Inkwizycja Kaczyńskiego i serce na Kremlu (FELIETON)

Inkwizycja Kaczyńskiego i serce na Kremlu (FELIETON)
Komisja ds. badania rosyjskich wpływów na polską politykę ma być prokuraturą, służbą specjalną i sądem w jednym. Pisowska komisja ma orzekać nieodwołalnie o tym kto był lub jest uwikłany w rosyjską agenturę. I niczym inkwizycja – będzie mogła torturować upatrzone ofiary, niszczyć politycznych oponentów PiS dla swoich kampanijnych celów. Putin zaciera ręce.

Jest jeden racjonalny powód, dla którego taka komisja mogłaby powstać, ale akurat tym powodem się ona nie zajmie, choć już dawno powinny zająć się tym polskie służby specjalne. A mianowicie – jak to się stało, że niejaki Falenta w roku 2014 najpierw sprzedał rosyjskim służbom nagrania polityków PO i ówczesnego rządu, a potem – nieznanymi do dziś kanałami – trafiły one do prawicowych mediów, wydawanych przez wyznawców Kaczyńskiego. Nagrania natychmiast zostały przez nich nagłośnione i rozdmuchane do tego stopnia, że wyniosły PiS do władzy w 2015 r. Z czyjej inspiracji to się stało?

Innymi słowy – jak to się stało, że banalne ośmiorniczki i kilka przekleństw w wykonaniu polityków nagranych przez kelnerów na zamówienie zadłużonego u Rosjan Falenty, zmieniły kierunek polskiej polityki po myśli Putina, konfliktując nas z zachodnimi sojusznikami. Bo przecież dziś, po ośmiu latach rządów PiS, bliżej nam do autorytarnej Rosji niż do liberalnej Unii Europejskiej. I chodzi nie tylko o brutalizację polityki na wzór putinowski, chodzi nie tylko o zaszczuwanie opozycji przez pisowskie media. Chodzi głównie o to, co miała na myśli rosyjska „Niezawisimaja Gazieta”, która w roku 2015 napisała, że Kaczyński i Putin mogliby się porozumieć, gdyby „porozmawiali od serca”.

Nie można stawiać znaku równości pomiędzy Putinem a Kaczyńskim, gdyż Kaczyński nie może pozwolić sobie na tyle, co Putin. A to dlatego, że Polska, dzięki udanej transformacji ustrojowej po 1989 r., weszła do wspólnoty państw, które potrafią instytucjonalnie powstrzymywać zapędy szaleńców przy władzy. Rosja tych mechanizmów nie ma. A Kaczyński do takiego właśnie modelu państwa zmierza: państwa bez mechanizmów powściągania władzy. To pierwsza zasadnicza cecha, która upodabnia go do Putina, a Nowogrodzką lokuje ideowo blisko Kremla.

Lecz wspólnota ich serc i mentalności jest widoczna na wielu płaszczyznach i trzeba je przypominać. Obaj – Putin i Kaczyński – mają podobne motywacje polityczne, wyrosłe na poczuciu krzywdy i chęci wyrównania rachunków. Politykę Putina napędza zemsta za rozpad Związku Radzieckiego, a politykę Kaczyńskiego napędza zemsta za Okrągły Stół i za katastrofę smoleńską.

Obaj – Putin i Kaczyński – osiągnęli mistrzostwo w oskarżaniu o zły stan państwa wszystkich, zwłaszcza sąsiadów, tylko nie siebie. Putin uznał, że problemem kraju nie jest bieda Rosjan i zacofanie jego kraju, problemem nie jest korupcja, bogacenie się elit i rosnące nierówności społeczne, tylko problemem jest bogactwo Ukraińców i ich europejskie aspiracje. W tym samym czasie Kaczyński uznał, że głównym problemem Polski nie jest inflacja i galopująca drożyzna, nie jest brak należnych Polsce funduszy na ratowanie gospodarki po pandemii, tylko problemem jest brak reparacji wojennych od Niemiec z tytułu wojny zakończonej 78 lat temu.

Obaj – Putin i Kaczyński – zupełnie nie liczą się z fatalnym wizerunkiem swojego kraju w świecie. Obaj żyją w oderwaniu od realiów, nie podróżują po świecie, choć każdy z nich z innych powodów: Putin z powodu sankcji, Kaczyński z własnej woli. Obaj są nieufni wobec zmian i nowości. Obaj traktują swe kraje jak samotne, wyizolowane wyspy, które można zawinąć w kokon, otoczyć murami i udawać, że reszty świata nie ma.

Obaj – Putin i Kaczyński – popychają swe państwa w stronę sojuszu tronu i ołtarza. Putin – z Cerkwią prawosławną, Kaczyński – z Kościołem katolickim. Jak zauważył gen. Janusz Nosek, były szef kontrwywiadu wojskowego na łamach Gazety Wyborczej, Kaczyński i Putin w takim samym stopniu przedstawiają się jako obrońcy moralności i obaj stawiają siebie po stronie chrześcijańskich wartości w kontrze do zachodniego „nihilizmu”.

Jedno jest pewne: Kaczyński powinien być jako pierwszy przesłuchany przez komisję do spraw badania wpływów rosyjskich na polską politykę. Ale pod warunkiem, że byłaby niezależna od niego i od ludzi z sercem na Kremlu i uchem na Nowogrodzkiej.

Poprzedni felieton:

Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.