Nie uznaje stagnacji, żyje „tu i teraz” i świadomie łączy życie zawodowe między Zieloną Górą a Warszawą. Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru rozmawiamy z aktorką Sandrą Staniszewską-Herbich – Zielonogórzanką – o wolności w zawodzie, sile sceny i emocjach, które dziś są nam szczególnie potrzebne.
Łączysz życie między Zieloną Górą a Warszawą. To wyzwanie czy świadomy wybór?
Sandra Staniszewska-Herbich: Jedno i drugie. Zielona Góra jest dla mnie najbliższa, tu się wychowałam i tu chciałam wychować dziecko. Ale nie wyobrażam sobie życia bez Warszawy, bo tam pracuję. Jestem freelancerką, więc moje życie to ciągłe zmiany, pakowanie walizki w 30 sekund i gotowość na nowe propozycje. Lubię ten stan – nie nadaję się do stagnacji.
Brzmi jak życie bez planu.
Raczej życie „tu i teraz”. W moim zawodzie trudno planować na lata. Propozycje przychodzą nagle, czasem w ostatniej chwili. I to jest piękne.
Teatr czy film – gdzie czujesz się bardziej „u siebie”?
To dwa różne światy. Ale teatr jest dla mnie wyjątkowy, bo daje prawdziwe spotkanie z widzem. Tam wszystko dzieje się tu i teraz. Nie ma montażu, filtra, powtórki. To jedyne medium, gdzie spotkanie jest tak autentyczne.
Czym dla Ciebie jest to „spotkanie”?
Najważniejszą wartością. „Teatr jest takim spotkaniem prawdziwym, jedynym w tej branży” – i ja w to naprawdę wierzę. Każdy spektakl jest inny, każda widownia inna, każda energia inna. To jest magia, której nie da się powtórzyć.
Mówisz dużo o emocjach. Czy widzowie dziś ich potrzebują?
Bardzo. Żyjemy w świecie ekranów i social mediów, które odbierają nam kontakt z emocjami. A teatr właśnie je przywraca. Czasem widzę, że widz się „broni”, że coś go dotyka – i wtedy wiem, że to działa.
Lubisz tę konfrontację z widzem?
Uwielbiam. Szczególnie na małych scenach, gdzie widzę oczy widzów, czuję ich oddech. Tam jest największa prawda.
A jak wygląda praca aktora od środka? To zawsze takie intensywne doświadczenie?
Tak, bo my nie udajemy emocji – my je naprawdę przeżywamy. Organizm nie rozróżnia, czy to fikcja. Dlatego po spektaklu trzeba się „odbudować”. Każdy ma swoje sposoby.
Zmieniłaś się jako aktorka odkąd zostałaś mamą?
Bardzo. Zmieniła się moja wrażliwość i sposób patrzenia na świat. Dziś bardziej wybieram, bardziej dbam o równowagę. Ale nadal kocham wyzwania i emocje.
O czym dziś marzysz zawodowo?
O rolach, które mnie poruszą. Teraz pracuję nad projektami filmowymi, o których jeszcze nie mogę mówić, ale też gram w spektaklach – od komedii po bardziej dramatyczne rzeczy. Wciąż jestem ciekawa i nienasycona.
Co powiedziałabyś widzom z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru?
Żeby przychodzili. Bo teatr żyje tylko wtedy, kiedy jest widz. I żeby dali sobie szansę na emocje. Bo to one zostają z nami najdłużej.




