Obsypany nagrodami film „Ministranci” w reż. Piotra Domalewskiego był punktem wyjścia do rozmowy o istocie kina i emocjach, które wzbudzają w nas filmy, czyli „kinoterapii”. Zaproszenie Parlamentu Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego przyjął wybitny krytyk filmowy, publicysta, autor programów telewizyjnych i radiowych, Tomasz Raczek. – Jeśli po obejrzeniu filmu widz ma suche oczy, oczywiście w symbolicznym znaczeniu, to znaczy, że coś nie zadziałało – przekonywał krytyk.
Jednych zachwyca, inni mają mieszane uczucia – mowa nie tylko o filmie „Ministranci”, ale też o szeroko pojętej roli terapeutycznej danego dzieła. Rozmowa ze studentami dziennikarstwa Uniwersytetu Zielonogórskiego zaczęła się po seansie „Ministrantów” od pytań o motywacje i postępowanie głównych bohaterów – czy można określić, że było jednoznacznie dobre lub złe? Tomasz Raczek zachęcał młodych ludzi do oceny i odniesienia problematyki do otaczającej ich rzeczywistości. Jak my byśmy postąpili w podobnej sytuacji? Jaki sens ma niezgodna na niesprawiedliwość i przeciwstawianie się złu, nie zawsze przy pomocy legalnych sposobów? Krytyk filmowy przekonywał – również na przykładzie własnych, zabawnych doświadczeń z młodości – że wierność własnym ideałom i obrona wartości, w które się wierzy, zawsze przynosi coś dobrego; pozwala zyskać szacunek otoczenia… oraz do samego siebie. Osobnym wątkiem w rozmowie była postać matki bohatera filmu, która zmaga się z alkoholizmem i depresją. Jak można by jej pomóc? Liczne głosy studentów świadczyły o tym, że dużym problemem jest tzw. znieczulica społeczna i brak wiary w działanie odpowiednich organów.
Tomasz Raczek podpytywał także studentów o rolę mediów w odniesieniu do spraw, w których to opinia publiczna łatwo wydaje wyroki zamiast dążyć do dogłębnej analizy sytuacji. Jak osoby, które wiążą swoją przyszłość z mediami, widziałyby dalszy ciąg historii np. w „Ministrantach 2”?
Tomasz Raczek podkreślał, oglądanie filmów może być czymś więcej niż tylko rozrywką. – Nauczyliśmy się, że pójście do kina to nie tylko przyjemność i artystyczna przygoda. Jeśli idziemy na film do kina studyjnego, to jest to także wycieczka w głąb siebie – mówił.
Zdaniem krytyka reakcje widzów podczas seansu mogą wiele powiedzieć o ich emocjach i doświadczeniach. – Jeśli zaczniemy się sobie samym przyglądać, zobaczymy, w których miejscach się śmiejemy, a w których płaczemy. Czasem zdarza się, że wybuchamy płaczem w momencie, gdy nikt inny w kinie tak nie reaguje. To znak, że coś w nas zostało poruszone i warto się temu przyjrzeć.
Raczek podkreślał również, że właściwie każdy film może stać się impulsem do refleksji. – Nie ma dobrych czy złych filmów. Moim zdaniem wszystkie filmy mogą być terapeutyczne. W każdym może znaleźć się jedna scena, jedno zdanie czy jeden obraz, który sprawi, że zaczniemy myśleć o sobie i swoich emocjach – przekonywał. Kino jest bowiem nie tylko po to, aby wzbudzać emocje, lecz także skłaniać do zastanowienia się nad własną sytuacją. Być może jest ona podobna do tej przedstawionej na ekranie, a może znamy kogoś, kto mierzy się z tożsamym problemem i nie potrafi znaleźć wyjścia.
Krytyk przyznał, że sam doświadcza tego podczas pracy nad swoimi recenzjami filmowymi publikowanymi w serwisie YouTube. Jak mówił, często odnosi to, co powiedział o filmie, do własnego życia i czasem zastanawia się nawet przez kilka dni, czy podzielić się osobistą refleksją, czy nie będzie to zbyt ekshibicjonistyczne.
Podkreślił jednak, że najważniejsze jest, aby takie refleksje zapamiętać i próbować o nich myśleć. Kinoterapia ma zwracać uwagę właśnie na ten moment uświadomienia. Kolejnym krokiem może być poszukiwanie pomocy i rozmowy z kimś, kto stanie się partnerem w mierzeniu się z problemem, a taką rolę często pełni psycholog.
Spotkanie odbyło się na Uniwersytet Zielonogórski i zostało zorganizowane przez Parlament Studencki Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego.







