Były gratulacje, uściski dłoni VIP-ów, błysk fleszy… Lubuscy młodzi lekkoatleci odebrali powołania na obóz kadry młodzików. Dla nich to przedsionek kariery i początek realizacji marzeń o wielkim sporcie. Reprezentują kluby i klubiki z całego regionu, udowadniając, że talent wsparty ciężką pracą przynosi efekty.
W Sali Kolumnowej lubuskiego urzędu marszałkowskiego odbyło się uroczyste, oficjalne wręczenie powołań na pierwszy w historii obóz centralny całej kadry wojewódzkiej młodzików województwa w lekkiej atletyce. Drugim celem spotkania było podkreślenie znaczenia wsparcia samorządu województwa dla rozwoju sportu dzieci i młodzieży. Tego „duchowego”, ale i wymiernego.
– To bardzo ważne, ciekawe i godne uwagi podkreślenie tego wydarzenia, dlatego że wpisujemy się w system swoistych podpowiedzi dla tych młodych ludzi – stwierdził Grzegorz Potęga, wicemarszałek województwa lubuskiego. – Słuchajcie, reprezentujecie klub z Nowej Soli i Słubic z Gorzowa, ale dzisiaj już to nie tylko kluby. Tu reprezentujecie województwo lubuskie i chcielibyśmy aby zostaliście w przyszłości byli reprezentantami Polski. I myślę, że ta młodzież ma tego świadomość i też podeszła do tego wyjątkowo w sposób taki bardzo poważny.

Podstawa piramidy
Jednak rola samorządu województwa nie ogranicza się jedynie do uroczystych gestów. To również rzeczywiste pieniądze, które trafiają do klubów w kontekście rywalizacji sportowej dzieci i młodzieży, ale i wychowania przez sport. Ale do tej dyscypliny sportu trafia również niezależna transza i w tym roku jest 150 tys. zł. Okazuje się, że w Polsce tylko trzy samorządy decydują się na podobne wsparcie i to w mniejszym stopni. To pozwala na zatrudnienie ponad czterdziestu trenerów, a co za tym idzie zbudowanie systemu szkoleniowego dla dzieci i młodzieży, trenujących na terenie województwa lubuskiego. To jest bardzo wymierne, przynoszące korzyść działanie.
W Polsce mówimy o pewnym kryzysie lekkiej atletyki. Czy powinniśmy wrócić do pracy od podstaw? Lubuscy trenerzy i działacze mówią o pewnym przełomie. Po raz pierwszy wyłoniono kadrę województwa w tej kategorii wiekowej, zorganizowano wspólny obóz w Kołobrzegu.
– To może być przełom, bo żeby istniał sport seniorski musimy zacząć pracę na samym dole – mówi prezes LPZLA Adam Kaczmarek. – To będzie trudne i na efekty trochę poczekamy, ale myślę, że to jest jedyny sposób na to, aby odbudować lekkoatletykę i jej potencjał, który tak naprawdę istnieje. Lekkoatletyka jest sportem mniej medialnym chociaż ostatnio u nas w kraju jednak się rozwija i medialnie też jest pokazywana. Nie możemy konkurować z żużlem, czy z piłką nożną, ale cieszymy się, że mamy okazję takie wydarzenia organizować, możemy zapraszać ważnych gości.
Jak stwierdził, jest to dla niego osobiście na tyle ważne wydarzenie, że zdecydował napisac sobie wczesniej treść wystąpienia.
– Naszym celem jest stworzenie spójnego i długofalowego programu, który pozwoli wam rozwijać się w sposób świadomy, bezpieczny i efektywny – kontynuował. – Chcemy, aby skrupulatnie przygotowane programy szkolenia podczas zgrupowań centralnych były czymś więcej niż tylko obozem sportowym. To ma być przestrzeń do nauki, integracji, wymiany doświadczeń i budowania tożsamości sportowej. Wierzymy, że dzięki współpracy trenerów, wsparciu rodziców oraz zaangażowaniu instytucji samorządowych i partnerów Lubuskiego Związku Lekkiej Atletyki jesteśmy w stanie stworzyć środowisko sprzyjające rozwojowi młodych talentów – mówił prezes.

Rumieńce na ściance
Powołania na obóz wręczano w kolejności alfabetycznej. Uścisk dłoni marszałka, piątka z prezesem, fotka z VIP-ami… Większość młodych ludzi była wyraźnie stremowana. Cóż, to pierwszy występ na ściance. Reprezentacja…
– Trenowałam koszykówkę, pływałam, uprawiałam gimnastykę artystyczną… – mówi Maja Wrębel z AZS AWF Gorzów. – Jednak postawiłam na lekkoatletykę i to na rzuty. Wujek mówił, że to idealna dyscyplina sportu dla mnie, zwłaszcza rzut młotem. Spróbowałam i wyszło. Dwukilowym młotem rzuciłam 42 metry. Teraz moim celem jest taki sam wynik tym trzykilogramowym.
Szymon Broniarski uprawia bieg na 1000 metrów. Dlaczego biegi, a nie piłka nożna?
– Zdecydowanie wolę dyscypliny sportu, gdzie wszystko zależy ode mnie, gdy biorę pełną odpowiedzialność za wyniki – tłumaczy. – W sportach zespołowych nie tylko sukcesem trzeba się dzielić, ale i płacisz za błędy innych. Jestem indywidualistą.
Żegnając się z młodymi sportowcami zarówno wicemarszałek, jak i prezes wyrazili nadzieję, że wkrótce i oni, ale i świat o nich usłyszy.





