło lokalnych przysmaków, szczypty historii i atrakcji dla najmłodszych. Nagroda za stworzenie wieńców, zarówno tego tradycyjnego, jak i nowoczesnego trafiła do Starego Kisielina. Grupa stworzyła słomianą miniaturę wiatraka.

Świętujących „miejskich” rolników odwiedził marszałek Sebastian Ciemnoczołowski.
– Mam tylko jedną uwagę żartuje Norbert Gawlik, mieszkaniec „starej” części Zielonej Góry. – Gorzowiacy zawsze dokuczali nam, że jesteśmy dużą wsią. Jak przeczytają o dożynkach, będą mieli nowy powód do drwin.
– Niech drwią – wzrusza ramionami jego żona. – Mi to połączenie miasta z dawnymi wsiami bardzo się podoba.

Miniony weekend stał pod znakiem kolejnych imprez dożynkowych, m.in. w Leśniowie Wielkim, Letnicy, Nowym Miasteczku. Uczestników świąt plonów odwiedził marszałek województwa lubuskiego Sebastian Ciemnoczołowski.
– Dziękuję wam – rolnikom za wasz codzienny wysiłek – mówił m.in. marszałek Ciemnoczołowski. – Dzięki waszej pracy mogą rozwijać się nasze mniejsze i większe społeczności, mogą rozwijać się gminy, powiaty i województwo. Całe życie mieszkam na wsi. Trud pracy rolników jest mi bliski i za ten codzienny wysiłek dziękuję.





