Zaczyna się od filiżanki kawy, a kończy na odzyskanej wierze w siebie. „Kawa z kobietą aktywną” to coś więcej niż spotkanie – to przestrzeń, w której kobiety widzą się nawzajem, słyszą i przypominają sobie, że nadal są ważne. Niezależnie od wieku, miejsca i życiowego etapu.
Kawa, spotkanie, motywacja – wiara w siebie.
Tak w skrócie można by opisać gorzowskie spotkania pod hasłem „Kawa z kobietą aktywną”, które od ośmiu lat konsekwentnie budują kobiecą wspólnotę. Od kilku pań na początku do ponad czterdziestu uczestniczek dziś – z Gorzowa i z różnych zakątków północnej części województwa lubuskiego.
Przyznam szczerze: gdy dołączałam do tego grona, myślałam, że to będzie po prostu babskie gadanie przy kawie. Miłe, lekkie, trochę cukru do kawy i do duszy.
I… miałam rację.
Ale tylko trochę.
Bo bardzo szybko okazało się, że za tą kawą stoi coś znacznie głębszego. Organizatorka spotkań, Joanna Owczarek-Romaniszyn, od początku tworzy je wyłącznie dzięki sponsorom, o których sama zabiega. Bez projektów, grantów i jednorazowych fajerwerków. To nie jest chwilowa moda. To proces. Relacje. Historie – czasem trudne, czasem piękne, zawsze prawdziwe. I realne wsparcie, które potrafi postawić na nogi.
Spotkania są otwarte dla kobiet w każdym wieku. Z różnym bagażem doświadczeń, z różną historią i – co najważniejsze – z różną przyszłością. I właśnie na przyszłość kładę tu nacisk.
Nie ma znaczenia, czy jesteś z małego miasta czy z większego. Czy prowadzisz firmę, pracujesz na etacie, czy właśnie szukasz swojej drogi. Czy jesteś singielką, żoną, mamą małych dzieci albo tych, które już opuściły dom. W tym kręgu każda historia ma prawo wybrzmieć.
To tutaj rodzą się relacje, wraca odwaga do nowych kroków albo – przeciwnie – umacnia się przekonanie, że nie musisz niczego zmieniać, bo jest dobrze. I jedno, i drugie jest w porządku.
„Kawa” nie zatrzymuje się tylko w Gorzowie. Odwiedza także inne miejscowości. Bywa elegancko i networkingowo, z pysznym ciastem i dobrą kawą, w atmosferze jak z dobrej kawiarni. Czasem pojawia się odrobina szaleństwa – pokazy taneczne, masaże, element luksusu. Ale zawsze najważniejsza pozostaje przestrzeń do rozmowy.
Prelekcje, pogadanki, spotkania z ekspertkami, przedsiębiorczyniami, coachkami, doradczyniami. Każda z uczestniczek wychodzi z czymś innym – z własną, osobistą prawdą, która w danym momencie jest jej potrzebna.
Raz w roku „Kawa z kobietą aktywną” przybiera formę bardziej galową. Oficjalną. Wyjątkową. Taką, by każda kobieta mogła poczuć się częścią czegoś naprawdę szczególnego. Banał? Też tak myślałam.
A potem w tym roku założyłam sukienkę w stylu lat 20. i 30., perły, weszłam do pięknie przystrojonej sali i… poczułam się dokładnie tam, gdzie chciałam być. Tu i teraz.
O tym „tu i teraz” mówiła Basia Basińska – trenerka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, coach, mediatorka sądowa. O uważności, o obecności w swoim życiu, o dawaniu sobie zgody na szczęście. O tym, że nie musimy być cierpiętnicami, że nie każda zmiana musi być rewolucją i że „inne” wcale nie znaczy „gorsze”.
O szacunku do siebie mówiła również Anna Pakuła – tancerka tańca brzucha i intuicyjnego, artystka, od ponad 20 lat prowadząca studio tańca orientalnego AISHA. Szacunek do ciała, do zdrowia, do tego, co jemy i jak się ruszamy. Bo z wiekiem stajemy się bardziej świadome. I to jest nasza siła.
W rozmowach po prelekcjach wybrzmiał jednak temat trudniejszy. Kobiety w pewnym wieku… znikają.
Brzmi dziwnie, ale jest boleśnie prawdziwe. Po czterdziestce przychodzi dojrzałość i samoświadomość, ale często też kryzys – menopauza, dorastające dzieci, starzenie się. Kobiety stają się niewidoczne – dla siebie i dla innych.
I bardzo często z tej pustki wyciąga je inna kobieta. Ta, na której można się oprzeć. Bo przecież nadal jesteśmy. Nadal jesteśmy sobie potrzebne. Na wielu etapach życia wsparcie nie jest luksusem – jest koniecznością.
Podczas ostatniego spotkania Joanna Owczarek-Romaniszyn opowiedziała szczerze, że był moment, kiedy nie miała siły wejść na własne wydarzenie. Nie chciała się uśmiechać, nie chciała nikogo widzieć. Miała trudny czas.
A jednak weszła. Poprowadziła spotkanie. A feedback, który dostała od kobiet, pomógł jej „posklejać skrzydła”.
Dlaczego to robi?
– Dla tych uśmiechów. Dla relacji. Dla wyjścia z domu. Dla motywacji, która potrafi wyciągnąć z najgorszego dołka – odpowiada.
Bo to nie jest luksus na pokaz, ścianki i flesze. To jest światło, które zapala się w środku.
I temu właśnie służą inicjatywy, które integrują kobiety, budują ich potencjał i tworzą bezpieczną atmosferę do rozwoju.
Piszę to podczas urlopu. Nie dlatego, że muszę.
Dlatego, że chcę.




