Jeśli chodzi o porównanie tego, co wyrabiała przez osiem lat poprzednia władza, z tym, co robi, nawet przy jakichś zastrzeżeniach, aktualna, to ma się mniej więcej tak, jak słoń do mrówki – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pan Bogdan usłyszał ostatnio, żeby skomentował nie tylko to, jak zła była poprzednia władza, ale spojrzał na to, co robi obecna, i żeby wyszedł z bańki serwowanej dziś przez telewizję publiczną i inne media wspomagające rząd. Było też pytanie o to, jak oceni fakt, że dwójka posłów żyjąca w związku pobiera dwa świadczenia na wspólne mieszkanie w stolicy i jeszcze dodatkowo ryczałt za dojazd.
Co do porównania tego, co wyrabiała przez osiem lat poprzednia władza, z tym, co robi, nawet przy jakichś zastrzeżeniach, aktualna, to ma się mniej więcej tak, jak słoń do mrówki. Trzeba mieć jakieś bielmo na oczach, żeby porównywać łamanie konstytucji, nepotyzm, koszenie państwowej kasy, ręczne starowanie organami ścigania, żeby porównywać odsunięcie pisowskiego prokuratora krajowego wsławionego tym, że sprawy przeciwko ludziom z jego obozu umarzał bądź kazał trzymać w garażu. Nawet bez zgody prezydenta, który temu rządowi blokuje wszystko i wszędzie. Tak że na zarzut, że pan Bogdan jest w bańce mediów przychylnych dzisiejszej władzy, można odpowiedzieć, że jego polemiści są w bańce kiedyś wychwalających rząd, a dziś go zwalczających.
Natomiast pana Bogdana rzeczywiście martwią pojawiające się ciągle informacje o powtarzaniu tego, co wszyscy wytykaliśmy partii wówczas rządzącej i jej ludziom w ostatnich ośmiu latach. Przecież oni złapani na jakichś dziwnych działaniach też, jak dziś owa dwójka posłów, wykręcali się, że prawo nie zostało złamane. Słychać też tu i ówdzie o mianowaniu krewnych i znajomych królika na posady opuszczone przez ludzi wcześniej desygnowanych przez tamtych. Tak jak choćby cała akcja w Totalizatorze Sportowym. A wejście w pisowskie buty ze wzmożeniem patriotyczno-narodowym tak widocznym w wojsku i na polsko-białoruskiej granicy? Do tego trochę pokazówki z anegdotycznym już tekstem premiera podczas rady ministrów, kiedy usłyszał o alkoholu w tubkach: „Czesław! Załatw to jeszcze dziś”.
Nie mówiąc już o sprawach lokalnych, gdzie zmieniła się albo umocniła władza i miejscowe media stały się jej bezkrytyczną tubą z serią zdjęć włodarzy miasta i regionu, kiedy otwierają, przecinają wstęgi i przemawiają.
Hasło „Teraz, k…, my!” zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Niestety…




