O ile zmiany widać w telewizji i radiu, o tyle w lokalnej prasie czas jakby się zatrzymał. Szefowie zachowują się niczym przysłowiowi uczestnicy balu na Titanicu – pisze Andrzej Flügel w felietonie „Zakola i meandry”.
Pana Bogdana śmieszy gadanie fanów i czynowników poprzedniej władzy o łamaniu prawa i konstytucji przez obecną. Ci, którzy przez osiem lat za nic mieli konstytucję, prawo, dobre zwyczaje, obyczaje i zwykłą przyzwoitość, dziś rozdzierają szaty z powodu rzekomego jej łamania i deptania ustaw.
Niektóre akcje przekroczyły już poziom absurdu tak w wymiarze ogólnopolskim, jak i regionalnym. Jak choćby ostatnia, czyli protest „w obronie wolnych mediów”, organizowany przed lokalnymi rozgłośniami radiowymi. Czy owe rozgłośnie, opanowane od kilku lat przez politycznych czynowników nazywających siebie dziennikarzami, wychwalających rządzących, krytykujących inaczej myślących i kierujących się dyrektywą polityczną, kogo zapraszamy do studia, a kogo nie, miały cokolwiek wspólnego z wolnymi mediami? Odpowiedzcie sobie sami.
Krócej, bo od ponad dwóch lat pod butem ideologicznym jest lokalna prasa. Ale i tak wywalenie przyzwoitych dziennikarzy, zamknięcie ust tym, którzy nie mieli gdzie odejść, skierowanie na redaktorów naczelnych hunwejbinów nowej władzy i jednostronnego sposobu myślenia sprawiły, że te do niedawna chętnie czytane, przyzwoite gazety dziś chylą się ku upadkowi.
Co najciekawsze, o ile zmiany widać w telewizji i radiu, o tyle tam czas jakby się zatrzymał. Wszyscy czekają, aż po odejściu szefa koncernu, który kupił, a potem złożył u stóp prezesa partii lokalne gazety, i odwołaniu rady nadzorczej fala sięgnie po osławioną szefową prasowego koncernu. Po niej niczym klocki w dominie polecą redaktorzy naczelni, wszyscy poza jednym przypadkiem powołani zaraz po przejęciu tytułów ze ściśle wyznaczonym zadaniem: zniszczenia porządnych gazet i uczynienia z nich tub partii rządzącej, zakłamywania rzeczywistości, pokazywania w złym świetle przeciwników i stosowanie czarnej propagandy.
Najciekawsze jest to, że owi szefowie zachowują się niczym przysłowiowi uczestnicy balu na Titanicu. Dalej jątrzą, dalej „jadą” z byłą opozycją, a dzisiejszą władzą. Nadal można u nich przeczytać, jak wspaniała była tamta ekipa, a jak mroczna obecna. Jakby nie zauważyli, że wprawdzie są na górnym pokładzie, jeszcze gra orkiestra, podają napoje, ale dolne pokłady są już zalane i zaraz woda dojdzie do nich…




