Memoriał Edwarda Jancarza, indywidualne mistrzostwa ekstraligi, memoriał Rifa Saitgariejewa, Kryterium Asów… Zaczynają nam się ścigać żużlowcy coraz bardziej na poważnie. No właśnie, kto na torze już wygląda poważnie, a kto niekoniecznie?
Pewien ekspert wieszczy, że problem może mieć Stelmet Falubaz Zielona Góra i nawet sugeruje powtórkę z rozrywki wątpliwej, czyli początku ubiegłego sezonu. Uważa, że z Przemysławem Pawlickim jest wszystko OK – choróbsko, co to wiosną się przypałętało, jakoś przejdzie. Ale już na przykład taki Leon Madsen – bez błysku. Dominik Kubera zatrzymał się w sportowym rozwoju i nie potrafi zrobić kroku do przodu. Damian Ratajczak zupełnie nie przypomina zawodnika, jakim był w sezonie 2025. I takie tam.
Idąc dalej tym tropem, pewnie można zaryzykować tezę, że pogubiony jest także Bartosz Zmarzlik. Memoriał Edwarda Jancarza – niemal bezbłędna faza zasadnicza, ale dopiero trzecie miejsce w półfinale, i to za młodzianami: Mathiasem Pollestadem (lat niespełna 22) i Oskarem Paluchem (lat niespełna 20). Indywidualne mistrzostwa ekstraligi – naprawdę dobra faza zasadnicza, lecz brak awansu do finału po półfinałowej porażce z Martinem Vaculikiem. Memoriał Rifa Saitgariejewa – całkiem solidna faza zasadnicza i trzecia pozycja w finale, za Robertem Lambertem i Bradym Kurtzem. Wiadomo, w tych trzech turniejach Zmarzlik nie zszedł poniżej pewnego poziomu, do którego już lata temu przyzwyczaił kibiców, ale w kluczowych momentach jednak czegoś zabrakło.
Idąc jeszcze dalej tym tropem, warto zauważyć przedsezonową formę żużlowców Gezetu Stali Gorzów. Memoriał Edwarda Jancarza? Dominacja. Pierwszy Jack Holder (z rekordem toru), trzeci Pollestad, czwarty Paluch, czyli trzech w finale. Wiem, że w tym turnieju startował cały zespół Stali, ale byli też: Zmarzlik, Kurtz, Patryk Dudek czy Piotr Pawlicki.




