Nakręcanie niechęci, wręcz nienawiści do obcych ludzi, wyglądających inaczej niż wzór „Polaka patrioty”, zatacza coraz szersze kręgi – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pan Bogdan ze zdumieniem ogląda, jak spora część społeczeństwa łapie się na ksenofobiczną i – trzeba, niestety, otwarcie to powiedzieć – rasistowską nagonkę, rozpętaną przez prawicę. To nakręcanie niechęci, wręcz nienawiści do obcych ludzi, wyglądających inaczej niż wzór „Polaka patrioty”, zatacza coraz szersze kręgi.
Pan Bogdan nie robi sobie nadziei, że można coś wytłumaczyć, rozjaśnić horyzonty ogolonym osiłkom, którzy dziś wieszają na stadionach różne hasła, obwieszają się symbolami stosowanymi przez rzeczywiście walczących o wolność naszych rodaków. Niestety, niewiele albo nic nie wiedząc i nie rozumiejąc z naszej historii. Zawsze za to chętni są dać komuś w mordę. Komuś, kto nie tylko ma inne poglądy, ale nawet wygląda inaczej niż ich akceptowany wzór prawdziwego Polaka.
Pana Bogdana mniej martwią niedouczeni kibole, bardziej ludzie wydawałoby się inteligentni, mający odpowiednią wiedzę i ogląd świata, którzy nie tylko ulegają tej zabójczej propagandzie, ale czynnie w niej uczestniczą. Po doświadczeniu, kiedy zabrał głos w jakiejś sprawie dotyczącej aktualnych wydarzeń i został przez prawicowo nastawionych internautów wprost wbity w ziemię, postanowił już nigdy się nie wychylać. Z ciekawością jednak patrzy, kto i jak się wypowiada. Co zaskakujące, największe obelgi wobec tych, którzy nie pasują do ich wizji świata, wysuwają ludzie, którzy – jak wynika z danych, które przedstawiają o sobie – są wykształceni, mają rodzinę, krąg przyjaciół i nawet rozsądnie wypowiadają się na inne tematy. Dlaczego więc ulegają tej fatalnej narracji? Czemu jeszcze podbijają bębenek i dolewają oliwy do ognia? Co nimi powoduje? Skąd taka nienawiść do innych? Po co personalne ataki na tych, którzy mają odmienne poglądy? I to wszystko u ludzi zdawałoby się ogarniętych we wszystkich kierunkach. To przerażające!
Kiedy jednak pan Bogdan posłuchał wypowiedzi polityków podających publicznie nieprawdę, nakręcających atmosferę, judzących na innych, ziejących jadem, przestał się dziwić. Najsmutniejsze jest to, że granica, której – jak wydawałoby się niedawno – nie można przekraczać, już została przekroczona, a my przypatrujemy się temu i zostało nam chyba tylko przerażenie. Niestety…




