W 2012 świat miał się skończyć. A jednak, ziemia nadal się obraca. Tak więc, patrzymy w przyszłość i… chyba trochę się boimy tego co może przynieść?
Dawniej myśleliśmy o jutrze, gdzie samochody latają, wakacje spędzamy w hotelu na Marsie, a na kolację połykamy kapsułkę wypluwaną przez kuchenny automat. Optymizm wobec przyszłości był widoczny wszędzie tam, gdzie myślą przewodnią było „jutro”. Wyobrażenia były w technikolorze. Estetyka wizualna dopełniała ten obraz: jasne, pastelowe kolory, błyszczące powierzchnie i aerodynamiczne kształty tworzyły wizję świata fascynującego, pełnego nadziei i możliwości.
Dziś w wyobrażeniach przyszłości kreskówkowe wizje z Jetsonów zastąpiły mroczne scenariusze Black Mirror. Dla wielu z nas science fiction, fantazje o tym, co mogłoby się wydarzyć kojarzą głownie z dystopiami. Ziemia w ruinie po katastrofie klimatycznej, czy sztuczna inteligencja wymykająca się spod kontroli to już nowa klasyka gatunku. Entuzjazm zastąpiła świadomość technologii i jej konsekwencji. Właściwie, to niepokój.
Dlatego, myślę, że kontra tych depresyjnych wizji przykuwa uwagę. Alternatywna wersja tego, jak to kiedyś może być jest mniej znana, za to całkiem inspirująca. Solarpunk to jednocześnie nurt i ruch. Łączy słońce i sprzeciw.
Pierwszy człon wydaje się zrozumiały sam przez się – odnosi się do energii odnawialnej i ekologii. „Punk” natomiast nie oznacza irokeza, lecz symboliczny bunt – sprzeciw wobec ponurej wizji przyszłości. Wręcz przeciwnie, może być piękna, zielona i pełna życia. Wyobraźmy sobie świat, w którym roślinność wraca do miast, a ludzie żyją w zgodzie naturą i mądrze korzystają z jej zasobów. Gdzie, technologia nie zastępuje świata przyrody, lecz go wspiera. Brzmi jak bajka? Być może. A na tę chwilę – nawet na pewno. Ale każda realna zmiana zaczyna się od wyobraźni, a solarpunk dostarcza właśnie takich marzeń.
Różnica między aktualnym, ponurym sci-fi, a wyobrażeniami sprzed lat pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze myślenie o przyszłości. Zrobili się z nas okropni pesymiści! Solarpunk czerpie z tęsknoty za tym dawnym entuzjazmem i przypomina jak kiedyś wyobrażaliśmy sobie jutro.
To, co? Wracamy do przyszłości?




