W środę wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. III-ligowa Lechia Zielona Góra całkiem zasłużenie pokonała Jagiellonię Białystok 3:1 w meczu 1/16 finału piłkarskiego Pucharu Polski. Dwie bramki zdobył Przemysław Mycan, jedną dołożył Rafał Ostrowski.
Środowy (12 października) pojedynek cieszył się zainteresowaniem, którego organizatorzy wyraźnie nie przewidzieli. Ponieważ nie była to impreza masowa, na trybunach lekkoatletycznego stadionu przy ul. Sulechowskiej w Zielonej Górze mogło zasiąść maksymalnie 999 widzów.
Pozostało kibicowanie przed telewizorem…
Bilety dostępne w internecie rozeszły się bardzo szybko. Pewna pula wejściówek była dostępna w dniu spotkania w kasie przed stadionem. Sprzedaż miała się rozpocząć o 13.00 (półtorej godziny przed meczem). Ponieważ w kolejce ustawiło się zdecydowanie więcej ludzi niż było biletów, kasa została otwarta wcześniej. A około 12.35 na profilu Lechii na Facebooku pojawiła się informacja:
„Biletów nie ma, zapraszamy do transmisji na Polsat Sport, prosimy o niepojawianie się w kolejce pod stadionem. Z góry dziękujemy za zrozumienie. Kibicujmy przed telewizorami, walczmy o następną rundę”.
Bramkarz Pogoni Świebodzin: Lechia tanio skóry nie sprzeda
Jednym z pierwszych w kolejce był Filip Kubacki, bramkarz IV-ligowej Pogoni Świebodzin. Po zajęciach na uczelni chciał jeszcze wpaść na szybką kawę do pobliskiej restauracji, ale zobaczył, że przed kasą zaczynają gromadzić się ludzie, więc zrezygnował z dużej czarnej. Piłkarz kupujący bilet na mecz piłkarski to raczej nieczęsty widok…
– Nieczęsty, ale mamy tutaj Puchar Polski, fajne wydarzenie sportowe dla województwa, dla całej okolicy, dla całej piłkarskiej społeczności na Ziemi Lubuskiej. Myślę, że fajna okazja, żeby zobaczyć, jak to wygląda z trochę innej perspektywy niż zawsze – zauważył Kubacki, który w kolejce po bilet stanął około 12.00 i jak stwierdził, było warto.
Czego spodziewał się po pojedynku III-ligowej Lechii z ekstraklasową Jagiellonią? – Myślę, że to będzie mecz walki. Umiejętności na pewno będą po stronie Jagiellonii, ale myślę, że Lechia tutaj tanio skóry nie sprzeda – miał nadzieję Kubacki i trafił w dziesiątkę. Ale o tym za chwilę…
Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia, ile bramkarz Pogoni. Kilkanaście minut po 13.00 rozmawialiśmy z kibicami z Ośna Lubuskiego i Pszczewa, którzy urwali się z pracy i pędzili, żeby obejrzeć to spotkanie. Ale spóźnili się, bo jak przyjechali, to biletów już nie było… Rozczarowali się także piłkarze Odry Nietków, którzy pojawili się przed stadionem.
Przemysław Mycan i 1:0, Przemysław Mycan i 2:0!
Wszystkich, którzy w środę nie mogli zasiąść na trybunach, ominęło wyśmienite widowisko. Czy ktoś w to wierzył, czy nie, w 9 minucie Lechia sensacyjnie objęła prowadzenie. Mateusz Zientarski świetnie podał na lewe skrzydło do Sebastiana Górskiego, ten popędził z piłką, dograł w pole karne, a Przemysław Mycan perfekcyjnie wykończył akcję.
8 minut później Jagiellonia powinna wyrównać, ale rzut karny to przecież jeszcze nie gol. Sędzia podyktował jedenastkę po faulu Mycana na Bogdanie Tiru. Przy czym wyraźnie dostał sygnał od kolegów z VAR, bo decyzja zapadła ze sporym opóźnieniem. Martin Pospisil umiejętnie zmylił Wojciecha Fabisiaka, ale przy okazji nie trafił w bramkę…
A Lechia nie pękała, cały czas prowadząc otwartą grę z faworyzowanym rywalem. I w 33 minucie podwyższyła na 2:0! W roli egzekutora ponownie wystąpił Mycan, tym razem wykorzystując podanie od Zientarskiego, który dopiero w grudniu skończy 18 lat.
Tuż przed przerwą Jagiellonia piekielnie przycisnęła. Było widać, że zrobi wszystko, by wcisnąć „bramkę do szatni”. Tak też się stało. W 45 minucie Bartłomiej Wdowik przepięknie przymierzył w długi róg i Fabisiak musiał wyciągać piłkę z siatki.
A tuż po przerwie główka Rafała Ostrowskiego i 3:1!
Na taki obrót spraw Lechia odpowiedziała najlepiej jak mogła. Już w 2 minucie drugiej połowy podwyższyła na 3:1! Z lewej strony boiska dośrodkował Górski, w polu karnym piłkę głową zgrał Mykyta Łoboda, a Rafał Ostrowski – także strzałem głową – pokonał Sławomira Abramowicza.
Rywale potrzebowali dobrych kilkunastu minut, by otrząsnąć się po tym ciosie. Ale jak już zamknęli nas na połowie, to nie było zmiłuj. Lechię przed stratą bramki dwukrotnie uratowały słupki, a kilka razy także Fabisiak, interweniując wprost genialnie. Im bliżej jednak było końcowego gwizdka, tym napór Jagiellonii słabł. I sensacja stała się faktem.
Mecze 1/8 finału Pucharu Polski zostały zaplanowane na 9 listopada.
Fotogaleria z meczu Lechia Zielona Góra – Jagiellonia Białystok



































































































