Zbigniew Kołodziej: To było wbicie noża w moje plecy (WIDEO)

Zbigniew Kołodziej: To było wbicie noża w moje plecy (WIDEO) Wicemarszałek województwa lubuskiego Zbigniew Kołodziej w studiu Lubuskiego Centrum Informacyjnego.

Czy nowa funkcja jest dla niego nagrodą pocieszenia, a może wręcz degradacją? Jaki będzie finał wewnętrznej wojny u lubuskich ludowców? Rozmowa ze Zbigniewem Kołodziejem, nowym wiceprzewodniczącym lubuskiego sejmiku z PSL.

Wszyscy obecni podczas wyboru wiceprzewodniczącego sejmiku zagłosowali „za”. To powód do satysfakcji?

Jednogłośny wybór na wiceprzewodniczącego daje odczucie, że moja praca w sejmiku jest dobrze odbierana i oceniana przez różne strony polityczne, bo każdy w głosowaniu tajnym mógł zagłosować po swojemu. Cieszę się, że tak to wyglądało.

Wiąże Pan z tą funkcją jakieś takie poważniejsze plany? Niektórzy powiedzą, że przewodniczący czy wiceprzewodniczący to jest tak naprawdę tylko prowadzenie obrad.

Będąc często w terenie, nawiązując kontakty w różnych środowiskach samorządowych na pewno jest lepszy prestiż, gdy jest się wiceprzewodniczącym sejmiku, niż tylko zwykłym radnym. Na pewno bycie wiceprzewodniczącym daje też różne opcje forsowania konkretnych działań, którymi zajmuje się sejmik. Chcę też nadal spotykać się z mieszkańcami regionu, by przede wszystkim mówić o tym, czym sejmik się zajmuje, jakie ma kompetencje.

Ta nowa funkcja jest dla pana nagrodą pocieszenia? Bo tak naprawdę zamienił się pan miejscami z Anną Chinalską.

Na pewno funkcja członka zarządu daje więcej możliwości działania, bycia bardziej efektywnym. Dlatego pod tym względem mogę odczuwać, że to jest nagroda pocieszenia i może nie całkowitej degradacji, ale nie da się ukryć, że członek zarządu może więcej.

Nie da się też uciec od powrotu do tego, co wydarzyło się 18 sierpnia. Arkadiusz Dąbrowski mówi o tym wprost, że odebrano panu szacunek, potraktowano jak leszcza. Mocne słowa.

Muszę przyznać, że potwierdzam jego słowa, bo tak się czułem. Praktycznie chwilę przed sejmikiem dowiedziałem się, że jednak nie będę desygnowany na członka zarządu, że prezes Tomczyszyn ma inne zdanie w tej sprawie. Jego argumentacja mnie nie przekonała. Uważam, że to było wbicie noża w moje plecy.

To kolejna odsłona wewnętrznej walki w PSL i podziałów, które widać od dłuższego czasu?

Do tej pory nie chciałem się angażować po żadnej ze stron. Obserwowałem to wszystko na spokojnie. Być może te działania prezesa powodują to, że można mieć inne spostrzeżenie i uważam, że niektóre działania są nie do końca dobre dla PSL, szczególnie patrząc na przyszłość partii. Po raz pierwszy mam klarowne odczucie, że jest podział i nie wiem, czy przy ponownym wyborze na prezesa Stanisława Tomczyszyna, uda się wszystkim zjednoczyć. Boję się, że to może być dalszy podział.

Poprzez pana w takim razie Arkadiusza Dąbrowskiego?

Nie wiadomo, kto ostatecznie będzie kandydował na prezesa. Czas pokaże.

Mówi pan o tym, że są te podziały jakich nigdy nie było. Jak to może wyglądać po wyborach, niezależnie kto je wygra? Dojdzie do rozłamu, ktoś partię opuści?

Być może z tych względów trzeba wybrać trzecią drogę, jeśli ani jeden, ani drugi nie może połączyć. Może ktoś trzeci się znajdzie, który będzie miał możliwość dogadania się z jedną i drugą frakcją i szukać porozumienia. 5 października mamy wybory i mam nadzieję, że z tego coś wyniknie. Jak to się skończy? W jakim kierunku pójdzie PSL? Na ten moment ciężko mi powiedzieć.

Cała rozmowa:

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.