Tematy związane z dziećmi, ich miejscem w społeczeństwie oraz w przestrzeni publicznej, budzą gorące dyskusje. Szczególnie kontrowersyjny stał się pomysł na „strefy wolnej od dzieci”. Choć wywołuje on wiele sprzecznych opinii, zyskuje na popularności.
W sondzie jednej z telewizji śniadaniowych, w której pytano widzów, czy są za powstawaniem przestrzeni niedostępnych dla dzieci, okazało się, że znaczna większość jest na tak. Jednak wydarzenie „tylko dla dorosłych” organizowane przez łódzki aquapark, wywołało internetową burzę. Ideą wprowadzenia dnia wyłącznie dla osób +18 było utrzymanie ciszy i spokoju, a także ograniczenie tłoku. Dorośli wyrażali potrzebę zagwarantowania im komfortu w odpoczynku.
Czy zielonogórskie baseny podążą za trendem?
WOSiR w Drzonkowie, CRS w Zielonej Górze i Pływalnia Solan w Nowej Soli na tę chwilę nie planują takiego rozwiązania. Do tej pory żadna z pływalni nie odnotowała niezadowolenia ze wspólnego korzystania z nich przez dzieci i dorosłych.
– Ci, którzy chcą popływać, to sobie w ciszy i spokoju pływają. Ci, którzy chcą się pobawić w wodzie, to w drugiej niecce też spokojnie to czynią – komentuje Anna Sulima-Jagiełowicz, wicedyrektorka WOSiR w Drzonkowie. Jeśli chodzi o baseny sportowe, wskazuje, że problemem może być brak organizacji. Problem przeszkadzania sobie nawzajem osób typowo pływających i bawiących się rozwiązuje wyznaczenie i oznakowanie torów. Natomiast kwestię akwenu czysto rekreacyjnego pani wicedyrektor kwituje tak: – Po to powstał aquapark, żeby wszyscy z tego korzystali, a zwłaszcza chyba dzieci.

Forma dyskryminacji?
O ile sam pomysł dnia bez dzieci na basenie faktycznie może być przyjemną odmianą dla tych, którzy chcieliby, korzystając z obiektu, zrelaksować się i wyciszyć, problem leży w czymś innym, mianowicie sposobie promowania akcji. Rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak podkreśliła, że w reklamie dnia bez dzieci użyto języka wykluczającego dzieci z życia społecznego.
Gdyby zamiast „dzieci” wstawić tutaj inną grupę społeczną, byłaby to już jawna dyskryminacja. Choć z drugiej strony, przedsiębiorcy przecież mogą dostosowywać ofertę do różnych grup i okoliczności, np.: godziny dla seniorów w sklepach czy strefy ciszy w transporcie publicznym, zwłaszcza gdy dostęp do obiektu na co dzień nie jest ograniczany.
Język ma znaczenie
Wracając do chwytliwego sloganu „tylko dla dorosłych”, jak zauważyła prof. UZ dr hab. Magdalena Hawrysz, kierowniczka Zakładu Językoznawstwa UZ, przykuwa on uwagę nawiązaniem do sfery tabu: — Gdy słyszymy, że film jest „tylko dla dorosłych”, to wiadomo, że pojawią się w nim momenty. Ale pozostała część języka promującego akcję wiąże się z dyskryminacją. Rozumiem potrzebę znalezienia miejsca czy czasu, które będą w pełni odpowiadały potrzebom dorosłych i tylko ich. Natomiast nie można jednak nie dostrzec, że sformułowanie jako całość jest nadużyciem i ma dyskryminujący charakter – mówi profesorka.
Pojawiły się również głosy komentujące sprzeczność tego typu idei z wszechobecną aktualnie polityką prorodzinną. – To z kolei może być odebrane jako presja prorodzinności przez osoby, które nie mają dzieci. I to nie tylko z własnego wyboru, choć i to jest przecież w porządku, ale z różnych innych powodów, medycznych na przykład. Ci ludzie mogą odczuwać nacisk wszechobecnej atmosfery prorodzinnej i to też będzie dyskryminujące.
Potrzebne wyważenie
– Czasami po prostu nie zdajemy sprawy z tego, że coś może być odebrane jako deprecjonujące czy dyskryminujące, a dla osób bezpośrednio zainteresowanych takie właśnie jest. Zawsze namawiam do tego, żeby być uważnym, czujnym, empatycznym i stosować zasadę: moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – uważa językoznawczyni.




