Samotny szeryf

Samotny szeryf Zakola i meandry. Andrzej Flügel

Pan Bogdan ma już dosyć byłego ministra sprawiedliwości, który czmychnął na Węgry i stamtąd atakuje rząd.

Trzeba przyznać, że robi to z dużą dozą bezczelności. Przedstawia siebie jako ofiarę spisku i zemsty politycznej. Mało tego, przyrównuje się do ludzi kiedyś walczących albo chociaż niepopierających komuny, których stan wojenny zastał za granicą i postanowili nie wracać. Ma się niemal za żołnierza wyklętego, samotnego szeryfa walczącego z mafią. Wplątał w akcję żonę, która nie wiedzieć czemu też dostała azyl. Mówi o szukaniu haków na biedną kobietę. W opowieści pojawia się syn, który po hipotetycznym aresztowaniu jego i żony będzie pozbawiony opieki. Słowem – roztacza obraz wymyślony, zbudowany z jego projekcji i obliczony na współczucie i wywołanie emocji.

Oczywiście pan Zbyszek nie byłby sobą, gdyby obok roztaczania atmosfery ewentualnego linczu na nim, wskazywania na brutalną zemstę Tuska z Żurkiem nie bluzną jadem. Pojawia się oczywiście z błyskiem w oku groźba, że oni nie będą rządzić wiecznie i jak pan Zbyszek wróci do władzy, wszystkich swoich wrogów pozamyka i to dopiero będą rozliczenia.

Pana Bogdana najbardziej już wkurzają dyskusje polityków na ten temat w telewizjach informacyjnych. Ludzie prawicy pytani o byłego ministra i jego azyl na Węgrzech powtarzają jak mantrę, że go rozumieją, bo w Polsce nie miałby rzetelnego procesu. Tradycyjnie dodają, jakby z listy ustalonego przekazu medialnego, że w Polsce jest nielegalnie przejęta prokuratura, a sędziowie są wskazywani i wybierani w zależności od sympatii dla władzy.

Ostatnio stało się modne dodawanie, że byłemu ministrowi może grozić wywiezienie z Budapesztu w bagażniku, co jest oczywiście świadomym zmanipulowaniem tekstu obecnego ministra sprawiedliwości, który stwierdził, że gdyby Polska nie była krajem praworządnym, to pana Zbyszka można by rzeczywiście przywieźć w bagażniku.

Z kolei przedstawiciele koalicji rządowej mówią o 26 zarzutach kryminalnych i o tym, że – jak kiedyś powiedział minister – uczciwi ludzie nie mają się czego bać. I tak to się kręci.

Najciekawsze jest to, że gdyby w Polsce był taki reżim, jak to opisują pisowcy, a sędziowie ramieniem władzy, to pan Zbyszek zamiast buńczucznych tekstów wygłaszanych znad Dunaju dawno oglądałby świat przez kratki.

I tyle…

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.