Radni opozycji w zielonogórskiej radzie miasta chcą zwołania nadzwyczajnej sesji ws. katastrofy ekologicznej w Przylepie. Domagają się informacji od prezydenta na temat podejmowanych działań, bo pojawiają się podejrzenia, że prezydent wraz z dogaszeniem pożaru uznał sprawę za zamkniętą. Informacji oczekują także mieszkańcy, którzy nie czują się bezpieczni i obawiają się konsekwencji pożaru.
Gościem LCI był Tomasz Nesterowicz – miejski radny Lewicy.
-Moim zdaniem nie ma żadnych szans na zwołanie tej sesji. Gdyby była taka wola, to ta sesja byłaby zwołana natychmiast. To się nie zadziało. Sądzę, że będą tutaj wykorzystywane jakieś kruczki formalne, by tego nie zrobić. Najprawdopodobniej argumentem, dlaczego nie możemy się spotkać, będzie to, że w wyniku dowolnego stosowania statutu miasta, tak naprawdę jesteśmy w trakcie trwającej sesji, bo poprzednia sesja została przerwana. Trwa sesja zwyczajna, nie można zwołać sesji nadzwyczajnej, więc zapewne najwcześniej na ten temat porozmawiamy na przełomie sierpnia i września – tłumaczył Nesterowicz.
Jest on zadania, że prezydent Kubicki i jego radni nie obawiają się, że mieszkańcy Zielonej Góry potraktują to jako uciekanie od odpowiedzi na ich pytania oraz odpowiedzialności za to, co stało się w Przylepie.
-Oni rzeczywiście uciekają od tych odpowiedzi. Moim zdaniem liczą na to, że za moment atmosfera trochę przycichnie, pojawi się jedno bądź dwa wydania Łącznika Zielonogórskiego, gdzie przedstawiona będzie zupełnie inna wersja wydarzeń niż ta, którą mieliśmy okazję obserwować i myślę, że jest też nadzieja na to, że za moment będzie Winobranie, które też przykryje ten temat, dodatkowo zbliżają się wybory i będą kolejne emocje – mówił.
Miejski radny Lewicy jest jednak przekonany o tym, że całej sprawy nie da się zamieść pod dywan, bo zwyczajnie nie pozwolą na to zielonogórzanie, którzy boją się o swoje zdrowie.
-Myślę, że mieszkańcy Przylepu, Czarkowa, Łężycy i części Zielonej Góry na to nie pozwolą. Do części osób, pomimo tych uspokajających informacji, takiego swego rodzaju głaskania ze strony prezydenta czy wojewody, że nic się nie stało, coraz bardziej dociera, że tutaj będą długofalowe skutki tego, co się stało. Mieszkańcy zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że komunikaty prezydenta nie odpowiadają prawdzie – podkreślał Nesterowicz.
Cała rozmowa:




