Niepisane reguły, co nosić, a czego nie, machają już z oddali na pożegnanie. Trendy są tylko sugestiami, a zasady… cóż, kto ich w ogóle jeszcze przestrzega?
Kocham to, że mogę bez skrępowania i obawy przed kąśliwymi komentarzami, paradować po mieście w moich ulubionych żółtych kaloszach, czy na co dzień nosić sobie futro a’la żona mafioza. Jeszcze te X lat temu nie miałabym na tyle odwagi – i to wcale nie ze względu na mój wiek, a ogólnopolską mentalność. Coś się zmieniło – dziś swoboda wyszła z modowych stolic i rozlała się po małych miasteczkach.
Mimo wszystko, są pewne granice. Nie ma mowy, że jak pójdę w tych gumiakach na rozmowę o pracę to zostanę potraktowana poważnie. Tak samo nikt mnie nie przekona, że na spokojnie można iść do filharmonii w bluzie. Nie chodzi tu o jakiekolwiek narzucanie, a kulturę. Jakiś taki rodzaj szacunku – jeśli nie do tradycji, to do sytuacji i tam obecnych.
I teraz, po tym przydługim wstępie: w pewnym szczecińskim ogólniaku na wejściu dzieciaki witają hasłem: „Szkoła to nie plaża”. Od razu prowokuje pytanie: czy dress code powinna mieć również szkoła?
Sam slogan jeszcze mieści się w granicach rozsądku, ale już jego przekaz i przede wszystkim autorzy plakatu wywołały burzę. Kiedy w szkolnym hallu wisi materiał z logo organizacji o jasno określonym profilu (powiązanej m.in. z Ordo Iuris), granica między informacją a promocją robi się naprawdę cienka.
I tak, jak to w Polsce bywa, nawet dyskusja o szkolnym ubiorze szybko nabiera politycznego wymiaru.
Różowiutki transparent Konfederacji Kobiet RP, na którym połowę zajmuje wygenerowana w AI dziewczynka, instruuje: nie pokazuj brzucha, nie rób mocnego makijażu, ani manicure. Panie, jak czytam w sieci, „przeciwdziałają seksualizacji kobiety”. Naprawdę nie wiem, na jakiej planecie, uznawanie odsłoniętego pępka trzynastolatki za gorszący nie jest właśnie nadawaniem ciału kontekstu seksualnego.
Pytanie o normy ubioru w szkole rodzi jakieś 735 kolejnych. I to jest świetna dyskusja. Myślę, że uczniowie powinni być świadomi, że czasem należy ubrać się tak, a czasem inaczej. Tylko najwyraźniej to dziewczynki muszą zastanawiać się, co w szkole wypada, a co już podpada.




