Motoambulans, bo tak potocznie nazywa się motocyklowa jednostka ratunkowa, którą posiada już w swoich zasobach zielonogórskie pogotowie, od 1 maja wyjedzie na miejskie ulice. Będzie to jednoosobowy zespół, który dotrze tam, gdzie nie radzi sobie zwykła karetka. Chodzi szczególnie o sytuacje, gdy drogi są zakorkowane.
Technicznie rzecz biorąc, motocykl już od dawna jest w zasobach pogotowia, ale po pilotażowych testach jednostka czekała na zmianę przepisów. Te w końcu udało się zaktualizować i 1 maja motoambulans znów ruszy na pomoc Zielonogórzanom.
– Ministerstwo umożliwiło nam stworzenie takiego zespołu dodatkowego – motoambulansu, który również jest wpisany do systemu wspomagania dowodzenia. To oznacza, że motocyklista-ratownik będzie miał tablet, na który przyjdą zgłoszenia, analogicznie jak w przypadku zespołów ratownictwa medycznego jeżdżących klasycznymi karetkami – wyjaśnia Marcin Gałecki, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Zielonej Górze.
Główną zaletą motoambulansu ma być możliwość szybszego dotarcia do pacjenta. Motocykl sprawniej poradzi sobie na zatłoczonych lub zakorkowanych ulicach. Jak podkreślają medycy, czasem będzie chodzić raptem o parę minut, które w efekcie przełożą się na uratowanie ludzkiego życia. Jednostka oraz ratownik zostaną wyposażeni w podstawowy sprzęt ratunkowy.
– Sprzęt jest dostosowany do gabarytów pojazdu. Na pokładzie takiej jednostki znajduje się: defibrylator, respirator, ssak ratunkowy i wszelkiego rodzaju inne urządzenia, które są wykorzystywane podczas czynności ratunkowych. Dodatkowo jeszcze: system łączności, radiostacja, tablet, na który będą przychodziły wezwania. Przeprowadziliśmy próby, zwiększyliśmy kufry, więc na tę chwilę udało się wszystko zmieścić – mówi Gałecki.
Medycy wiedzą, że dyżur na motocyklu to wymagające zadanie, ale w pogotowiu już zapewniono obsadę motoambulansu, a więc nie ma ryzyka, że będzie stał w garażu. Jednostka będzie pracować w godzinach 7:00–19:00, a więc w ciągu dnia. Podczas każdego wyjazdu podstawą ma być bezpieczeństwo ratownika. – Jeżeli będzie niebezpiecznie, ratownik nie będzie wchodził i poczeka na wsparcie kolejnego zespołu lub patrolu policji – podsumowuje Gałecki.
Z danych pogotowia wynika, że w pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. interweniowano ponad 1700 razy.




