Sromotna porażka Stelmetu Falubazu Zielona Góra we Wrocławiu i niespodziewany remis Gezetu Stali Gorzów w Grudziądzu. Tak rozpoczął się dla lubuskich zespołów sezon 2026 w żużlowej ekstralidze. – Narobiliśmy wstydu – skomentował Andrzej Lebiediew.
Stelmet Falubaz, osłabiony brakiem kontuzjowanego Leona Madsena, przegrał we Wrocławiu aż 26:64, najwyżej od dziewięciu lat. Tylko jedno zwycięstwo biegowe i 12 zer po stronie „Myszy” – to smutna statystyka. Trójkę przywiózł Andrzej Lebiediew, ale jak sam stwierdził, był to zbieg okoliczności, bo akurat trafił na słabszych rywali. Zielonogórzanie wyraźnie przegrywali starty, a jak już udało się Dominikowi Kuberze czy Damianowi Ratajczakowi wystrzelić spod taśmy, to i tak później byli bezlitośnie wyprzedzani przez rywali.
Grzegorz Walasek: Trochę przykro
– Fatalny początek sezonu – mówił Kubera (6 punktów i bonus w 6 startach) na antenie Radia Zielona Góra. – Trudno o jakieś wnioski, bo nikt z całej drużyny nie znalazł nic spektakularnego, żeby obrać dobry kierunek. Bardzo dużo zmian u wszystkich, zębatki, dysze, zapłony można powiedzieć, że latały w powietrzu, ale i tak to nie zdawało egzaminu.
– Nie czułem się megaszybki, obierałem złe ścieżki i było jak było – dodał Ratajczak (3 punkty w 6 startach). – Pojechaliśmy słabo, ale na tym meczu świat się nie kończy. Za tydzień mamy Grudziądz i będziemy robić wszystko, żeby u siebie wygrać i żeby w następnych spotkaniach nie wyglądało to tak źle.
– Nie tak chciałem zacząć swoją nową rolę, ale może dobrze, że to się stało już w pierwszej kolejce. Chłopacy teraz wiedzą, że nie jest dobrze, popełniali błędy głównie w ustawieniach. Taki jest sport – stwierdził Grzegorz Walasek, menadżer Stelmetu Falubazu. – Trochę przykro, bo porażka jest dosyć wysoka. Ale przed nami kolejny mecz – wagi być albo nie być, który musimy wygrać.
Piotr Protasiewicz: Miałem ciśnienie
W zupełnie innym nastroju, co zrozumiałe, był trener Piotr Protasiewicz, który przed sezonem przeniósł się z Zielonej Góry do Wrocławia.
– Słowa uznania dla zawodników i ich teamów, bo przez ostatnie dwa tygodnie wykonali kawał ciężkiej roboty – to raz. Dwa – parę dni spokoju i trochę zadowolenia, bo jest z czego – przyznał. – Trochę tonuję nastroje przed hurraoptymizmem, bo to dopiero pierwszy kroczek – góry, doliny będą jeszcze nieraz. Ale na pewno dobrze jest wejść w sezon takim spotkaniem niż słabszym. Ja dodatkowo miałem ciśnienie od kilku dni, ale cieszę się, że wszystko wypaliło.
Piotr Paluch: Należy się cieszyć
Niezwykle zacięty był natomiast mecz w Grudziądzu, gdzie o ekstraligowe punkty walczyli żużlowcy Gezetu Stali. Po XIV wyścigu, w którym Mathias Pollestad ograł Maksa Fricke’a, Gorzowianie prowadzili 44:40 i zdawało się, że wjechali na autostradę do zwycięstwa. Niestety, w decydującej gonitwie na pierwszym łuku przewrócił się Jack Holder i został wykluczony. W powtórce Anders Thomsen uległ parze rywali 1:5 i spotkanie zakończyło się remisem – też cennym.
– Zawsze jest niedosyt, jak jest remis, tym bardziej że mieliśmy fajną przewagę. Ale w ostatnim biegu jadą najlepsi, to była loteria. Każdy z nich do wyjścia z pierwszego łuku chciał się przybliżyć do małej, nastąpiło lekkie tarcie i tak to wyszło – analizował Piotr Paluch, menadżer Gezetu Stali, na antenie Radia Gorzów. – Ale stworzyliśmy naprawdę fajne widowisko i myślę, że kibice powinni być zadowoleni z tego punktu. Wiadomo, że chce się więcej, ale ja patrzę z perspektywy całego sezonu. To jest pierwszy mecz, wszyscy skazywali nas na wysoką porażkę. Pokazaliśmy hart ducha, młode wilki wygrywały biegi, jechały szybko, wspomagane przez liderów. Należy się cieszyć, ale nie popadać w hurraoptymizm, ponieważ sezon jest długi.
Adam Bednař: Poradzimy sobie
– Przez większość osób byliśmy skazywani raczej na dużą porażkę, więc na pewno jest to dla nas udane spotkanie, z którego jesteśmy zadowoleni. Fajne rozpoczęcie sezonu. Wiadomo, już liczyliśmy na zwycięstwo, lecz remis też jest bardzo dobry – skwitował Oskar Paluch (6 punktów w 3 startach).
– Bardzo się cieszę z wyniku drużyny, bo wszyscy myśleli, że wysoko przegramy. Pokazaliśmy, że jesteśmy mocni, że poradzimy sobie – dodał Adam Bednař (5 punktów i 2 bonusy w 5 startach). – Jeżeli chodzi o mój wynik indywidualny, to nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony, bo komplet to nie jest. Ale był to mój pierwszy w 100 procentach mecz, więc myślę, że jest OK. Jest jeszcze dużo rzeczy do poprawy.




