Etos pracy, poświecenie całych rodzin. To oni budowali powojenny Gorzów. Historię rzemiosła ukazała Dominika Muniak w dokumencie, którego premiera odbyła się 22 stycznia.
W Miejskim Ośrodku Sztuki DKF Megaron odbyła się premiera filmu dokumentalnego „Gorzowskie rzemiosło. Opowieści pokoleń”. Dominiki Muniak. To opowieść o ludziach, którzy po 1945 roku tworzyli od podstaw codzienność i tożsamość Gorzowa – pracą własnych rąk, cierpliwością, pasją i etosem, którego dziś coraz bardziej brakuje. Nie byli wcale klasą wyższą…
Pełna sala wzruszeń
W czwartkowy wieczór sala Miejskiego Ośrodka Sztuki wypełniła się po brzegi – nie tylko widzami ciekawymi historii miasta, ale przede wszystkim całymi rodzinami rzemieślniczymi, dla których ten film był czymś więcej niż projekcją. Był powrotem do źródeł. Wzruszającym świadectwem życia ich rodziców i dziadków. Pamiątką, która chwyta za serce.
Dominika Muniak w filmie „Rzemiosło ma moc” przenosi widzów do Gorzowa tuż po 1945 roku – do czasów, gdy miasto trzeba było budować na nowo. Rzemieślnicy przybywali z różnych stron, często z małym dobytkiem, ale z wielką determinacją. To oni zakładali pierwsze zakłady, tworzyli miejsca pracy, uczyli młodych fachu i dawali ludziom to, co było najbardziej potrzebne – solidną usługę, naprawę, produkt, który miał służyć przez lata.
W dokumencie wybrzmiewają głosy samych rzemieślników, a także ich dzieci i wnucząt. To właśnie te osobiste historie – proste, szczere i pełne emocji – sprawiają, że film staje się kroniką nie tylko zawodów, ale całych rodzinnych światów. Na ekranie pojawiają się piękne, stare fotografie Gorzowa i jego mieszkańców, które ożywiają miasto sprzed dekad i pozwalają zobaczyć, jak wyglądała codzienność tych, którzy pracowali bez pośpiechu, ale z ogromną odpowiedzialnością.
Podczas projekcji w sali panowała niezwykła atmosfera. Wiele osób nie kryło łez. Pokazano historie m.in. rodziny Koralewskich i Szypiórkowskich, dawnych gorzowskich zakładów – jak choćby firmy pana Lepki wykonującej pieczątki czy pierwszych zakładów fryzjerskich. Każda z tych opowieści jest jak cegła, z której budowana była powojenna tożsamość miasta.
Film pokazuje, jak ogromny trud wkładano w pracę – w każdą czynność, w każdy detal. Bez dzisiejszych technologii ludzie musieli radzić sobie sami: wytwarzać, naprawiać, kombinować, oszczędzać materiały i wykorzystywać to, co było dostępne. W jednej z najbardziej poruszających scen powraca wspomnienie czasów, gdy zepsutą parasolkę się naprawiało, a pończochy cerowało – bo rzeczy miały wartość, a praca była sztuką cierpliwości.
Jakość, nie ilość
Ten kontrast z dzisiejszym światem wybrzmiewa mocno. Dziś często wyrzucamy i kupujemy nowe – szybko, bez zastanowienia. Dawniej liczyła się jakość, dokładność i szacunek do materiału. Rzemiosło było nie tylko pracą, ale też sposobem na życie i przekazywaną z pokolenia na pokolenie szkołą charakteru.
Jednym z bohaterów filmu jest także gorzowski rzemieślnik i muzyk Marian Klaus, znany z tego, że był jedynym w okolicy, który stroił fortepiany i akordeony. Syn Pan Mariana – Rafał – przypomina również o jego innowacjach i pomysłowości – o tym, jak w czasach braków potrafił znaleźć rozwiązania, które dziś wydają się niemal nieprawdopodobne. Jedna z opowieści mówi o sytuacji, gdy do naprawy uszkodzonego pedału użyto… języka ze skórzanego buta kolegi. Tak właśnie wyglądała codzienność tamtych lat – pełna zaradności i rzemieślniczej wyobraźni.
Co ważne, ten rok jest szczególny – przypada bowiem 100-lecie urodzin Mariana Klausa, a film staje się pięknym ukłonem w stronę jego dorobku i pamięci o ludziach, których praca na trwałe wpisała się w historię miasta.
„Rzemiosło ma moc” to dokument stworzony w niezwykle ciepłym klimacie. Kamera zatrzymuje się na detalach: starych narzędziach, zniszczonych teczkach, schodach, archiwalnych zdjęciach. Dzięki tym ujęciom widz niemal dotyka przeszłości. Czuje jej fakturę, zapach warsztatu, ciężar pracy rąk i cichą dumę z dobrze wykonanego zadania.
To również opowieść o rodzinach, które prowadziły zakłady wspólnie – często wszyscy pracowali razem, dzieląc obowiązki i odpowiedzialność. Jak wspomina rodzina Szypiórkowskich – w piekarni każdy miał swoje zadanie, a praca była rytmem domu. Ten obraz rodzinnego rzemiosła przypomina, że zakłady nie były tylko firmami. Były miejscem wychowania, nauki, wspólnoty.
Dominika Muniak podkreśla, że uchwycenie tych historii było dla niej wielką przygodą, ale też misją – bo wiele zawodów powoli znika, a wraz z nimi odchodzi pamięć o świecie, w którym praca znaczyła coś więcej niż tempo i wynik. Jak mówi dokumentalistka, dziś coraz rzadziej spotyka się podobną cierpliwość, staranność i jakość. Tym bardziej warto ocalić te opowieści – zanim zostaną tylko wspomnieniem.
Premiera filmu była wydarzeniem ważnym i symbolicznym – pokazującym, że Gorzów pamięta o tych, którzy go współtworzyli. To wzruszający hołd złożony ludziom pracy – rzemieślnikom, którzy naprawiali, budowali, uczyli i dawali miastu fundamenty codzienności.
Na zakończenie, niespodzianką i wielkim wzruszeniem było wręczenie przez Starszego Cechu, Ryszarda Migdała i Dyrektorkę Biura Cechu, Magdalenę Borowczak-Florczak Honorowej Odznaki za Zasługi dla Rzemiosła Gorzowskiego dla twórczyni filmu.
-To dla mnie ogromne wyróżnienie i motywacja do dalszej pracy na rzecz naszego rzemieślniczego środowiska – mówiła Dominika.
Film będzie można obejrzeć także w lutym podczas kolejnej projekcji w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wlkp. oraz na platformie You Tube.
Wydarzenie zostało zrealizowane w ramach stypendium Prezydenta Gorzowa Wielkopolskiego.
Bo naprawdę – rzemiosło ma moc. I ma też serce.




