Dzwon zabił. Gorzów w dniu pamięci

Symboliczne uderzenie w Dzwon Pokoju to coroczna część obchodów  Dzwon zabił Gorzów w dniu pamięci

30 stycznia w Gorzowie zawsze brzmi inaczej. Nawet jeśli miasto żyje swoim codziennym rytmem, w powietrzu unosi się coś trudnego do nazwania – cień trudnej historii, który nie odchodzi, lecz uczy się z nami współistnieć.

To dzień, który nie celebruje zwycięstw, lecz pamięć. Dzień, w którym Gorzów – dawny Landsberg – spogląda wstecz, nie po to, by rozdrapywać rany, ale by je nazwać i zrozumieć.

Od ponad 30 lat 30 stycznia symbolizuje przyjaźń i współpracę pomiędzy dawnymi mieszkańcami miasta – landsberczykami – a współczesną społecznością Gorzowa. To dzień dialogu, wzajemnego szacunku i trudnego pojednania z historią, która nikogo nie oszczędziła.

Dzisiejsze obchody rozpoczęły się w ciszy. O godzinie 10.45 złożono kwiaty w miejscach pamięci: w lapidarium w parku Kopernika, na cmentarzu wojennym oraz przy ossarium na cmentarzu komunalnym przy ulicy Żwirowej. Te miejsca nie opowiadają jednej historii – są raczej splotem losów, języków i pamięci.

W południe, na placu Grunwaldzkim, rozbrzmiał Dzwon Pokoju. Jego pojedyncze uderzenie – główny punkt obchodów Dnia Pamięci i Pojednania – było jak symboliczna pauza w biegu czasu. Dźwięk, który nie krzyczał, lecz przypominał. O tych, którzy odeszli. O tych, którzy przybyli. O mieście, które musiało nauczyć się żyć od nowa.

Wieczorem Gorzów zabrzmi muzyką. Koncert symfoniczny „Ponad podziałami” w Filharmonii Gorzowskiej będzie próbą opowiedzenia historii inaczej – dźwiękiem, emocją, wspólnym przeżyciem. Bo czasem to właśnie muzyka potrafi połączyć to, co przez dekady było rozdzielone.

Miasto pamięta także o młodych. Wspólnie z Miejskim Centrum Kultury zaprosiło uczniów szkół ponadpodstawowych na lekcję historii regionalnej poświęconą genezie i sensowi obchodów Dnia Pamięci i Pojednania. To ważne, by kolejne pokolenia wiedziały, że Gorzów nie zaczął się od nich.

30 stycznia 1945 roku był dniem przełomowym. Do miasta wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Większość niemieckiej ludności uciekła, starówkę strawił pożar, a niemiecka historia Landsbergu dobiegała końca. Dla jednych był to kres świata, który znali. Dla innych – niepewny początek.

Kilka tygodni później, 27 marca 1945 roku, do miasta przyjechała z Wągrowca 43-osobowa grupa Polaków. Podróżowali na węglarce doczepionej do lokomotywy, nie wiedząc, co dokładnie ich czeka. Pierwszą noc spędzili w budynku przy Friedrich Strasse – dzisiejszej ulicy Pionierów. Następnego dnia ustanowili w mieście polską administrację. Pierwszym starostą został Florian Kroenke, burmistrzem – a po trzech tygodniach pierwszym prezydentem miasta – Piotr Wysocki.

Z tamtej grupy nie żyje już nikt. Ostatni, Jan Kaczor, zmarł w 2010 roku. Pozostały nazwane ulice, tablice pamiątkowe, pomnik na bulwarze zachodnim. Pozostała pamięć – krucha, ale konieczna. Florian Kroenke ma w przyszłości zostać patronem ulicy łączącej ul. Walczaka z ul. Niepodległości – jakby historia sama domykała symboliczne znaczenia.

W chwili, gdy Landsberg stawał się polskim Gorzowem, w mieście mieszkało jeszcze około 30 tysięcy Niemców. Do końca pierwszego półrocza 1945 roku zostali wysiedleni. Rok później Polacy stanowili już zdecydowaną większość mieszkańców. Liczby te nie oddają jednak ludzkiego wymiaru tamtych wydarzeń – pożegnań, strachu, utraty domu.

Dlatego 30 stycznia nie jest w Gorzowie dniem triumfu. Jest dniem refleksji. Dniem, w którym miasto pochyla się nad swoją przeszłością – z melancholią, ale i z nadzieją. Bo pojednanie nie polega na zapomnieniu. Polega na tym, by pamiętać razem.

Przewijanie do góry
logo LCI Wydarzenia Lubuskie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.