Tajemnicze kręgi, linie, zawijasy, które widać tylko z kosmosu. Słowem czuć wielką tajemnicą i atmosferę pogłębia fakt, że znaczna część tych śladów znajduje się na terenie poligonu w Świętoszowie, czyli terenu od wieków (może nie przesadzajmy) zamkniętego dla większości śmiertelników.
Gdy dobre kilkanaście lat temu szprotawski regionalista Maciej Boryna zabrał mnie na wycieczkę po terenie poligonu, oczywiście za zgodą wojskowych, czułem się, jakbym wylądował na jakiejś tajemniczej wyspie, którą rzadko odwiedzają ludzie. Po pierwsze przyroda. Tu znajduje się południowy kres Wzgórz Dalkowskich, zbudowany z falistych i pagórkowatych zwałów piasku, otoczonych pradolinami Bobru i Kwisy. Do tego równie piaszczysty fragment Borów Dolnośląskich – nizina zbudowana z wydmowych stożków napływowych, naniesionych przez rzeki. W efekcie znaczne połacie poligonu, zwłaszcza te narażone w przeszłości na działalność wojskową, do złudzenia przypominają Saharę.
Pustynia i sawanna
To lubusko-dolnośląska pustynia. I wyglądem bije na głowę przereklamowaną Pustynię Błędowską, gdzie więcej dziś krzaków niż piasku. Wojskowi zresztą skwapliwie dodają, że poligon naprawdę przypomina pustynię. Pada tu rzadko i nawet obserwując chmury, ma się wrażenie, że deszcze omijają ten teren. Upały doskwierają, a gdy zrywa się wiatr, zdarzają się najprawdziwsze burze piaskowe. Twarz wędrowca sieką igiełki piasku. Nic dziwnego, że kolejne armie ćwiczą tu walkę w afrykańskich warunkach. Do tego wspaniałe wrzosowiska, które zwłaszcza jesienią wyglądają niesamowicie… To wówczas mekka pszczelarzy, którzy ściągają tutaj tłumnie w porze kwitnienia wrzosów…

Fot. Maciej Boryna
Co najmniej równie fascynująca jest historia. Niedawno Maciej Boryna pokazał w mediach spolecznościowych tajemnicze znaki, które możemy znaleźć w okolicy przy pomocy zdjęć satelitarnych. Robią niesamowite wrażenie i nic dziwnego, że kojarzą się z obrazami z płaskowyżu Nazca. Niektóre z ujawnionych obiektów są już popularne i posiadają swoje potoczne nazwy, jak np. „Ślad Ufo”, a w rzeczywistości zarys owalnej zabudowy słynnego osiedla Reemtsma z czasów III Rzeszy.

Niektórzy będą zaskoczeni, że z kolei rysunek „Czapka z antenkami” to pozostałość po obiekcie wojskowym, a mianowicie po lotnisku – widmo. Zarys lotniska służył radzieckim pilotom startującym z lotniska pod Szprotawą do doskonalenia celności trafień. Poniżej obiektu doskonale widać liczne leje po eksplozjach wzdłuż fikcyjnego pasa startowego.

Czapka z antenkami
Postać zarzucająca sieć to kompozycja rowów melioracyjnych ze zbiornikiem wodnym na granicy mokradeł i wydm w pobliżu Biernatowa.

Człowiek zarzucający sieć.
Lisy pustyni
Maciej Boryna tłumaczy, że przez wieki tereny te były jednym wielkim bagniskiem. Wzgórze, na którym kiedyś znajdowała się miejscowość Koberbrunn, licząca niegdyś 300 mieszkańców, wyglądało niczym wyspa wśród mokradeł. Dziś stąd obserwuje się strzelanie. I z tego wzgórza widzieliśmy niedawno, jak trąba powietrzna kręciła piaskami wydm w Świętoszowie. Niedaleko była oczyszczalnia ścieków oparta na… pumeksie.
Za sprawą rodziny von Dohna w 1898 pomiędzy Żaganiem a Świętoszowem zaczął powstawać poligon, który dynamicznie rozwijał się aż do końca I wojny światowej – w 1905 zajmował powierzchnię zaledwie 5 tys. ha. Po dojściu nazistów do władzy w 1933 powiększono teren poligonu do tego stopnia, że w czasie II wojny światowej należał on do największych na terenie III Rzeszy. W latach 40. na jego obszarze, a był przeznaczony od początku istnienia do szkolenia oddziałów artylerii, piechoty, saperów i strzelców, ćwiczyło od 60 do 70 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu (wojsk lądowych i Luftwaffe), Waffen-SS oraz Abwehry.

Dziś ćwiczy tutaj m.in. 10 Brygada Kawalerii Pancernej. Fot. 10.Brygada Kawalerii Pancernej
Jak chce tradycja, to tutaj do działań w piaskach Sahary wprawiali się żołnierze słynnego Lisa Pustyni, czyli Erwina Rommla. Po wojnie wykorzystywany przez jednostki Armii Czerwonej, głównie przez stacjonującą w Świętoszowie 20. Zwienogrodzką Dywizję Pancerną. Ludowe Wojsko Polskie mogło korzystać z obiektu dopiero od momentu powstania Układu Warszawskiego w 1955, we wspólnych ćwiczeniach z pozostałymi wojskami państw Układu. W 1992, po opuszczeniu Świętoszowa przez wojska rosyjskie, obie części poligonu zostały połączone, tworząc wówczas największy w kraju kompleks szkolenia poligonowego…
Jądro Ziemi
A wcale tak być nie musiało. Po 1945 roku do otaczających ten teren miejscowości zjechali nawet przesiedleńcy ze Wschodu. Ale wkrótce kazano im opuścić nowe domy. Tak stało się z miejscowościami: Studzianka, Huette, Hirtenau, Koberbrunn, Hilgerei, Buchwalde…

Co charakterystyczne, wiele z nich miało w nazwie określenie „studnia” lub „źródło”. Bo na tym niemal pustynnym terenie właśnie woda była najważniejsza. Na przedwojennej pocztówce okolica reklamowała się bliskością obiektów wojskowych, piaskami, słońcem i… oliwioną systematycznie osią Ziemi. Bowiem z poligonowych miejscowości najsłynniejsza jest – a raczej była – Koberbrunn. Pierwotnie to raptem gospoda na rozstajach, później osada na prawach gminy założona w XVIII w. przy lokalnym trakcie komunikacyjnym i na południowej rubieży Księstwa Głogowskiego. Ale nie z tego słynęła. Zakamarki poligonu kryją bowiem niesamowite historie, które opowiada regionalista Maciej Boryna. Wedle legendy, tu mieści się wielka oś Ziemi, którą miejscowi ludzie musieli oliwić – opowiada Boryna. I przedwojenni mieszkańcy okolicy potrafili to „sprzedać”. Na ówczesnej kartce pocztowej widać właśnie akcję takiego smarowania. Po wsi pozostała jedna z charakterystycznych dla okolicy wież, nieco bunkrów… Towarzyszący nam wojskowi anomalii magnetycznych nie zauważyli, może dlatego, że posługują się raczej GPS. Natomiast rzeczywiście w okolicy występują dziwne kłopoty z łącznością.
Wreszcie ten teren to raj dla miłośników fortyfikacji. Ale to już całkiem inna historia…




