– Trzy lata temu sąd uznał, że prezydent Zielonej Góry ma zutylizować odpady! A tam jest cała tablica Mendelejewa – mówiła w niedzielne południe marszałek Elżbieta Anna Polak. – Należy zmienić prezydenta Kubickiego! – wtórował radny Marcin Pabierowski, na zwołanej przed urzędem marszałkowskim konferencji prasowej. Z kolei poseł Waldemar Sługocki podkreślił, że tylko w 2018 do Polski trafiło 435 tys. ton niebezpiecznych odpadów. – To pokazuje, jak nieodpowiedzialna polityka rządzących ma dzisiaj miejsce – mówił.
Dzień po katastrofalnym w skutkach pożarze toksycznych odpadów w Przylepie, przed urzędem marszałkowskim, w samo południe odbyła się konferencja prasowa z udziałem m.in. marszałek Elżbiety Anny Polak, posła Waldemara Sługockiego i zielonogórskich radnych.
Tłem konferencji był zielonogórski magistrat oraz tablica, na której zwykle wyświetlana jest informajca o jakości powietrza. Dziwnym trafem w niedzielne południe tej informacji zabrakło.
Magistrat z kolei nie znalazł się w tle przypadkowo. – Naczelny Sąd Administracyjny postanowił w marcu 2020, że utylizacja odpadów w Przylepie powinna być zrealizowana niezwłocznie przez prezydenta Zielonej Góry. Trzy lata temu! To jest postanowienie, na które nie można złożyć zażalenia. Ono powinno być natychmiast wykonane. Takie postanowienie NSA wydał, ponieważ dysponujemy dokumentami, co się znajduje w składowisku. Udało się pozyskać dokument, który został sporządzony przez biegłych Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska na zlecenie prokuratora. To jest cała tablica Mendelejewa. Instrukcja dla strażaków na podstawie tego składu jest jednoznaczna: teren izolować, ewakuować mieszkańców, bo to trucizna – mówiła Elżbieta Anna Polak.

Tymczasem ostatecznie decyzji o ewakuacji nie podjęto. Marszałek Polak zarzucała prezydentowi Januszowi Kubickiemu i wojewodzie Władysławowi Dajczakowi informacyjny i organizacyjny chaos w tym zakresie. – Wczoraj o godzinie 18.50 na oficjalnym portalu prezydenta Zielonej Góry ukazał się komunikat: „Organizujemy ewakuację. Proszę nie wychodzić z domu, zamykać okna”. Mamy zdjęcia tych komunikatów i tych ogłoszeń. Wojewoda wciąż nie odwołał alertów, w których również ogłasza, że jest niebezpiecznie. Ogłasza to nie tylko dla mieszkańców Przylepu, ale wysyła również SMS-y i alerty do mieszkańców Zielonej Góry i odległej Wschowy. Gdy dzisiaj zapytałam się na posiedzeniu sztabu, czy należy tam odwołać imprezy plenerowe, był bardzo zdziwiony, że pytam się o jakieś głupoty – komentowała.
Prezydenta Kubickiego należy zmienić!
W podobnym tonie wypowiadał się Marcin Pabierowski, przewodniczący klubu radnych Platformy Obywatelskiej w zielonogórskiej radzie miasta
– Prezydent Kubicki permanentnie nie zdaje egzaminu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo miasta i ochronę obywateli. Koronawirusa nazwał koronaściemą. Pamiętamy też jego bezwładność intelektualną, jeśli chodzi o zatrucie Odry. Dzisiaj mamy punkt trzeci. Tak naprawdę winą tej całej sytuacji należy obarczyć pana Kubickiego, z uwagi na to, że wiedział o tym od 2015 roku. Wiedział przy połączeniu miasta z gminą – komentował.

Pabierowski podkreślał, że radni opozycji wielokrotnie wnioskowali o usunięcie odpadów, inwentaryzację i monitoring.
– Jako pożarnik jestem po prostu przerażony i spać bym nie mógł, gdybym wiedział, że mieszkańcy mają taką bombę ekologiczną przy swoich domostwach – mówił. – Pożar to nie tylko emisja gazów do atmosfery, ale również odpad stały. To gdzieś osiadło na oknach, parapetach, warzywach, drzewach. Ten odpad w wyniku niekontrolowanego spalania jest cały czas wśród mieszkańców – komentował.
– Obowiązkiem przy połączeniu miasta z gminą była utylizacja tych odpadów. Był bonus połączeniowy, 100 mln złotych na inwestycje w Nowym Mieście. Pytam się, gdzie te pieniądze są, dlaczego to nie zostało wykonane? Dlaczego pan Kubicki nie robił konstruktywnych konferencji, wniosków do ministerstwa, dlaczego nie zalewał ich prośbami, by wsparli utylizację odpadów? Nie wiadomo, co z oddziaływaniem na sąsiednie firmy, kto będzie płacił odszkodowania. Ta sytuacja jest bulwersująca – mówił radny.
– Gdzie jest profesjonalny monitoring powietrza w Zielonej Górze? W Przylepie, Zatoniu, Raculi? Bazujemy tylko na jednym odczycie z ul. Krótkiej. Ta sytuacja pokazuje, że miasto jest zarządzane lakonicznie, amatorsko. Mówimy temu „nie”, to jest czerwona kartka dla prezydenta Kubickiego. Należy zmienić pana prezydenta Kubickiego – skwitował.
Takich składowisk jest w Polsce ponad 400
O powagę, rozsądek i odpowiedzialną komunikację z mieszkańcami regionu apelował poseł Sługocki.
– Musimy jednak mówić także o twardych faktach, które od lat mają miejsce na Ziemi Lubuskiej, ale również o tym, co dzieje się w Polsce w kontekście składowania odpadów – zaczął.
Poseł podkreślił, że tylko w 2018 do Polski trafiło 435 tys. ton niebezpiecznych odpadów. – To pokazuje, jak nieodpowiedzialna polityka rządzących ma dzisiaj miejsce. Możemy na własnej skórze przekonać się, co dzieje się wtedy, kiedy nie ma odpowiedzialnych za tego typu decyzje i działania. Zabrakło oczywiście odpowiednich działań zarówno ze strony prezydenta miasta, który jest odpowiedzialny za to, by te odpady zutylizować, ale zabrakło też działań ze strony rządu – komentował podkreślając, że w kraju składowski pododnych do tego z Przylepu jest ponad 400. Jak je usunąć? – W perspektywie unijnej 2021-2027 realizowany jest program w ramach Polityki Spójności o wartości blisko 30 mld euro. Jednym z priorytetów powinny być działania mające na celu usunięcie tych 400 składowisk. Apelujemy do pani minister Anny Moskwy, aby przygotowała natychmiast z właściwym ministerstwem takie zmiany, aby ten program już od poniedziałku mógł uwzględniać likwidację niebezpiecznych składowisk odpadów – apelował poseł Sługocki.
Parlamentarzysta odniósł się też do niedziałającej tablicy. – Czy to przypadek, czy jednak prezydent boi się przekazać mieszkańcom Zielonej Góry rzeczywiste informacje dotyczące stanu środowiska? – zastanawiał się Sługocki. – Mimo tego, że wojewoda uspokaja, ulice Zielonej Góry są wyludnione, ruch jest niewielki. Nie usłyszeliśmy komunikatu, czy jesteśmy bezpieczni, czy możemy wyjść dzisiaj na ulice, bezpiecznie podróżować, czy jutro możemy spokojnie iść do pracy, czy nie grozi nic naszemu zdrowiu. Ta akcja i cała ta sprawa związana ze składowiskiem pozostawiają wiele do życzenia – skwitował.

Strażacy w Przylepie jak likwidatorzy z Czarnobyla
– Parę lat temu jako członek Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska, bezpośrednio po pożarze w Brożku, pytałem wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, czy chce wiedzieć, gdzie będą następne tego typu rzeczy. Nie był zainteresowany. Dzisiaj efekt tego jest widoczny – komentował przewodniczący Sejmiku Województwa Lubuskiego Wacław Maciuszonek. – Rzeczy, które można przewidzieć, którym można przeciwdziałać, kończą się w ten sposób. Chciałbym zwrócić się do pana wojewody: co musi się stać, żeby było zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców? Nie chodzi o to, żeby wywoływać panikę, ale jako mieszkańcy powinniśmy wiedzieć, co tam się dzieje, jakie będą tego skutki. Mogą to być skutki na wiele, wiele lat – mówił.
Głos zabrali też zielonogórscy radni. Janusz Rewers ze smutkiem stwierdził, że w jego humorystycznnych orędziach noworocznych tremat utylizacji odpadów w Przylepie przewijał się dwukrotnie. I to całkiem niedawno, bo w lutym 2022.

– Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, ale staram się słuchać fachowców. Według informacji, które mamy od strażaków, którzy cały czas dzielnie walczą, którym należy się wielki szacunek i uznanie, cały czas coś tam wybucha. Pojawiają się jakieś substancje, które nie bardzo jest jak ugasić, zbiera się jakaś maź, która nie wiadomo, czym jest. Smutne i straszne, że Zielona Góra stała się dzisiaj stolicą tak tragicznych wydarzeń – komentował.
Rewers zaznaczył, że sytuacja wymaga zwołania nadzwyczajnej sesji rady miasta. – Może to wszystko ma związek z tym, że doradcą pana Kubickiego od kilku lat jest pan poseł Mejza. Może niestety ten czarny, ironiczny fakt da nam dużo do myślenia – ironizował.

Strażakom za ich ciężką prace dziękował też radny Sławomir Kotylak. – To jest dla mnie heroizm. Mam na co dzień kontakt z wieloma osobami, które funkcjonują w strukturach Ochotniczych Straży Pożarnych. Ich heroizm zaczyna mi trochę przypominać działania osób, które w pierwszej chwili ratowały Czarnobyl. Te osoby są wielokrotnie bez zabezpieczenia wymaganego przepisami, jeśli chodzi o ochronę dróg oddechowych. Wiemy, że Ochotnicze Straże Pożarne nie są najlepiej przygotowane do działań z zagrożeniami chemicznymi. Zaledwie 20 proc. jednostek, które prowadzą działania w Przylepie, to Jednostki Ratowniczo-Gaśnicze – mówił radny. Podkreślił też, że on jak i jego koledzy z rady są dostępni dla mieszkańców oraz służą wiedzą i pomocą w ramach posiadanych możliwości.




