O kobiecej solidarności, wzajemnym wsparciu i budowaniu poczucia sprawczości rozmawiamy z Wiolettą Reszkowską – wiceprzewodniczącą Rady Kobiet Województwa Lubuskiego.
Katarzyna Kozińska, Lubuskie Centrum Informacyjne:
Zacznijmy od pytania o relacje między kobietami. Jakie jesteśmy dziś dla siebie nawzajem?
Wioletta Reszkowska:
Myślę, że rośnie świadomość tego, jaką rolę odgrywamy w życiu innych kobiet, ale wciąż jest wiele do zrobienia. Często powtarzam, że możemy być dla siebie pierwszym terapeutą czy psychologiem. Czasami wystarczy po prostu wysłuchać drugiej osoby. Kiedy kobieta przychodzi i mówi, że jej życie się sypie, że ma trudności w małżeństwie czy w pracy, nie oceniajmy jej. Zamiast radzić za wszelką cenę, spróbujmy zapytać: „Czego potrzebujesz? Jak mogę Ci pomóc?”. Czasem wystarczy powiedzieć: „Jestem tutaj”.
K.K.:
Czyli jesteśmy dla siebie pierwszym wsparciem, zanim ktoś zdecyduje się na profesjonalną pomoc.
W.R.:
Dokładnie tak. Często boimy się pójść do specjalisty, czasem nie mamy na to pieniędzy albo termin jest bardzo odległy. A potrzeba rozmowy pojawia się tu i teraz – często wieczorem, kiedy wszystko się kumuluje. Dlatego tak ważne są nasze małe grupy wsparcia: przyjaciółka, siostra, ktoś z rodziny. Ktoś, do kogo możemy zadzwonić i po prostu się wygadać.
K.K.:
Rada Kobiet Województwa Lubuskiego stara się być blisko kobiet w regionie. Spotkania w mniejszych miejscowościach, jak choćby w Starym Polichnie, Trzcielu, pokazują, że takie inicjatywy są bardzo potrzebne.
W.R.:
Zdecydowanie. W mniejszych miejscowościach czasem dzieje się mniej, dlatego każde takie spotkanie ma ogromną wartość. Co ważne, często mają one bardzo rodzinny i wspólnotowy charakter. Rozmawiamy o sprawach kobiet, ale też o historii – o tych, które wcześniej walczyły o nasze prawa i tożsamość. Warto o nich pamiętać, bo wiele z tego, co dziś mamy, nie pojawiło się samo.
K.K.:
Te kobiety często nie były na pierwszej linii walki, ale były ważnym zapleczem.
W.R.:
Tak, były organizatorkami, łączniczkami, liderkami lokalnych społeczności. Walczyły o to, aby głos kobiet był słyszalny. My nie dostałyśmy praw wyborczych w prezencie – ktoś o nie walczył. Dlatego powinniśmy o tym mówić i pokazywać te historie.
K.K.:
Takie spotkania w regionie często stają się też przestrzenią do budowania relacji.
W.R.:
Dokładnie. Kobiety przychodzą, rozmawiają, wymieniają doświadczenia. Często po takich wydarzeniach słyszę: „To spotkanie dało mi siłę” albo „Zrozumiałam, że ja też mogę”. Czasami wystarczy jedna historia czy jeden wywiad, aby ktoś spojrzał na siebie inaczej.
K.K.:
Niedawno odbyła się druga edycja konferencji „Kwiaty kupię sobie sama” , tym razem w Warszawie. Wydarzenie zwracało uwagę na różne oblicza przemocy wobec kobiet.
W.R.:
To było ogromne wyzwanie organizacyjne, ale zdecydowanie było warto. Co ważne – wydarzenie powstało bez finansowego wsparcia, dzięki zaangażowaniu wielu osób. Do Warszawy pojechał niemal pełny autobus kobiet z naszego regionu. Sala konferencyjna w Kancelarii Sejmu była wypełniona, a prelegentki – ekspertki z różnych dziedzin – mówiły o przemocy psychicznej, ekonomicznej i społecznej.
K.K.:
Hasło konferencji brzmi bardzo symbolicznie.
W.R.:
Tak, bo my oczywiście lubimy dostawać kwiaty. Ale jeśli mają one być przeprosinami za przemoc, to wtedy lepiej kupić je sobie samej. To symbol naszej sprawczości i granic.
K.K.:
Podczas konferencji pojawił się też temat przemocy ekonomicznej.
W.R.:
To bardzo poważny problem. Zdarza się, że kobieta pracuje, zarabia, ale nie ma dostępu do swoich pieniędzy. Jest rozliczana z każdej złotówki. Często wygląda z zewnątrz świetnie – zadbana, elegancka – a w rzeczywistości nie ma żadnej finansowej niezależności. Dlatego tak ważne jest, by mówić młodym dziewczynom o aktywności zawodowej i o tym, by nie rezygnowały z własnego rozwoju.
K.K.:
Czyli chodzi nie tylko o karierę, ale też o bezpieczeństwo.
W.R.:
Dokładnie. Życie bywa nieprzewidywalne – choroba, wypadek czy rozstanie mogą zmienić wszystko. Jeśli ktoś przez wiele lat nie był aktywny zawodowo, powrót na rynek pracy jest bardzo trudny. Dlatego warto szukać pracy, która daje satysfakcję i poczucie sensu.
K.K.:
Na koniec zapytam o projekt Centrum Wsparcia Organizacji Pozarządowych w subregionie gorzowskim, w którym działa Fundacja Wiatr w Skrzydła.
W.R.:
To miejsce, gdzie organizacje pozarządowe mogą przyjść po wsparcie – poradę, szkolenie, mentoring. Chcemy pomagać liderom i liderkom NGO rozwijać kompetencje i uniknąć wypalenia. Nie mamy grantów do rozdania, ale mamy wiedzę, doświadczenie i specjalistów, którzy mogą pomóc znaleźć rozwiązania.
K.K.:
Czyli organizacje mogą zgłaszać swoje potrzeby.
W.R.:
Tak, i to jest kluczowe. Jeśli pojawi się potrzeba konkretnego szkolenia czy wsparcia, będziemy je organizować. Planujemy także szkołę liderów i mentoring, który pomoże wzmacniać osoby działające społecznie.
K.K.:
Organizacje pozarządowe to ogromna siła.
W.R.:
Zdecydowanie. Często niedoceniana, ale niezwykle ważna dla społeczności. A w kobietach jest ogromna moc – wystarczy ją zauważyć i wspierać.




